Strona główna > Literatura, Muzyka, People > Born to win – o biografii Motörhead

Born to win – o biografii Motörhead

Motorhead Joel McIver

 

Niemal dokładnie 24 godziny po 69. urodzinach Lemmy’ego Kilmistera zakończyłem książkę poświęconą jego zespołowi, który jest dla mnie bardzo, bardzo ważny. „Motörhead” autorstwa nie byle kogo, bo mającego poważny staż i dorobek Joela McIvera (m.in. biografie Metalliki, Slayera, Black Sabbath), nie zachwyca. Pozostawia niedosyt. Dość sporo go pozostawia.

Jeśli przystępuje się do czytania biografii Motorów, a pewnie wielu tak będzie robić, wiedząc o tym wspaniałym zespole nie od dziś, ten niedosyt będzie silnie obecny. Musi być. Autor zaznacza we wstępie, że pewnych rzeczy nie chciał opisywać obszernie, bo Lemmy zrobił to w swojej „Białej gorączce”. W porządku. Kupiłbym to, ale McIver nie zawsze się tego trzyma i niektóre anegdoty, zdarzenia, historie mimo wszystko powtarza. Moim przekleństwem jest to, że staram się robić research do przesady, szukając czegoś niemalże w czasach, w których wynaleziono druk i papier. Pewnie to jeden z powodów, dla których nie napisałem jeszcze żadnej książki, podczas gdy niektórzy moi koledzy po klawiaturze i zainteresowaniach, mają na koncie po kilka, a w planach kolejne. Cóż, nad umiejętnością wybierania, skreślania, skracania, pracować trzeba cały czas. Może kiedyś coś napiszę. Zaś Joel, jeśli się spojrzy na źródła, oparł się na kilku (!) własnych wywiadach, a poza tym dokonał kompilacji wypowiedzi muzyków, i to nie wszystkich, jakie pojawiły się w anglojęzycznych mediach i magazynach. Z mojego punktu widzenia, poszedł po najmniejszej linii oporu, potraktował sprawę powierzchownie. Nie oddał zespołowi należytego szacunku, na jaki bezwzględnie zasługuje.

Czego się spodziewałem, skoro trochę o Motörhead czytałem, słuchałem wszystkich płyt, jakie nagrali, z wypiekami pochłonąłem „Białą gorączkę”, film „Lemmy” w wersji poszerzonej, robiąc wywiady z Mikkeyem i Philem Campbellem? Jakichś ciekawostek sprzed lat, historyjek, których nie było, opowiedzenia czegoś nowego o muzykach, którzy kiedyś przewinęli się przez grupę, technicznych, menedżerów, producentów, ludzi z wytwórni, które kiedyś potraktowały Motorów niefajnie, o relacjach synem i jego wypowiedzi o ojcu, może sąsiedzi z Los Angeles powiedzieliby coś zabawnego vel ciekawego… Takich fragmentów jak opowieść Joe Petagno o powstaniu Snaggletootha vel Warpiga. Jak anegdota, że Lemmy zawalił koncert, tracąc w jego trakcie przytomność, bo przed występem trzy panie pod rząd zrobiły mu dobrze ustami, jak wytwórnia Sony sabotowała promocję singla kapeli, jak nieomal nagrał singla z Samanthą Fox, przy okazji zdradzając, że jest fanem Abby… Dostałem niemalże w każdym rozdziale informację, że Motörhead ruszył w trasę i był tu, tam oraz tam, nagrali płytę X z producentem Y, z którym pracowało się dobrze/źle (niepotrzebne skreślić) jakby to było jakieś wielkie odkrycie. Plus takie kwiatki, że Noel Redding był basistą Cream… No kaman! Owszem, napisane jest to sprawnie i czyta się dobrze. Ale jeśli czeka się na coś specjalnego, wyjątkowego, biografia McIvera nie da Wam tego zbyt wiele.

Wiadomo, Lemmy to łebski człowiek, legenda rocka, facet szczery, nikogo nie udający, błyskotliwie inteligentny. Z samych cytatów z tej książki można by stworzyć fajny zbiór jego cytatów. Tylko, że książka ma tytuł „Motörhead”, nie „Lemmy”. Nie dowiedziałem się z niej, co robią Larry Wallis, Lucas Fox, Brian Robertson, jak rozwijają się producenckie próby Phila Taylora, gdzie się podział Pete Gill, dlaczego Tony Mottola olewał kapelę, gdy ta nagrywała dla Sony pod jego przewodnictwem, będąc w świetnej formie…Tak, jest odpowiedź na to, jak Motörhead zdobył wreszcie uznanie i szacunek, ale to wiedziałem zanim zabrałem się za czytanie tej biografii.

W książce o Metallice McIver dokonał wiwisekcji kapeli. Był niczym facet z instytutu medycyny sądowej dokonujący szczegółowych oględzin konkretnego osobnika. Tutaj jest bardziej niczym ktoś, kto przeczytał kilka bryków o Motörhead, kogoś o coś podpytał i na tej podstawie stał się ekspertem do spraw kapeli. Ja wiem, że McIver o nich sporo wie, wiem, że nie raz gadał z Lemmym, czego mu będę zazdrościł do końca życia, lecz zamiast porządnej biografii stworzył coś na zasadzie wstępu do poznania zespołu.

„Nie istnieje coś takiego jak zły album Motörhead” – czytamy w książce. Zgodzę się. Są słabe, ale nie złe. Podobnie jest z tą biografią. Zła może nie jest, na pewno jest słaba. Szkoda, bo Motörhead zasługuje na porządne, obszerne opracowanie. Zespół, który skazany był na niebyt, a wygrał, dzięki uporowi konsekwencji lidera, niemal wszystko. Dla mnie oni zawsze będą born to win, nigdy to lose.

 

Advertisements
  1. Brak komentarzy.
  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: