Strona główna > Muzyka > Fastfood we mgle

Fastfood we mgle

people of the haze fastfood breslau okadka

 

Coraz bliżej do chwili, kiedy BWM wpadnie w stan hibernacji, który być może kiedyś odwołam, być może nie. Czas pokaże. Wcześniej, jak zapowiadałem, podzielę się refleksjami na temat zespołów, które już zadały sobie trud dostarczenia mi swoich wydawnictw. Cieszę się, bo zostały mi do obgadania naprawdę miłe uchu wydawnictwa. I wszystkie polskie!

 

People Of The Haze – o nich będzie dziś parę słów. Dzięki umiejętnemu, i ze wszech miar słusznemu, napominaniu mnie przez gitarzystę basowego kapeli, Krzysztofa Wysockiego. Oprócz niego w składzie są jeszcze wokalista Tomasz Środa, gitarzysta Krzysztof Pikuła i bębniarz Radosław Ofierski. Kwartet jest z Wrocławia, gdzie mam paru przezacnych znajomych i do którego planuję zawitać w 2015 roku co najmniej dwa razy.

Nie wiem, dlaczego tyle czasu zwlekałem z przesłuchaniem albumu „Fastfood Breslau”, bo ma on niemal wszystkie cechy muzyki, którą uwielbiam słuchać. Mniejsza o moje niezorganizowanie / lenistwo / inne, niepotrzebne skreślić. Płyta, której tytuł jest najwyraźniej wariacją na ten, który Marek Krajewski dał jednej ze swoich powieści, ukazała się już w październiku 2014 roku, nakładem Luna Music. Radia słucham okazjonalnie i nie wiem, czy wydawnictwo miało jakiś odzew w postaci piosenki na playlistach, ale mam nadzieję, że miało lub niebawem mieć będzie i nie okryje się, nomen omen, młgą zapomnienia.

People Of The Haze gra świetnego, energetycznego rocka, blues rocka, dość oldschoolowo brzmiącego, dodając do piosenek deczko pokręconego poczucia humoru (przynajmniej ja odbieram te treści jako coś zabawnego). Z polskich wykonawców miałem skojarzenia z Pogodno z pierwszych dwóch albumów, z zagranicznych przyszli mi na myśl przede wszystkim Black Rebel Motorcycle Club, The White Stripes, The Datsuns, Jet, Black Sabbath (początek „Wartości dodanej”, a potem krótki cytacik, z końcówki „Iron Mana”, o ile pamięć mnie nie zawodzi). Śpiewają po naszemu i po angielsku, w obu wariantach wypadając przekonująco. Fajnie wpletli do piosenek saksofon (choćby we wspomnianej „Wartości dodanej”), klawisz. Ma to słusznego kopa. Jest też gorzkie spojrzenie na niełatwą egzystencję w tym kraju nad Wisłą w numerze „Średnia krajowa”. „Made Of Stars” zalatuje mi grunge’ową inspiracją spod znaku Mother Love Bone / Temple Of The Dog.

„Fastfood Breslau” to drugi album People Of The Haze. Który mam nadzieję sprawi, że ich kariera nabierze rozpędu. Potrzeba nam jak najwięcej kapel, które potrafią łoić rocka na ponadprzeciętnym poziomie, świetnie bawiących się dźwiękami, a jednocześnie sporo widzący, wnikliwie obserwujący i ciekawie wnioskami obserwacji się dzielący. Jestem pod wrażeniem i teraz niecierpliwie czekam na koncert kapeli gdzieś w pobliżu.

Menedżerze (jeśli takowy jest), wytwórnio, pchajcie kapelę na suporty zagranicznych rockmenów, którzy jednak nasz kraj nawiedzają. Na pewno POTH wstydu nam nie przyniosą, a zyskać dzięki takim doświadczeniom mogą niemało.

 

 

Reklamy
  1. Brak komentarzy.
  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: