Archive

Posts Tagged ‘Strommoussheld’

Ogłoszenia infernalne

 

Dwie króciutki informacje o zespołach, które już w BWM gościły – jeden całkiem niedawno, drugi ładnych parę miesięcy temu. Zwą się Duch oraz Strommoussheld.

Czytaj dalej…

Razy cztery…

Dwa razy muzycznie po polsku, i tyle samo po zagranicznemu. Maels, obiecałem i słowa dotrzymuję – nowy materiał promocyjny Strommoussheld przesłuchany. „Connective Tissue” to trzy kompozycje, w tym dwie nowe autorskie. Ta ostatnia jest coverem Laibach „We Are Time”. Wersja Polaków jest znacznie mocniejsza wokalnie (są sample oryginalnego wokalu), z większą obecnością klawiszy, przesterowanej, i moim zdaniem za bardzo zostawionej w tle gitary. Pozostałe dwa kawałki to klimatyczne, mroczne piosenki, w których słychać inspiracje Samael (zanim kilka ładnych lat temu poznałem nausznie Strommoussheld, mówiono mi, że to polski Samael) i nie mało naleciałości z Dalekiego Wschodu oraz takiej minimalistycznej elektroniki. Drapieżnie też jest, choćby w połowie „Long Ago Gone”. Podoba mi się taki psychodeliczno-metalowy początek „Connective Tissue”, zwłaszcza chory, zmodulowany wokal na tle basu. Materiał na pewno interesujący, ale ciężko przewidywać, co może przynieść duża płyta, bo nie wątpię, że Maels takową ma w planach.

Pro-Creation to polskie odkrycie ostatnich dni, którego oczywiście nie dokonałbym, gdyby nie a great deal of help from Tomasz Mądry z Tone Industrii, który zechciał podzielić się pełną płytą w wersji promocyjnej. Kapela jest z Rybnika, istnieje od ładnych paru lat, gra na trzy gitary, więc moc jest z nimi. Polecam w ciemno lubiącym granie typu Pantera, Biozahard, Sepultura (czasy „Chaos A.D.”, „Roots” – fragment „Erase My Mind” kojarzy się z „Refuse/Resist” ) plus old school hard core, plus lekki wtręt rapowy, psychodeliczny, spore poczucie humoru, ciężarowe i chwytliwe riffy a la na przykład nieodżałowany Illusion, by nie szukać tylko za granicą. No i plus całkiem niegłupie teksty. Albo inaczej, jeśli myślicie, że Frontside to najlepszy z ostrych zespołów, śpiewających po polsku, to bardzo się mylicie. Aby się przekonać jak bardzo, odwiedźcie MySpace’a chłopaków, bo takowy oczywiście posiadają.
Promo liczy 11 kompozycji, z których część jest po angielsku. Brzmią znakomicie. Ten kto siedział za konsoletą, zdecydowanie wiedział, jak głośno powinny być „wiosła”, jakie brzmienie „garów” najlepiej pasuje do takiej muzyki. Wokalista drzeć się potrafi bardzo konkretnie, umie też zaśpiewać czysto. Pro-Creation stosuje różne ozdobniki do głosu i gitar, ale z umiarem i we właściwych, moim zdaniem, miejscach. Czekam z niecierpliwością na to, kto dostrzeże ich potencjał i wyda ich na płycie, która ponoć ma się nazywać „Porcellus”, jeśli nic nie pomyliłem. Bardzo ciekawa grupa z nurtu, który licznie nie jest u nas reprezentowany, a przynajmniej o jego reprezentantach nie dowiemy się za wiele.

O Mnemic i „Sons Of The System” nie ma za wiele do pisania. Mocno core’owe darcie się do coraz bardziej melodyjnego thrash-, death-, metalcore’owego grania, w którym pobrzmiewa też industrial,minimalistyczna elektronika, nie ma już tej siły rażenia, co pięć lat temu. Pożyczę fragment tytułu całkiem udanego numeru „Elongated Sporadic Bursts” i napiszę, że są tu sporadyczne wybuchy dobrych pomysłów. Rządzi przewidywalność i powtarzalność patentów ojców duchowych Mnemic, Fear Factory. Różnica polega na większej dawce słodyczy i chwytliwości u duńskiej formacji.

W superlatywach i z szacunkiem piszę zaś o „Ironbound” Overkill. Album ukazuje się w roku jubileuszowym, w 2010 przypada 25 lat od wydania pierwszej płyty. Kwintet z New Jersey pewnie nie zastanawiał się na specjalną celebracją, gdy przebywał w studiu, ale na krążku da się zauważyć, iż przeszłość Blitza i D.D. co jakiś czas nawiedza. I dobrze, bo wychodzi z tego niezła muzyka. Malkontenci mogą narzekać, że nie ma w niej nic nowego, zaskakującego, że jest jedynie doskonale znany thrash metal. Inni będą się irytować wokalem Blitza, do którego nie przywykli przez lata, jeszcze inni wzdychać do złotego okresu od „Feel The Fire” do „The Years”. Zamiast dywagować, narzekać, założcie słuchawki, ustawcie głośność na minimum 8 i odpalcie „Ironbound”. Moc rażenia płyta ma sporą, czego nie spodziewałbym się po nijakiej „Immortalis”.
Plus „Ironbound” to równy poziom. Ciężko wyróżnić któryś z numerów i równie niełatwo jest wskazać na zdecydowanie słaby punkt. Z pewnością uwagę zwraca wspomniany „Give A Little”, bo Blitz przez moment śpiewa nisko i melodyjnie, niczym thrashowy Elvis. Overkill poza odkrywaniem przeszłości na nowo czerpie z klasyki metalu. Riffy w „Bring Me The Night” i „Killing For A Living” to pokłon dla Judas Priest. W paru miejscach gitary grają unisono jak u Iron Maiden, tu i ówdzie unosi się duch Black Sabbath. Jest fragment w „Killing For A Living”, gdy Blitz recytuje tekst, a w tle słychać slayerowo zawodzące gitary.  Gorąco polecam maniakom dobrego thrashu!

W następnym wejściu spełnię kolejną obietnicę i skreślę parę słów o jeszcze jednym odkryciu, norweskim Obliteration i płycie „Nekropsalms”. Old school black metal, ale zagrany przez kolesi, którzy na pewno nie wzięli instrumentów do ręki wczoraj. Płyta jest już w Polsce, za dystrybucję odpowiada Foreshadow,  a kupić można w Omnio.pl.

Przerwa w koncertach twórcy muzyki do „Amelii”

Yann Tiersen, francuski kompozytor, twórca muzyki między innymi do filmów „Amelia” i „Good bye, Lenin!”, w niedzielę i poniedziałek wystąpi po dwóch latach przerwy w Polsce. Będą to ostatnie koncerty artysty przed kilkunastomiesięczną przerwą.

Yanna Tiersena wraz z zespołem będzie można zobaczyć i usłyszeć 29 listopada w krakowskim klubie Studio i dzień później w stołecznej Stodole. Bramy klubów będą otwarte od godz. 19:00. Artysta pojawi się na scenie półtorej godziny później. Ceny biletów: w przedsprzedaży 75 zł, w dniu koncertu 85 zł.

W Krakowie i Warszawie będzie okazja do usłyszenia najnowszych kompozycji Tiersena. Rok 2010 artysta zamierza w całości przeznaczyć na prace nad nową płytą, dlatego okazja do ponownego zobaczenia go na scenie nadarzy się nie wcześniej niż w 2011 roku.

Informacje o artyście:

Już od najmłodszych lat Yann Tiersen wykazywał duże zdolności muzyczne. Jeszcze jako dziecko grał na fortepianie oraz skrzypcach, potem uczył się w konserwatorium muzycznym m.in. dyrygentury. W 1995 roku Tiersen wydał swoją pierwszą płytę, „La Valse Des Monstres”, zawierającą utwory zainspirowane filmem i przedstawieniem teatralnym. Potem ukazał się drugi album, „Rue Des Cascades”, uważany za najważniejszy w dorobku artysty. Znajduje się na nim wszystko, co charakteryzuje styl Tiersena – akordeonowe walce, pełne refleksji, krótkie utwory fortepianowe, popisy na skrzypcach oraz gama różnorodnych instrumentów. Obydwie płyty wydane były w ilości 1000 egzemplarzy, dopiero później zostały wznowione w większym nakładzie. Niestety, mimo tak dobrych płyt, Tiersen początkowo nie był zauważany przez krytyków. Na francuskiej scenie zasłynął dopiero trzecią płytą, „Le Phare”, wydaną w 1998 roku. Część z utworów zostało wykorzystanych również do ścieżki dźwiękowej do filmu „Amelia”. Sukces płyty „Le Phare” przyczynił się do wznowienia poprzednich dwóch płyt. Dzięki niemu jego utwory wykorzystano w takich filmach, jak „Wyśnione życie aniołów” oraz „Alice i Martin”.

W 1999 roku Yann wydał kolejną płytę – „Tout est Calme”, na którą wszystkie utwory zostały nagrane wraz z zespołem The Married Monk i są próbą udania się w stronę rocka. Tiersen ruszył niedługo po premierze w długą trasę koncertową po całym świecie. 10 kwietnia 2001 roku ukazała się płyta „L’Absente”, uważana przez Tiersena za jego najważniejsze osiągnięcie. Album wydawał się być kompilacją wszystkich najlepszych cech muzyki Tiersena. Ukoronowaniem jego osiągnięć był ogólnoświatowy sukces filmu „Amelia”. Płyta „Le Fabuleux Destin d’Amélie Poulain” jest zbiorem wcześniejszych kompozycji oraz skomponowanych specjalnie do filmu. Ścieżka dźwiękowa do „Amelii” rozeszła się w ponad 750 tys. kopii w samej Francji oraz ponad 250 tys. egzemplarzy poza jej granicami. Niedługo po ukazaniu się albumu Tiersen zawitał po raz pierwszy do Polski. Wystąpił w naszym kraju w 2002 roku. Rok później pojawiła się kolejna ścieżka dźwiękowa Francuza, do filmu „Good bye, Lenin!”.

W 2005 ukazała się płyta „Les Retrouvailles”, uzupełniona wydaniem w wersji DVD. Ostatnim dziełem w dorobku Yanna Tiersena jest „On tour” z roku 2006, na którą składają się utwory z jego wcześniejszych albumów.

Yann Tiersen jest niezmiennie ciepło przyjmowany przez widzów jak i krytyków. Jego muzyka jest wyjątkowym połączeniem brzmień wielu instrumentów oraz niezwykłej wrażliwości kompozytora.

xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

Strommoussheld powraca! Jak donosi Maels: „29 listopada 2009 r. po pięcioletniej przerwie wydawniczej, wracamy na scenę z premierowym, trzyutworowym singlem »Connective Tissue«. Znajdą się na nim dwa premierowe utwory („Long Ago Gone” i tytułowy) oraz

cover słoweńskiego Laibach – „WAT”. Wydawnictwo będzie dostępne ZA DARMO w formatach 320kb MP3, bezstratnego 24-bitowego FLAC oraz wszystkich innych znanych formatach. W pakiecie oprócz muzyki znajdą się gotowa do wydruku okładka, naklejki, flyersy i obszerny press release!”.

 

Dobry grind core nigdy nie jest zły! Dzięki Andy za nowy materiał Squash Bowels. Takie płyty są mi od czasu do czasu potrzebne, aby pozamiatać sobie skutecznie w głowie. Miazga na wysokim, światowym  poziomie młócenia przez 20 kilka minut. „Grindvirus” już za kilkanaście dni będzie dostępny w Polsce. Zamówienia na płytę można już składać na stronie wytwórni Selfmadegod.

Szacunek dla Andy’ego za to, że przez tyle lat wytrwale pcha ten skazujący go na wieczne podziemie muzyczny wózek. Poza Polską Squash Bowels chyba jest bardziej znany niż u nas. Ale to nie pierwszy i pewnie nie ostatni przypadek. Amerykańskie wydanie płyty ujrzało światło dzienne 20 października 2009 nakładem Willowtip Records. Ale SB mają grać koncerty nad Wisłą, a ich daty będą podawać na MySpace. Jeśli tylko będzie okazja, zawitam niechybnie.

%d bloggers like this: