Strona główna > Muzyka, People, Show-biznes > Lesław o Lesławie, ipadowej sowie i romskim graniu

Lesław o Lesławie, ipadowej sowie i romskim graniu

Lesław Strybel

Rytuał wpisowy powraca, bo i miesiąc się kończy. Dzisiejszy post BWM-owy pod względem nacjonalistycznym jest polsko-serbski, a etnicznym polsko-romski. W stosunku dwóch artystów rodzimych i jeden spod stolicy Serbii.

leslaw_i_administrator_okladkaWiem, że to moje powtarzalne kajanie się za zwłokę może nudzić. Bo kajam się ponownie. Ale zważcie u siebie, że im mocniej się kajam, tym fajniejszą płytę proponuję. Ze zdwojoną mocą po odwlekaniu słuchania dobra sztuka muzyczna mnie zazwyczaj atakuje. Tak skutecznie niczym wojska hetmana Chodkiewicza zmiotły Szwedów pod Kircholmem😉 „Piosenki o Warszawie” to rzecz jest Proszę Czytelników znakomita. Popełnił ją mój imiennik Strybel (na zdjęciu autorstwa Luizy Kwiatkowskiej powyżej), ongiś w Partii, od lat w Kometach, wraz z Administratorrem, którego dokonania są mi mniej znane (ekskiuze mła). Z Lesławem dane mi było kiedyś pogawędzić via telefon w czasach interiowych i pewnie gdzieś w archiwach portalowych transkrypt naszej pogawędki znajdziecie. Zawsze faceta podziwiałem, bo ma swój styl i tworzy rzeczy prawdziwe.

„Piosenki o Warszawie” to takie CV Lesława (Administratorra pewnie też) i jednocześnie przewodnik po Warszawie. Warszawie, która zawsze była (i jest) mu (im) bliska, którą zawsze celnie, lapidarnie, szczerze opisywał (-li) przez pryzmat swojego życia, swoich doświadczeń. W nieco poniżej 40 minut odwiedzamy Ochotę, Wolę, Agrykolę, Mokotów, Pragę, Dworzec Centralny, spotykamy różnych ludzi, wśród których raczej będzie top menedżerów, za to panie lekkich obyczajów się pojawiają. Gdyby Lesław (lub Administratorr) poszukiwali zajęcia i gdyby pojawili się na rozmowie kwalifikacyjnej, na której (jak wiadomo) trzeba tzw. Rekrut era zaskoczyć, to na jakże odkrywcze pytanie „Proszę mi powiedzieć coś o sobie”, powinni włączyć „Piosenki o Warszawie”, a wrażenie będzie doskonałe. Rzadko kiedy doświadcza się tak zgrabnie naszkicowanej panoramy miasta, bez retuszy, czasem z gorzką refleksją. Naszkicowanej, dodajmy, przy wsparciu między innymi Muńka Staszczyka, Pawła Dunina-Wąsowicza, Krzysztofa Vargi, świetnej Martyny Załogi. Bywam czasem w Warszawie, lubię w niej bywać, mam tam przezacnych znajomych (U know who U are! Greeteings!), trochę już miasto poznałem. Kto wie, może kiedyś w nim zamieszkam. Kiedy słucham takich płyt jak „Piosenki o Warszawie” mam ochotę poznać stolicę jeszcze lepiej. Znakomita rzecz! Stylistycznie niekoniecznie w konwencji rockabilly, ska, rock and roll, ale mająca coś z tych stylów. Przede wszystkim zaś mająca świetną energię. Bardzo polecam! Przedsmak taki proponuję:

 

 

 

sowa_ep_coverTeraz, gdy noc, sowa ze snu budzi się. Sowa mądra głowa, która nie jest tym, czym się wydaje. Taka mi się sklejka skojarzeniowa zrobiła😉 Nocy nie ma, jest południe, ale Sowa obudziła się i ciekawie mi gra. Były już w różnych sołszialach rozważania o tym, czy kiedyś muzyków nie zastąpią hologramy, a instrumentów tradycyjnych jakieś nowoczesne ustrojstwa. W Japonii gwiazda hologramowa już jest (bez opamiętania pytałem kiedyś o Hatsune Miku artystów w wywiadach, aż sam się sobie dziwię, że hamulca nie wcisnąłem w odpowiednim momencie), Björk iPada już używała do pisania muzyki, roboty przezabawnie wykonywały kawałki Motörhead. Ciekawy jestem tylko, kiedy na scenę wyjdzie kapela pięcioosobowa, gdzie czterech członków na iPadach będzie generować dźwięki😉 Dałem sowo, że personaliów nie ujawnię, więc napiszę, że Sowa to gość znany z paru warszawskich kapel, tworzący głównie przy wykorzystaniu iPada właśnie, szefujący niezależnej oficynie. Podobno zainspirowały go lasy nieopodal Piaseczna. Efekt pracy jego wyobraźni to siedem intrygujących elektronicznych ilustracji, faktycznie jakoś pchających umysł odbiorcy w kierunku skojarzeń z naturą raczej, nie zaś robotami, cyborgami, czy nowoczesną maszynerią. Uporządkowanego, mającego jakiś ład, pomimo pojawiających się onomatopeicznych dźwięków, które – jak mniemam – mają imitować odgłosy leśne. Także obejmującego tajemnicę, mrok, nawet lekkie niebezpieczeństwo. Trochę tak, jakby Sowa zza węgła podglądał walczące o przywództwo w stadzie duże zwierzęta, ze ściśniętym gardłem, niepokojem, że podglądaczowi też coś stać się może. Coś chyba w tej mojej animalistycznej impresji jest, skoro artysta okładką uczynił wariację Leonardowej „Ostatniej wieczerzy” z ptakami w rolach apostołów i sową jako Jezusem. EP-ka ma lekki klubowy posmak, gdy dość żywa, miarowa perkusja daje utworowi napęd. Lecz to tylko fragment, nie oddający całości. Sowa nie tworzy muzyki do pląsów, tylko do wsłuchiwania się i uruchamiania wyobraźni. Ci, którzy mają ją daną w nadmiarze, a do tego lubią tak nowocześnie generowane dźwięki, powinni czym prędzej po EP-kę sięgnąć do Wytwórni Krajowej (jak nie ma w tej chwili, pewnie niebawem się pojawi). Ja już czekam na płytę. A Wy dla podjarki macie do posłuchania kawałek „Krzyk”.

romology_okladkaWątek serbski/romski reprezentuje załoga spod Belgradu, zwąca się Kal Band. Fajnie ktoś opisał muzykę Romów jako rock’n’roma, ale tak naprawdę granie to jest wyrosłe z tego samego pnia, co Gogol Bordello, na przykład. Z którymi zresztą nie raz grali. Do „Romology” mam taki sam stosunek jak do któregoś z kolei wydawnictwa kapeli Eugene’a Hütza. Fajowe, pobawić się przy tym można, poskakać, popić, pojeść, lecz zachwyt jest krótkotrwały. Gypysy punk cieszy się atencją i estymą potężną na Zachodzie, co jest dla mnie mocno niezrozumiałe, bo przecież wiele tutaj wymyślić się nie da, nawet z odświeżaniem formuły nie jest łatwo. Ale z jakichś powodów zachodni dziennikarze i producenci rzucają się na cygańskiego punka jak sęp na padlinę. „Romology” brzmienie nadał Mike Nielsen, który wcześniej suwakami suwał dla np. The Cure i Underworld, czyli CV ma niezłe. Na pewno lepiej Romowie będą promować się, poprawiać swój wizerunek przez Kal Band niż przez namawianie dzieci do żebraniny albo irytujące zaczepianie na ulicach. „Romology” to płyta solidna, na poziomie, bez żadnego błysku, o działaniu doraźnym. Dla fanów gypsy punka przede wszystkim. Reszta niech używa, gdy chce rozruszać towarzycho na imprezie.

  1. Brak komentarzy.
  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: