Strona główna > Muzyka > Dogma podczas huraganu

Dogma podczas huraganu

Orange The Juice The Drug Of Choice

Budka Suflera zagrała „Memu miastu na do widzenia”, na co liczyłem rozstając się z BWM przed paroma tygodniami. Co jednak ważniejsze, zgodnie z planem udało mi się obejrzeć DVD i posłuchać CD „The Drug Of Choice” Orange The Juice. W końcu święta są nie tylko od obżerania się. Wrażenia niezapomniane. Polecam każdemu, jak zwykle w przypadku muzyki tego zespołu, kto ma otwarty umysł i spodziewa się niespodziewanego.

Teatr TR Warszawa był w październiku 2012 roku areną koncertu Orange The Juice, który to występ – ośmielę się podejrzewać – w pamięci około setki (a może nieco więcej) osób oglądających go na żywo, do dziś pozostaje w pamięci. Oprawa skromna. Żadnych „wodotrysków”, laserów, błyszczących / wybuchających dupereli. Tylko oni, ich goście, trochę stroboskopu w jednym momencie i tyle instrumentów, że z powodzeniem można by zapełnić nimi przyzwoitych rozmiarów komis muzyczny.

OTJ na BWM byli nie raz. Nie tak dawno z okazji studyjnej płyty „The Messiah Is Back” (cóż za odpowiedni tytuł w Boże Narodzenie!), o której wspaniałości rozwodziłem się jakiś czas temu w tym wpisie, więc nie będę się powtarzał. Eklektyzm muzyczny obecny był w teatrze. Tylko podlany został taką energią, jaką jedynie w sytuacji live można wytworzyć. Siła rażenia, style… Mieszało się to wszystko przez ponad 75 minut. Wzbogacone wspaniałymi dęciakami i będącym jak z innej planety w porównaniu z tym, co wydobywał z siebie Konrad Zawadzki, wokalem Idy Zalewskiej. Wykonanie klasy najwyższej, do tego połączone z luzem, uśmiechami muzyków. W ciągu paru sekund następowała freejazzowa eksplozja, by za moment zmienić się w karaibską sielskość.

Parę ważnych groszy do tego, że DVD „The Drug Of Choice” ogląda się tak dobrze, dołożyli kamerzyści. Chwilami miałem wrażenie, że przed moimi oczami rozgrywa się film nakręcony w konwencji dogmy w trakcie huraganu gdzieś na Karaibach, przez paru reżyserów równocześnie, z których każdy był na stażu prowadzonym przez Von Triera i Corbijna. Idealnie zgrywało się to z dynamiką, zmiennością i wielobarwnością koncertu. Czternaście kompozycji OTJ w wersji live robi potężne wrażenie. A do zapoznania się z wydawnictwem skutecznie zachęca piękne, erotyczne zdjęcie na okładce Andrzeja Frankowskiego. Polecam. I mam nadzieję, że kiedyś doświadczę podobnego koncertu.

Być może jeszcze w 2014 roku podzielę się refleksjami na temat nowego wydawnictwa Holy Toy, składanki „Babie lato” i albumu projektu Speculum. Teraz się rozłączam, aby popełnić wpis o pewnej biografii. Zanim wrócicie do świątecznego obżerania się, proszę podać wpis dalej😉 Można też skomentować, ofkors😉

  1. Brak komentarzy.
  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: