Strona główna > Film, People, Show-biznes > Fuckin’ Polack

Fuckin’ Polack

michael_shannon_the_iceman

Różne są pogardliwe określenia na naszą nację. Za zachodnią granicą choćby Polacke, czasami chyba „Scheisspolacke” (nie mam pewności, co do pisowni, ale w filmach słyszałem parę razy). Po drugiej stronie Atlantyku „Polack” tudzież „fuckin’ Polack”. Ten, kto zwracał się w ten sposób do Richarda Kuklinskiego, zwykle miał przerąbane.

Sławo Łuczak (link do bloga w prawej kolumnie) nie tak dawno dzielił się swoimi zachwytami nad filmem „The Iceman”. Postanowiłem więc sprawdzić, o co tyle hałasu. I pozostaje mi tylko przyklasnąć wszystkiemu, co napisał. Mający polskie korzenie Richard Kuklinski zapisał się w historii powojennej Ameryki jako jeden z najsłynniejszych seryjnych morderców z ponad setką zlikwidowanych na zlecenie na koncie. Udowodniono mu kilka morderstw, co w zupełności wystarczyło do podwójnego dożywocia. W celi, którą przez jakiś czas dzielił z bratem, dokonał żywota siedem lat temu. Ariel Vromen kapitalnie jego losy opisał i wyreżyserował. Świetnie dobrał też aktorów.

Wiem, że kryminał, który oglądam jest dobry, jeśli dość szybko pojawia mi się suchość w gardle i zapominam o całym świecie. Po jakichś 8 minutach „The Icemana” już to miałem i byłem jak przyspawany do fotela. Oglądający „Zakazane imperium” pewnie wiedzą, że Michael Shannon potrafi przestraszyć. Ale to, co zrobił w filmie Vromena, jest po prostu majstersztykiem. Patrzysz na gościa i boisz się, bo z miejsca widać, że to taki typ, po którym można się spodziewać wszystkiego. Najgorszego. Już w czasie rozmowy na randce z Winoną Ryder (bardzo dobra rola i bardzo ładnie gwiazda sprzed lat wygląda) spodziewałem się, że zaraz dobędzie gnata i przestrzeli jej śliczną główkę. Jego „rozmowa rekrutacyjna” z Rayem Liottą w samochodzie z lufą przy twarzy, warta jest wszystkich pieniędzy.

Fascynuje ta opowieść. Oglądamy, jak bezwzględny morderca w pracy, zmienia się w czułego i troskliwego ojca, który za niemałe zarobione pieniądze stara się nieba przychylić żonie i dzieciom. Tak, wiem, że takie motywy już były w historii kina niejednokrotnie, ale akurat w przypadku „The Icemana” repetycja nie zabija wysokiej jakości sztuki. Jakość tę budują nie tylko Shannon, Ryder i Liotta (choć ich zasługi są potężne), lecz również postacie z planu drugiego, a nawet trzeciego. Choćby James Franco, John Ventimiglia (Artie Bucco z „Rodziny Soprano”), Stephen Dorff (brat Richarda), czy David Schimmer (tak, Ross Geller z „Przyjaciół”), a także jeden z najsłynniejszych twarzowców lat 80. i 90. Robert Davi (np. „Jak to się robi w Chicago”, „Predator 2”, „Showgirls”). Jest też inny polski rodzynek, tym razem w obsadzie, w postaci Weroniki Rosati, która jednak nie pozostawiła w mojej pamięci silnego śladu. Ale cieszy, że pojawia się w tak wysokich jakościowo produkcjach. „The Iceman” to jeden z najlepszych kryminałów, jaki widziałem w życiu. Jak ktoś ma mocne nerwy, polecam!

 

_ _ _ _ _  _ _ _ _ _ _

 

 

oblawa_dorocinski_stuhr

Nadrobiłem też inną zaległość. O „Obławie” Marcina Kryształowicza mówiono przez jakiś czas niemal bez przerwy. Przyznaję, że zmęczony już trochę rzeźbieniem w historii Polski, męczennictwie, bogoojczyźnianych klimatach, szukaniu winnych, rozliczaniu się z tego czy owego, trzymałem się od tej produkcji z daleka. Mój błąd. Na szczęście naprawiony. Świetnie zrealizowany film o oddziale partyzanckim, którzy ukrywają się w lesie, ze świetną rolą Marcina Dorocińskiego. Wciela się w żołnierza, który wykonuje wyroki śmierci na Niemcach i konfidentach. Weronika Rosati tutaj ma oczywiście większe pole do popisu i popisuje się rolą bardzo dobrą. Maciej Stuhr, którego chyba nigdy wcześniej nie widziałem kreującego tak negatywną postać, podobnież, Sonia Bohosiewicz także. Jest też Walduś Kiepski, czyli Bartosz Żukowski jako jeden z partyzantów i uwielbiany przez miłośników tasiemcowych seriali made In Poland, lekarz z Leśnej Góry, Andrzej Zieliński. Kontekst to jedno, ale opowieść pokazaną przez Kryształowicza ogląda się po prostu świetnie, z rosnącym zaciekawieniem. Wcale mnie w tym kontekście nie dziwi, że „Obława” dostała trochę nagród tu i ówdzie. „Zdrada ma wiele twarzy” – stoi na plakacie reklamującym film. Trafne. I interesująco te różne oblicza zdrady zostały pokazane przez reżysera. Również polecam tym, którzy jeszcze nie widzieli.

 

 

W następnym wpisie już będzie o muzyce. Spokojnie, raczej nie stanę się recenzentem filmowym, aczkolwiek w sieci można znaleźć moje opinie o paru produkcjach.

Reklamy
  1. Brak komentarzy.
  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: