Strona główna > Muzyka > Psy szczekają, ptaki latają…

Psy szczekają, ptaki latają…

iron_tongue_front_cover

Szaro, buro, wicher duje mocno, krajobraz wokół ponury jak Tom G. Warrior z Triptykon, a wcześniej Celtic Frost i Hellhammer. Odludzie jakieś, a przez nie młody człek zasuwa z tobołkiem przewieszonym przez ramię. To nie opis sceny z filmu, tylko okładki jednego z bohaterów kolejnego postu na BWM.

Wyglądają jak banda rednecków, którzy pod wieczór wrócili zmachani z tyrania na farmie, zaszli do baru, gdzie obsłużyła ich najpiękniejsza z całej wsi niewiasta o włosach koloru blond (patrz zdjęcie poniżej). Nazywają się Iron Tongue i są z tego stanu, którego Bill Clinton (ten od palenia i niezaciągania się) był gubernatorem. Jest ich w sumie siedmioro, a pośród nich pani śpiewająca o personaliach Stephanie Smittle. Reszta to: CT, czyli Chris Terry (śpiew), Stan James (gary), Mark Chiaro (wiosło prowadzące), Jason Tedford (wiosła przeróżne), Andy Warr (basówka), JR Top (parapety). Warto zwrócić uwagę na CT, bo to koleżka, który założył Rwake oraz wyreżyserował dokument o southern metalu. Ach, właśnie sporo zdradziłem odnośnie muzyki na płycie, której tytuł to „The Dogs Have Barked, The Birds Have Flown”. Zwalista jest ich muza jak zapaśnik sumo, ponura jak krajobraz po bombardowaniu, jednocześnie mocno transowa. Wzmagająca się jak fale podczas przypływu, by po chwili ostygnąć, złagodnieć. Wydał tę świetną płytę Neurot Recordings, a Państwo Czytające wie, kto za tą nazwą stoi. Pressy z takich firm czytam dokładnie wiedząc, że pisał je ktoś, kto wie, co pisał. Rzecz rzadka, Iron Tongue porównano do Blue Cheer, Grand Funk Railroad, Kiss, Deep Purple, Buddy’ego Guya, Lynyrd Skynyrd, I wszystkie te porównania są uprawnione! Aczkolwiek obowiązkowo dopisać trzeba Black Sabbath, Saint Vitus, Pentagram, dolać kilka kropelek country. Tylko siedem utworów, a ile cudownego grania, zawiniętego w doskonałe brzmienie autorstwa samego Billy’ego Andersona (m.in. Sleep). „W tym jest taka moc i charakter, jakie rzadko się spotyka we współczesnej muzyce” – powiedział Steve Von Til o debiucie Iron Tongue. Perełka! Która w żadnym razie nie powinna być zamykana w ciasnej przegródce z napisem „southern metal”! Protestuję stanowczo. I słuchanie intensywne zalecam. Bo na albumie są tak świetne numery jak poniższy „Skeleton”, gdzie CT i Stephanie pięknie się wokalnie uzupełniają. Rad bym kiedyś zobaczyć Iron Tongue na żywo w RP.

 

iron_tongue_fot_neurot_recordings

 

bardzo_bardzo_okladkaNazwa Bardzo Bardzo z początku wydała mi się bardzo nie bardzo. Książki jednak po okładce oceniać nie należy, zespołów muzycznych zaś po nazwie. Okazało się bowiem, że zespół ten płytę (EP-kę) ciekawą stworzył, inteligentną, świetnie zagraną, zaśpiewaną, ze zgrabnymi aranżacjami. Z kim mamy do czynienia? Z kwartetem. Polsko-amerykańskim! Barwy biało-czerwone (bez żadnych futbolowych skojarzeń proszę!) reprezentują wokalistka Joanna Czarkowska oraz basista Andrzej Solarski, zaś star spangled banner gitarzysta Glenn Guay (gość skończył Berklee College Of Music w Bostonie, więc żartów nie ma) i perkusista Steve Grubbs. Wow! Polak nie jest pracownikiem fizycznym w zespole😉 Bez żartów jednak, bo mamy do czynienia z muzyką na bardzo poważnie. Bardzo Bardzo to zespół z tych, które lubię. Z bazą osadzoną w popie i rocku, od której jednak odchodzą przeróżne nadbudówki, trochę elektroniczna i klubowa, indierockowa, leciutko jazzująca, falująca funkowo. Piosenek na „Bardzo Bardzo” jest siedem, zaśpiewane są po angielsku, zaśpiewane świetnie, dodać koniecznie należy. Asia, w przeciwieństwie do sporej grupy młodych wokalistek, nie popisuje się na siłę, pokazuje za to różne możliwości interpretacyjne. Umie zaśpiewać mocno i drapieżnie, ale i subtelnie, wręcz krucho („The Cry”). Świetnie płyta brzmi, jest równa, ma charakter. To nie jest jeden singel plus zapychająca bylejakość. Każdą z kompozycji można z dumą prezentować. Jakby miał się bawić w kogoś, kto o power playu w radiu decyduje, wybrałbym chyba „Better World”, bo taki optymistyczny. Liczę, że Zbysiu Zegler już do Bardzo Bardzo dotarł i w promocji pomógł. A jeśli nie, że to zrobi😉 Przemiłe zaskoczenie! Nie wierzycie słowom mem, to hajże na Bandcampa zespołu i słuchać EP-ki!

 

mango_collective_okladkaŻe ziomal nie musi być wulgarny, zarozumiały, orbitować wokół fury, skóry i komóry, wiem w sumie od dość dawna. Że może ciekawie grać na instrumentach, robić aranże, a nie tylko beatami się podpierać, wiem odkąd usłyszałem The Roots czy The X-ecutioners. W Polsce też mamy zespoły hiphopowe, które lubią żywe instrumenty i wiedzą, jak z nich korzystać. Gościłem kiedyś u siebie większą część The Pryzmats (pozdrowienia!), którzy mają za sobą debiutancką płytę dla majorsa i mam nadzieję, że na tym się nie skończy. Niedawno dotarła do mnie muza kapeli z Tarnowa, która mieści się w kręgu podobnego hip-hopu. Grupa nazywa się Mango Collective, a zapoznał mnie z nią rymujący w niej Patryk „Dziunek” Wroński. Poza nim zespół tworzą: Joanna Dolata (wokal), Bartek Dworak (skrzypce), Kajetan Borowski (klawisze), Grzegorz Sipiora (gitara basowa) oraz Maciej Boryczko (perkusja). Debiutancką płytę, którą miałem ogromną przyjemność słuchać, nagrali z nimi jeszcze goście, a wśród nich choćby Marek Piekarczyk, Eskaubei, Żusto. „Mango Collective” powstawała kilka lat, ale nie wpłynęło to na jakość materiału. Hip-hop to słowa, przekaz. Zespół z Tarnowa potrafi w tekstach powiedzieć rzeczy ważne i mądre, unikając przy tym przesadnej wulgarności. Hiphopowi ortodoksi, jak znam życie, a trochę je znam, będą kręcić nosem, że to jest za grzeczne, za ładne, zbyt wygładzone. Wzorem prezesa Dyzmy powiem, a gówno! To zróżnicowana muzyka wysokiej próby, w której hip-hop mieszka sobie wygodnie obok R&B, neo soulu, smooth jazzu, dobrym rymowaniem i śpiewaniem (wiele celnych obserwacji dotyczących polskiej rzeczywistości można usłyszeć). Nie pamiętam, żeby w hip-hopie tak fajnie były wykorzystane skrzypce (np. „Mój świat”, „Bierz, jedz”, „We krwi”). Czasem pachnie tu muzyką popową z lat 80. niczym z „Gliniarza z Beverly Hills”, gdy głośniej zabuczą klawisze („Jak minęła sobota”). Nie brakuje typowych dla gatunków sampli i skreczy. Świetnie to buja, świetnie brzmi, w czym zasługa Leszka Łuszcz (współpracował m.in. z Julią Marcell, Wilkami, Marią Peszek). Lirycznie tu jest, luzacko, frywolnie, poważnie bardzo. Wiele barw ma płyta Mango Collective. Przekonajcie się o tym, zwłaszcza że albumu można posłuchać w serwisie Spotify (oczywiście trzeba być zarejestrowanym). Życzę wielu sukcesów i wielu jeszcze lepszych płyt! Arcie Dżanasie, postaraj się wspomów ziomów z Twojego podwórka😉

  1. Brak komentarzy.
  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: