Strona główna > Muzyka > Narkotyki na cmentarzu | Jak właściwie promować miasto

Narkotyki na cmentarzu | Jak właściwie promować miasto

Graveyard Drug Party okladka

Trochę pohałasujemy i trochę się pomądrzymy w tym wpisie. Hałasem rozkoszowałem się dzięki wytwórni Fuck You Hipsters! Od wielu miesięcy Piotrek (dzięki!) o mnie nie zapomina. Dodałem też post scriptum do wpisu opublikowanego w ubiegłym roku, a dotyczącego w pewnym stopniu promocji miasta, w którym spędzam najwięcej czasu.

Słówko „graveyard” jako wychowanemu na mocnych dźwiękach kojarzy się z Kingiem Diamondem, a także zespołem, którego fenomenu nigdy nie rozumiałem, czyli Six Feet Under, i jego „cmentarnymi klasykami”. Pochodzące z Poznania trio Graveyard Drug Party z metalem muzycznie nic wspólnego nie ma. Ale gra muzykę, która uwagę przykuwa. Na jej kod genetyczny składa się brudny garażowy punk, eksperymenty dźwiękowe trącące Sonic Youth, gitarowy noise, hard core. Zacna wytwórnia Fuck You Hipsters! Odpowiada za wydanie płyty Graveryard Drug Party o tytule „Paint Your Teeth”, którą miałem przyjemność posłuchać i którą wielbicielom muzyki nie mającej absolutnie nic wspólnego z mainstreamem, serdecznie polecam. Kilkanaście kawałków, niespełna 30 minut grania, ale energii tyle, że z butów wprost wyrywa! Robert Śliwka (wokal), Jakub „Lemisz” Lemiszewski (gitara) oraz Tenie „Teni” Segura (bębny), mają też chyba lekką słabość do nisko brzmiących, drone’owatych klimatów spod znaku Southern Lord, sądząc po takich numerach jak „Korea Północna”. Azjatyckich odniesień w tytułach jest więcej, choćby „Ikue Mori” (pani, którą między innymi z Hemophilliaca możemy znać), „Japoński”, „Yoko Ono”. Dla równowagi jest i królestwo redneckowe, „Texas”. Polecam album. Można go zamówić na stronie wydawcy albo na jego Bandcampie. Na „podjarkę” fragmencik z opisu krążka: „Nie mają basisty, nie mają nawet wszystkich strun w gitarze, ale nadrabiają to niszczycielską energią. Na tyle niszczycielską, że kilka ich koncertów przerwała interwencja policji. Album nagrali w 3 godziny na sali prób”.

 

We wpisie „The Meizterz – tak, »Uwikłanie« – nie” pomstowałem okrutnie na film „Uwikłanie” według znakomitego kryminału Zygmunta Miłoszewskiego. Dopiekłem między innymi nachalnej i topornej promocji Krakowa w obrazie, co zapewne miało związek z tym, że jednym z producentów było Krakowskie Biuro Festiwalowe. Czyli instytucja, która jest panią życia i śmierci, jeśli chodzi o imprezy w mieście, mająca budżety z kosmosu, ego równie kosmicznie rozdmuchane, a poziomem arogancji niewiele (o ile w ogóle) ustępuje stołecznym agencjom, z których jedna od lat organizuje festiwal nad morzem i jego malutkiego braciszka pod Wawelem (jeszcze), zaś druga specjalizuje się głównie w mocniejszej muzyce i dość regularnie ściąga do Polski słynny metalowy zespół z Kalifornii na literkę „m”, który wiadomo już, jakie piosenki u nas wykona w 2014 roku.

Mógłbym zapewnić sobie content na blog na wiele miesięcy do przodu, koncentrując się wyłącznie na zbieraniu w sieci i wklejaniu na BWM cytatów z wypowiedzi pracowników KBF-u, z których wynika, że Kraków to centrum wszechświata, wszyscy chcą tu przyjeżdżać, a 600 tys. dolarów za koncert Lenny’ego Kravitza (co wk…o maksymalnie samego artystę, czemu dał wyraz w wypowiedziach po występie) było jak najbardziej sensowne i potrzebne, tudzież koncert będącej już od jakiegoś czasu w drugiej lidze hip-hopu/R&B Kelis. Że zagraniczni turyści chcą oglądać gwiazdy z topu na Rynku Głównym (wszak u nich nie występują, niejednokrotnie za darmo lub za pieniądze porównywalne z naszymi), że życie kulturalne jest tu niemalże na poziomie Nowego Jorku, Londynu, Paryża, Tokio i Los Angeles razem wziętych. Że do hali na Czyżynach bez trudu uda się ściągnąć co roku tyle gwiazd i imprez, iż obiekt na siebie zarobi (przecież to oczywiste, że gdy się go otworzy, to Atlas Arena, Spodek, Ergo Arena, Torwar, Łuczniczka, Arena w Poznaniu, Podpromie w Rzeszowie, całkowicie zrezygnują z organizacji czegokolwiek, bracia Czesi i Słowacy podobnież).

Dalej wyliczał nie będę, bo szkoda mi miejsca i wydłużać postu do przesady nie chcę. Chcę zaś wyrazić jedno – schowajcie dumę do kieszeni i spójrzcie na tych, na te miasta, które promują się w sposób kapitalny. Zamiast wydawać miliony na pozbawioną sensu promocję zimowej olimpiady, pojedźcie do Miami, spotkajcie się w tamtejszym ratuszu z działem marketingu i zapytajcie, jak to zrobili, że to miasto co rusz pojawia się w filmach albo serialach. Nie grzebałem jakoś głęboko w źródłach i pamięci, więc na szybko wymienię: seriale „Miami Vice”, „Dexter”, „Magic City”, „Nip/Tuck”, „Burn Notice” („Tożsamość szpiega”), „CSI: Miami”, film „Miami Vice”, „Człowiek z blizną”, „Bad Boys”. Utwór Willa Smitha „Miami” i teledysk do niego też promocji miasta z pewnością pomógł, a powstał raczej nie z powodu zawodu gwiazdora miastem. Miami pokazywane jest ze smakiem, nienachlanie, nie jest to krystalicznie czysty obrazek, o nie. Są niebezpieczne zaułki, jednakże – jak mawiał klasyk – plusy dodatnie przysłaniają plusy ujemne. Widząc obrazki z Miami w filmach, serialach, teledyskach, ja chcę tam pojechać! Chcę tam być i nawet poczuć dreszczyk emocji, zagrożenia (wiadomo, jakiś gad albo niebezpieczny pajęczak to tam nic dziwnego).

Kraków chwali się zabytkami, byciem kulturalną i intelektualną stolicą Polski (Still?! Seriously?!), lecz mnie nic nie przekonuje, że tak jest. A jeśli tak jest, to nikt nie wpadł na pomysł, żeby to z sensem i klasą pokazać – (reklama z A. Bachledą-Curuś jako Kopciuszkiem? Naprawdę?! A nie dało się namówić jej byłego, Colina F.? Siła rażenia byłaby znacząco większa). Darujcie sobie zimowe igrzyska, odnajdźcie w sobie pokorę, róbcie wszystko, by oddłużyć miasto i przede wszystkim uczcie się od najlepszych. Uczyć trzeba się przez całe życie. Weźcie to sobie do serca. I niech już nikt nie krzywdzi dobrej książki w taki sposób, w jaki skrzywdzono „Uwikłanie”. Czyli także przez lukrowane krajobrazowe pocztówki.

 

Reklamy
  1. Brak komentarzy.
  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: