Strona główna > Muzyka, People > Taniec trzeba tańczyć

Taniec trzeba tańczyć

Orange The Juice Messiah Is back

Z nowym miesiącem, nowy wpis na BWM. Tym razem w ciągu 30 dni pojawi się więcej niż jeden, bo i płyt przybyła cała masa, a także wraz z pewną redakcją otworzymy cykl recenzji mocnej muzy, o czym nie omieszkam poinformować na blogu, gdy pierwszy odcinek się pojawi w cyberprzestrzeni. W Święto Zmarłych mam dla Was trzech wykonawców tworzących bardzo, ale to bardzo żywą muzykę. Nie bez powodu tytuł postu pożyczyłem od, a jakże, Paolo Coelho. Choć nie każda z omawianych płyt do tańca się nadaje 😉

 

poludnica

Każda z osób z mojej generacji obserwowała jak Czechosłowacja odchodzi w niebyt, a rodzą Czechy oraz Słowacja. Za sprawą goszczącej już kiedyś na BWM Południcy, Czechosłowacja powraca dzięki płycie o tytule „Królowa Czechosłowacji”. Od świetnego albumu „Spóźnione wejście w XXI wiek” minęło sporo czasu. Zespół zniknął mi z radaru, ale chyba w niebyt nie popadł, skoro jego muzyka w 2014 roku jest dość wyraźnie zmieniona w porównaniu z wcześniejszą. Nadal elementem najwyraźniej rzucającym się w oczy jest folk. Ale obecnie Południca to więcej elektroniki, skocznych rytmów, skreczów. Paleta dźwięków i instrumentów, które je generują, jest duża. Najważniejsze, że nie zrezygnowali z jajcarstwa, z dystansu do samych siebie, z puszczania oka do ludzi, czym tak mocno przyciągnęli mnie do siebie ponad cztery lata temu. Co nie znaczy, że „Królowa Czechosłowacji” nie gości u siebie poważnych dźwięków. Mogę skopiować zdanie ze swojej recenzji sprzed lat i to zrobię. Uwaga, trzy, dwa, jeden – jest w tym coś więcej niż prostacka ludyczność i toporna obrzędowość.

Skład inny, ksywy pozmieniane, inny wydawca, ale Południca to cały czas zespół, na który warto zwracać uwagę. Niby wyszli od folku, ale w tym ciasnym gorsecie czują się niekomfortowo, stąd wiercą się stylistycznie w różne strony. I dobrze, niech się wiercą. Dzięki temu my odbiorcy będziemy mieli mnóstwo fajnych dźwięków do złowienia.

 

_ _ _ _ _ _

 

 

Ludwk Zamenhof - Balkan Error

 

Pozycja numer dwa gości na łamach BWM po raz pierwszy. Ale całkiem nieźle zestawia się z Południcą. Nazwa skojarzy się wielu – Ludwik Zamenhof. Ale o ile twórcy esperanto nie udało się stworzyć zeń ogólnoświatowego sposobu porozumiewania się, o tyle muzyka z płyty ma szanse zostać pokochaną przez wielu. Rezydujący w Krakowie Ludwik Zamenhof alias Andrzej Zagajewski zmieszał bowiem na albumie „Balkan Error” folkową muzykę rodem z Polski, Bułgarii, Indii i Bliskiego Wschodu ze współczesną elektroniką, którą określają słowa: dubstep, drum and bass, IDM, breakcore, glitch. Nie, nie jestem taki mądry i osłuchany w tych gatunkach 😉 Skserowałem z press release’a. Miks to niełatwy do przetrawienia. Trzeba czasu, aby przyzwyczaić się do takiego połączenia, w którym artysta korzysta między innymi z rozmaitych deformacji oryginalnych folkowych utworów. Zapewniam jednak, że warto dać parę szans 13 piosenkom z płyty „Balkan Error”. Koniecznie trzeba słuchać uważnie. A tak na marginesie, Ludwik alias Andrzej jest producentem opisanej wyżej płyty Południcy.

 

 

_ _ _ _ _ _

 

otj_messiah_front_cover

Orange The Juice, o tych wspaniałych facetach pisałem na BWM już parę razy. W listopadzie 2014 napiszę aż dwukrotnie. Bo OTJ uraczyli nas nową płytą studyjną oraz materiałem koncertowym. Na pierwszy ogień biorę „The Messiah Is Back”, czyli dzieło studyjne. Sorry, arcydzieło studyjne! Także pod względem oprawy graficznej werrsji limitowanej. Wprost nieprawdopodobnej! W kształcie piramidki, z cukierkami krówkami w środku (Pyszne! Dzięki panowie!) oraz kapitalnie zaprojektowanym białym rękawkiem, do którego włożono meritum, czyli dysk z muzyką. Wygląda to tak kapitalnie, że postanowiłem „pożyczyć” dokument fotograficzny z serwisu Laboratorium Muzycznych Fuzji. Patrzcie i podziwiajcie! 😉

Podziwiajcie też muzykę. Konrad, Dawid, Marcin, Mariusz, jeszcze jeden Marcin oraz Jan, wspierani przez kilkoro gości skleili muzycznego suberbohatera z tworzyw tak odległych jak, na przykład, hałaśliwy free jazz oraz noise i latynoskie taneczne bujanie jazzowe, które spokojnie wyobrażam sobie jako podkład do harców na Copacabanie. Kalejdoskop, taka zabawka, którą pamiętam z dzieciństwa. Przykładało się to to, czyli tubę, a konkretnie jej wizjer, do oka, kręciło tubą dookoła, a w środku różnokolorowe szkiełka (chyba) układały się w przeróżne wzory. Orange The Juice taki właśnie kalejdoskop wyprodukował na „The Messiah Is Back”. Niejeden pewnie puknie się w tym momencie w głowę, lecz ja będę obstawał przy swoim. Takie stylistyczne szarpaniny przechodzące w techno, a po nim w walczykowaty pasażyk fortepianowy, noise oraz folk bałkański, jakie mamy choćby w „Summer Sea” (fakt, lekko mi to trąci Fantomasem), nie są dziełem przypadku, oj nie. W ten sposób, szaleńczy mocno, bawić się mogą tylko muzycy najwyższej klasy, a z takimi mamy do czynienia. Muzyka OTJ to taka podróż, z której zdajemy sobie sprawę, lecz rzadko mamy wiedzę, dokąd zajedziemy. Dlatego słuchanie tego zespołu jest dla mnie zawsze ciekawym przeżyciem. Kapitalna płyta, znakomitego zespołu. Eklektyzm par excellence, tylko dla ludzi o otwartych umysłach.

 

W następnym wejściu koncertowy materiał OTJ, a także Thermit i Skeptor. Do przeczytania wkrótce. Będę wdzięczny za polubianie i podawanie postów dalej 😉 Im większy feedback, tym większą mam motywację do częstszego pisania 😉

Reklamy
  1. Brak komentarzy.
  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: