Archive

Posts Tagged ‘Metal Mind Productions’

Kat: Piotr Luczyk o rarytasach

kat rarities

Od paru dni możemy się cieszyć nową płytą Kata. Kata z Luczykiem i Kostrzewskim. Jest to możliwe, bo „Rarities” jest materiałem sprzed lat bardzo wielu, kiedy obaj panowie jeszcze ze sobą współpracowali. Dzięki Metal Mind Productions można sobie te czasy przypomnieć.

Czytaj dalej…

MMP News

Poniżej dwa newsy z Metal Mind Productions. Za chwil kilkadziesiąt zamieszczę informacje o zespole Redrum, na którego materiał na CD czekam. Póki co będzie to biografia i zdjęcie/-cia. Jak dostanę krążek, posłucham wnikliwie, podzielę się swoimi spostrzeżeniami. SAMO „S1” na CD już przesłuchane i jest to album ze wszech miar godny polecenia! Ma swoje lata (około siedmiu), ale nie zestarzał się nic! Oficyna Czoło na czele z Tomkiem poleca, a ja do polecania przyłączam się z wielką chęcią (na stronie do kupienia także Starsplanesandcircles, Samo – „Plex Zero”, Słonina – za naprawdę przyzwoite pieniądze). Szkoda, że SAMO nie gra koncertów, bo gdyby do Polski ponowie zjechał szwedzki Meshuggah, ciężko byłoby o lepszy support. A Tomas Haake, bębniarz świetny, mógłby wymienić wiele ciekawych uwag z niesamowitym Wojtkiem Szymańskim. Wielkimi krokami zbliżam się do końca niesamowitej lektury – „Heroin Diaries” Nikkiego Sixxa. Jak przeczytam ostatnią stronę, ochłonę trochę, poświęcę cały post tej książce. Dzieje się tam, oj dzieje. „The Dirt” momentami wymięka, jeśli daje Wam to jakieś wyobrażenie 😉 A teraz czas na obiecanie na wstępie informacje:

 

Uriah Heep z kontraktem

 

Formacja Uriah Heep podpisała nowy kontrakt płytowy. Jej dwudziesty trzeci album ukaże się w kwietniu 2011 nakładem Frontiers Records.

 

Prace nad nowym materiałem rozpoczęto w styczniu 2010 w angielskim studiu Liscombe Park Studios. Na płycie, zatytułowanej  „Into The Wild” znajdzie się 11 premierowych nagrań. Gitarzysta i założyciel zespołu Mick Box powiedział: „Jesteśmy zachwyceni i bardzo podekscytowani podpisaniem kontraktu z Frontiers Records. Uważamy to za fenomenalne posunięcie. Jesteśmy teraz całkowicie skoncentrowani na dokończeniu płyty, chcąc dostarczyć taki materiał, jakiego wydawca sobie życzy, ale także jakiego i my i nasi fani sobie życzymy. To są dla nas bardzo szczęśliwe dni”.

 

Formacja Uriah Heep zadebiutowała w 1970 roku płytą „Very ‚eavy… Very ‚umble”. Mając w dyskografii tak doskonałe albumy, jak  „Demons & Wizards” (1972), „Abominog” (1982), czy „Future Echoes Of The Past” (2001), nie dziwi fakt, że do tej pory sprzedali ponad 30 milionów płyt na świecie. W trakcie kariery zespół regularnie koncertował. Wystąpił w ponad 40 krajach przed milionami fanów, w tym jako gwiazda podczas takich festiwali, jak Reading czy prestiżowy Sweden Rock Festival. W 1987 roku Uriah Heep zagrał w ZSRR. Obecnie zespół gra prawie 250 koncertów rocznie dla ponad 150 000 fanów! Uriah Heep cieszy się kultowym uznaniem na Starym Kontynencie, a takie kompozycje jak „Easy Livin'”, „Sweet Lorraine” czy „Stealin'” na trwałe zapisały się w kanonie lektur obowiązkowych każdego zwolennika hardrockowych brzmień.

Na przełomie marca i kwietnia Uriah Heep wyrusza na europejskie tournée w ramach obchodów 40-lecia istnienia. Formacja powróci również do Polski i zagra dwa koncerty! 23 maja we wrocławskim klubie „Eter”, a 25 maja w katowickim „Mega Klubie”. Uriah Heep wystąpi w składzie: Bernie Shaw – wokal, Mick Box – gitara,  Phil Lanzon – klawisze, Trevor Bolder – gitara basowa, Russell Gilbrook – perkusja.

Przypomnijmy, że formacja w naszym kraju gościła sześciokrotnie – w latach 1989, 1992, 2006, 2007 i 2008 – za każdym razem spotykała się z entuzjastycznym przyjęciem fanów. Tym razem zapewne nie będzie inaczej, zwłaszcza w związku z celebracją okrągłej rocznicy istnienia. Podczas jubileuszowych występów na pewno nie zabraknie największych hitów, na czele z „Easy Livin'”, „Free Me”, „Hold Your Head Up”, „Look At Yourself” czy „Lady In Black”. W roli supportu wystąpi polska hardrockowa formacja Kruk.

 

40th Anniversary Tour

URIAH HEEP + Kruk

23.05.2011 – Wrocław, Klub Eter

25.05.2011 – Katowice, Mega Club

Wejście od godz. 19.00. Początek koncertów godz.20.00

 

Ceny biletów:

Wrocław – 100 zł / 110 zł (w dniu koncertu)

Katowice – 90 zł / 100 zł (w dniu koncertu)

 

Informacje o sprzedaży biletów:

tel. 32/205 25 00 (wew. 101), e-mail: koncerty@metalmind.com.pl

www.metalopolis.pl, www.metalmind.com.pl

Sprzedaż wysyłkowa:

32/205 25 00 (wew. 187), 32/253 77 60, shop@metalopolis.com.pl

Bilety do nabycia na stronach:

www.metalopolis.pl, www.ticketpro.pl, www.ebilet.pl, www.ticketonline.pl, www.ticketportal.pl, www.kupbilet.plwww.eventim.pl

 

 

Believe na koncertach

 

 

Believe, progrockowa formacja pod przywództwem Mirka Gila, byłego gitarzysty legendarnej grupy Collage, wyruszy w marcu na trasę koncertową w ramach promocji ostatniego wydawnictwa „World Is Round”.

Płyta wydana nakładem Metal Mind Productions ukazała się na rynku 25 października 2010 roku. O tym jak nowe nagrania brzmią na żywo będzie można przekonać się już w marcu podczas następujących koncertów:

 

BELIEVE / MR GIL / LOOM:

03.03 – Zielona Góra – KAWON

04.03 – Ostrów Wielkopolski – Afera

05.03 – Łódź – Klub Luka

06.03 – Toruń – Lizard King

 

BELIEVE / MR GIL / ACUTE MIND:

10.03 – Piekary Ślaskie – Andaluzja

11.03 – Bielsko-Biała – Rude Boy

12.03 – Wrocław – Od Zmierzchu do Świtu

13.03 – Kraków – Kwadrat

 

BELIEVE / MR GIL / ACUTE MIND / LOOM:

20.03 – Warszawa – Proxima

21.03 – Lublin – Graffiti

 

Wszystkie koncerty rozpoczną się o godz. 20, wejście od 19.00. Cena biletów: 25 zł.

 

„World Is Round” jest czwartym studyjnym albumem Believe. Nad produkcją płyty czuwał gitarzysta niegdysiejszego giganta polskiej sceny blues-rockowej Breakout – Winicjusz Chróst, a całość zarejestrowano latem br. w składzie: Mirek Gil – gitary, Karol Wróblewski – wokal, Satomi – skrzypce, Vlodi – perkusja, Przemas – gitara basowa oraz Konrad Wantrych – instrumenty klawiszowe. „World Is Round” zawiera doskonałe kompozycje będące metafizyczną zadumą nad ludzkim życiem, jego cyklicznością i ostatecznym sensem. To doskonała pozycja dla wymagających i wrażliwych słuchaczy! Płyta dostępna jest w dwóch wersjach: CD oraz limitowanej edycji CD digipak wzbogaconej o bonusowy utwór.

 

Żegnaj Dziuba – post scriptum

Opadła wysoka temperatura po śmierci Tomasza Dziubińskiego, więc dopiszę co nieco do tego, co zawarłem w tekście „Zegnaj Dziuba”, opublikowanym w Muzyka.onet.pl dzień po śmierci szefa Metal Mind Productions, 17 grudnia 2010. Czasu na skomponowanie artykułu miałem mało. Nie udało mi się w porę dodzwonić na przykład do Piotra Luczyka z Kata, który z Dziubą toczył przez lata zacięte boje (inni „kaci” też), a w końcu dogadał się z nim, czego efektem był box z wszystkimi albumami legendy rodzimego metalu. Pamiętam wywiad z nim sprzed paru lat, niedługo po premierze zestawu, i pytanie o to, jak to możliwe, że dogadał się z Dziubińskim, choć przez całe lata szło między nimi niemalże na noże. Pamiętam, że powiedział mi, iż zadał Dziubie pytanie, dlaczego teraz się da, a wcześniej się nie dało. I szef MMP miał odpowiedzieć: „Nie wiem”.

 

Dziuba krystalicznie czystą postacią nie był nigdy. Z czasem stawał się jednak rasowym biznesmenem, któremu ufali zachodni menedżerowie dużych zespołów i chwalili sami wykonawcy. Kiedy startował RMF FM w swoich złotych czasach na antenie za dnia szedł death metal, a płytą tygodnia była na przykład „Individual Thought Patterns” Death. Audycja z mocną muzą była naprawdę długa. Pamiętam programy z udziałem będącego wtedy u szczytu popularności Biohazard. Czołowy dziś gwiazdor kina xxx, multimilioner i wciąż wokalista nowojorczyków, Evan Seinfeld, gościł na antenie i długo opowiadał o zespole, o sobie, że ma w Krakowie przyjaciółkę (!), że członkowie jego rodziny byli w obozie w Oświęcimiu. Biohazard, Dog Eat Dog i ktoś jeszcze występował w hali Wisły, wypełnionej po brzegi. Przy okazji innego koncertu na antenie u Piotra Metza pojawił się sam Dziuba, a dzwoniący otrzymali możliwość zadania mu pytania. Wtedy moja wiedza na temat biznesu muzycznego w Polsce była bliska zeru, ale różni starsi koledzy siedzący w ostrej muzie, czasami nawet muzykujący, mówili o szefie MMP rzeczy mało pochlebne, mówiąc delikatnie. Siedziałem przy głośniku i czekałem, czy może ktoś wyskoczy z jakimiś bluzgami, ale nic takiego się nie stało. Nie wiem, czy ludzie nie mieli śmiałości, czy odbierający telefony starannie filtrowali rozmówców dopuszczanych na antenę niczym podczas rozmowy Putina z narodem rosyjskim. Dziuba wybrnął doskonale, a dzięki RMF FM, który miał markę znakomitą, promocyjnie zyskał.

 

Ewidentnie był to facet o ponadprzeciętnych zdolnościach menedżerskich i biznesowych. Przecież przez parę ładnych lat większe koncerty metalowe w Polsce organizował właśnie on i w zasadzie tylko on. Wcześniej czynił to także Andrzej Marzec, lecz później spasował. Do legendy przeszły pierwsze koncerty Metalliki w „Spodku” („tajemnicze” zniknięcie merchandise’u zespołu także; potem był ponoć do kupienia w sklepach w Katowicach). Także „Metalmanie” z lat 80., na których grali m.in. Alaska, Killer, Helloween, Running Wild, Helloween, Vader, Lord Vader. Dziuba ściągnął na jedną z nich uwielbiany przeze mnie wtedy i niezwykle wysoko ceniony do dziś szwajcarski Coroner. Niestety, nie mogłem pojechać. „Metal Battle” z pamiętnymi wizytami w Polsce Sodom (wyprzedany „Spodek”) i Bulldozer (megazadyma ze Szczecinem w hali „Makoszowy”; szczecińska załoga dostała wtedy straszne bęcki od połączonych sił Katowic, Krakowa i kogoś jeszcze) to także jego zasługa. Ale chyba najmocniej w pamięci mam występ Sepultury i Sacred Reich w Jastrzębiu Zdroju. Czerwiec, upał jak cholera, a człowiek wiadomo – czarna skóra, ciężkie buty, do tego duszny pociąg, wypełniony tak, że siedzące miejsce na podłodze było niczym miejscówka w pierwszej klasie. Roku dokładnie nie pamiętam, 1991, a może 1992. Na pewno po ukazaniu się „Arise”. Zaduch w środku niemiłosierny, klimy zero. Z okien się lała woda, ludzie mdleli, muzycy po każdym kawałku wycierali ręce i gryfy gitar ręcznikami. Bałem się, że cierpiący na astmę Phil Rind z Sacred Reich może dokonać w takich warunkach żywota. Na szczęście nic mu się nie stało, a kapela z Arizony zagrała kapitalny koncert. Sepultura wypadła jeszcze lepiej. Na „Inner Self” poleciałem do „młyna”, ale potem przez parę ładnych minut musiałem dochodzić do siebie. Fajnie zagrali „Orgasmatron”. Przyjęcie mieli kapitalne. Cieszę się, że miałem okazję zobaczyć najsłynniejszy skład Sepultury, bo obecny, to coś zupełnie innego i nieporównywalnego. Widzę, że w sprawie reaktywacji muzycy nie są w stanie porozumieć się finansowo (wzajemne bluzgi odczytuję jako celową strategię podsycania emocji). A czas w miejscu nie stoi, zaś Max jest w coraz gorszej formie. Niestety, facet nie dba o siebie. To mają z Dziubą wspólnego. Szef MMP też pracował jak szalony, jak mi mówili ludzie z firmy. Wiedział, że ze zdrowiem jest tak sobie. Chyba wiedział też, że kiedy poszedł do szpitala, to zrobił to za późno. O tym, że jest z nim bardzo źle, po raz pierwszy usłyszałem pod koniec 2009 roku.

Wtedy w Jastrzębiu ludzie mieli go serdecznie dość. Leciały wyzwiska. Litza (wtedy Turbo) wyszedł na scenę, aby oznajmić, że Tomek Dziubiński załatwił nam za darmo pociąg powrotny do Katowic… Sam Dziuba nie miał odwagi wyjść do ludzi i wiedział, co robi. na dworcu działy się rzeczy straszne. Ludzi było za dużo, skład zdecydowanie za mały. Do tego brać metalowa trochę wesoła, trochę wk…a (zależy, kto ile wypił), więcej niż trochę po paru piwkach, miała wątpliwą przyjemność poznania śląskiej milicji (sorry, już wtedy policji). Chamskiej niesamowicie, pałującej bez miłosierdzia wszystkich, którzy ociągali się z wejściem do pociągu. Na własne oczy widziałem, jak znacznie roślejsza ode mnie dziewczyna dostała tyle razy po plecach, chcąc wejść przez okno do pociągu, że spadła na peron. „Pałker” na szczęście się opamiętał, gdy zobaczył, iż zlał niewiastę… Gdy wróciłem z Jastrzębia do domu byłem tak wykończony, jak nigdy wcześniej po koncercie. I później przez dłuższy czas nie bywałem na imprezach Dziuby. Ominęły mnie wszystkie „Metalmanie” poza Katowicami, koncerty różnych zagranicznych gwiazd. Lata później, gdy już pracowałem w redakcjach muzycznych, bywałem i na „Metalmaniach”, i na „Metal Hammer Festivalach”. Za kulisami zdarzało się widzieć potężną postać Dziuby (ze dwa metry wzrostu i 120 kilo wagi), czasem przemknął koło dziennikarzy czekających karnie w kolejce na wywiad. Każdy grzecznie się ukłonił, ci bardziej znani i zaznajomieni z szefem MMP wymienili parę zdań. Można go było zobaczyć za to na DVD, konkretnie Vadera z występu przed Metallicą 🙂 Pojawił się w filmie dokumentalnym o historii „Spodka”, co nie dziwi, bo imprez zrobił tam mnóstwo. Skutecznie ratował dla MMP Roadrunnera, który już lata temu miał przejść do Universalu. Zgromadził wokół siebie ludzi, którzy znają się na swojej robocie i wykonują ją znakomicie. Dział promocji MMP, mimo że nieliczny, nie ma za wielkiej konkurencji w Polsce. To jeden z powodów, dla których firma pomimo śmierci głównej postaci, ma szansę przetrwać. Siła rozpędu i dotychczasowe dokonania mogą nie wystarczyć. Potrzebna będzie ciężka praca i walka. Ale Dziuba, jak pisała mi Agnieszka z promocji MMP, wyznawał zasadę „chcieć, to móc”. Podobnie zapewne myśli ekipa firmy i redakcja „Metal Hammera”. Dziuba walczył mimo złych opinii, niesprzyjających okoliczności, słabnącej koniunktury na metal (tak, wiem, że wydawał też progres, bluesa i jazz, ale to na metalu zbudował pozycję formy), więc oni też walczyć zapewne będą. Im większy wybór, tym lepiej. A z monopolizacji nic dobrego w tym kraju się jeszcze nie urodziło. R.I.P. Dziuba.

 

Dla wielbicieli pudelkopodobnych newsów dodam, że przez jakiś czas szef MMP leżał w szpitalu w Gliwicach razem z Nergalem. Na różnych piętrach, w różnych salach, ale w tym samym szpitalu. Kiedyś lider Behemoth podpisał z Dziubą kontrakt, którego później publicznie żałował. Nergala wyjaławiano w gliwickim szpitalu, potem przeszczepiono mu w Gdańsku szpik, ponoć wszystko jest dobrze. I oby okazało się, że przeszczep się przyjmie. Za dużo już tragicznych wieści dotyczących świata muzyki w 2010 roku.

%d bloggers like this: