Strona główna > Film, Muzyka, People, Show-biznes > Bikini, cycki i babarzyńcy

Bikini, cycki i babarzyńcy

soundq_barbarians_cover

Zgodnie z niepisaną tradycją witam po miesięcznej przerwie. Tytuł chwytliwy i przykuwający uwagę, nieprawdaż?😉 Ale nie jest to tanie efekciarstwo, lecz cytat z filmu i tytuł płyty, który przełożyłem na polski. Tak, dziś będzie o nadrobionej niedawno zaległości filmowej oraz jakże wspaniałej zaległości muzycznej.

„Bikini i cycki” – to jest najważniejsze w życiu, według bohatera „Spring Breakers” granego znakomicie przez Jamesa Franco. Ucharakteryzowano go na gangsta z Florydy trochę zabawnie, z aparatem na zębach i dreadami, ale powiedzmy, że to kupuję. Nie kupuję natomiast historii, jaką zilustrował kultowy (tak mówią i piszą) reżyser Harmony Korine, autor głośnych „Dzieciaków” sprzed lat, w których do sławy startowali Chloe Sevigny i Leo Fitzpatrick (temu średnio wyszło, trzeba przyznać). To, że cztery podfruwajki chcą zaszaleć podczas ferii, to jeszcze do zaakceptowania. Że trzy pójdą na całość na każdej imprezie, a i napadu na Fast fooda się podejmą (w tym znana z „High School Musical” Vanessa Hudgens), a jedna woli odmawiać paciorki (dość drewniana, jak i w świecie muzyki, Selena Gomez), też jakoś przełknę. Ale, że dwie siksy w bikini owijają sobie wokół palca gangstera, który trzęsie kawałkiem okolicy, a na chacie ma taki arsenał, że Gwardia Narodowa musiałaby się sporo napocić, aby go pokonać, nijak do mnie nie przemawia. Także to, że dwie siksy w bikini (a jakże, ten strój dominuje) idą do innego gangsta (przeciwnika Franco) i robią tam krwawą łaźnię, a żaden z wojowników nie jest w stanie ich sprzątnąć, sorry, no way! „Spring Breakers” to faktycznie, jak zapowiadali mi ci, którzy wcześniej obejrzeli obraz, wideoklip w stylu upopowionego rapu. Cycków, na której leją się różne płyny alkoholowe, dupeczek gołych, wijących się kusząco krągłych nastolatek, rzucanych fucków i bitches mamy tony. Popatrzyć jest więc na co. Korine, ośmielę się napisać, stworzył college’ową wariację na „Easy Ridera”, „Znikający punkt” i „Urodzonych morderców”. Ale jakie czasy i jaka młodzież, taka i opowieść. Powierzchowna, polukrowana, nijaka. Zobaczyć można. I tyle.

Namawiam za to gorąco, aby koniecznie zapoznać się, kto jeszcze tego nie zrobił, z płytą „Barbarians” zespołu SoundQ z mojego rodzinnego miasta Krakowa pochodzącego. Wstyd się przyznać, ale nie zdawałem sobie sprawy z istnienia tej znakomitej grupy. Moje ociemnienie przerwał Mariusz Maurycy, wydawca grupy. Istnieją już od 2007 roku, a w skład formacji wchodzą: Kuba Kubica, Anna Nizio, Tomek Rzewuski, Michał Jany i Robert Kucharski. Płyta „Barbarians” ukazała się w maju 2013, a wyprodukował ją… Daniel Bergstrand. Tak, ten od Behemoth, In Flames, Meshuggah, i wielu innych metali ciężkich. Tymczasem SoundQ gra cudowną wypadkową indie rocka i indie popu, z domieszką klubowych, tanecznych rytmów. Znakomicie to jest wszystko zaaranżowane, brzmi świetnie, zawiera mnóstwo fantastycznych melodii, jest bardzo dobrze zaśpiewane dość charakterystycznym głosem, z leciutką chrypką i barwą przywodzącą chwilami trochę na myśl Petera Gabriela, trochę Trenta Reznora. Są klimaty refleksyjne (świetna „Beatrice”), są też kandydatki na megahity, kapitalny „Cargo Planes” oraz „The Ritual”. Wiem, że SoundQ grał już na suporcie dla Jesse Ware i mam wielką nadzieję, że to dopiero początek. Że niebawem będzie o nich bardzo, bardzo głośno. „Barbarians” to kawał znakomitej nowoczesnej muzyki, balansującej na granicy kilku stylów.

Z nieco innej bajki jest muzyka warszawskiego tria Newtones, w którym znajdziemy znane nazwiska na rockowej, metalowej scenie – Sebastiana Zusina (m.in. nieodżałowany Rootwater) i Krzyśka Palczewskiego (m.in. Collage, Believe, Satellite). To dużo przestrzennej elektroniki okraszonej wokalem pani o ksywce Nika. Album nosi tytuł „Anachronizm”, ale taki bardzo anachroniczny to on znowu nie jest. Przestrzenie mają z pewnością odniesienie do progresywnej przeszłości Krzyśka, ale wyrastają też ewidentnie z zamiłowania do ambientu i trip hopu. To muzyka, która nadaje się jako podkład do oddania się marzeniom, refleksjom. Jerzy Korodowicz mógłby puszczać ją w swoich audycjach, choć ze szkoły berlińskiej nie ma tu wiele (kidding!). Bardzo starannie przygotowana, odpowiednio brzmiąca. Zresztą, posłuchajcie fragmentów na tej stronie i sami oceńcie, czy mam rację, czy też nie.

newtones_anachronizm_cover

  1. Brak komentarzy.
  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: