Strona główna > Muzyka, People > O MetalFeście słów kilka (mini-wywiad)

O MetalFeście słów kilka (mini-wywiad)

metalfest_2013_poster

Koleżeństwo miłe z Knock Out Productions intensywnie rozsiewa wieści dotyczące drugiej edycji imprezy nad Zalewem Sosina koło Jaworzna. Jors truli ma swój wkładzik w popularyzację festiwalu MetalFest 2013 i z radością dokładam do tego kolejną ciegiełkę. Na nie byle jakiej zaprawie położona, bo stanowi ją czołowe pióro (klawiatura) zajmujące się ostrymi dźwiękami.

Nigdy nie ukrywałem, i ukrywać nie zamierzam, swojej sympatii do chłopaków z KOP. Rzadko się bowiem trafiają ludzie, którzy z taką pasją pochodzą do tego, co robią, tak kochają muzę, a do tego nie ma z nimi żadnych problemów komunikacyjnych (pomijam sytuacje, gdy do koncertu jest 8 godzin, a brać atakuje ich telefony na potęgę, bo coś tam). Dlatego, gdy zabrakło „Metalmanii”, bardzo się ucieszyłem, że postanowili stworzyć festiwal, który wypełni lukę po metalmindowej imprezie. Wiadomo, czasy są ciężkie, łatwo nie jest, z czegoś trzeba żyć, a KOP to nie Caritas. Widać jednak, że panowie nie odpuszczają i głęboko na sercu leży im zorganizowanie jak najlepszej imprezy w Polsce. Tomek z Knock Outu mówił mi to niedawno w krótkiej rozmowie (w całości niebawem na BWZ). Ale chciałem usłyszeć też głos z zewnątrz i zapytałem o metalowe festiwale Łukasza Dunaja, którego dziś znacie z łamów portalu T-Mobile Music, Mystic Artu, Musick Magazine, paru książek, przede wszystkim bywalca wielu metalowych festiwali za granicą. Oto jego odpowiedzi na moje pytania pod kątem Metalfestu:

Czy Twoim zdaniem duży festiwal metalowy jest w Polsce potrzebny?

ŁUKASZ DUNAJ: Każdy szanujący się metalowiec powinien wyglądać takiej imprezy jak Metalfest, niczym kania dżdżu. Nie mówię tego, aby zamieszkać u chłopaków z KnockOut między pośladkami, tylko nareszcie widzę jakieś światełko w mrocznym tunelu, którym były dotychczasowe próby zorganizowania dużego festiwalu metalowego w Polsce. Z litości pominę ich nazwy, bo chyba zasłona milczenia będzie najbardziej adekwatnym komentarzem… O tym, że taka impreza jest potrzebna, wręcz nieodzowna, świadczy najlepiej sukces czeskiego Brutal Assualt, na który od lat jeździ licząca setki uczestników załoga z Polski. Podoba mi się szczególnie, że tegoroczna edycja MetalFestu jest skrojona według świętej festiwalowej zasady „dla każdego coś miłego”, a duża różnorodność line-up’u może, chociaż oczywiście nie musi, przesądzić o sukcesie frekwencyjnym. Dodając już do tego solidny „know-how” organizacyjny, powinno być dobrze. Oby tylko aura dopisała, bo pogoda potrafi rozpieprzyć nawet najlepszy fest świata.

Czy MetalFest ma szansę spełniać taką rolę, jaką kiedyś odgrywała u nas Metalmania? A może stać się polskim Wacken/Hellfestem/With Full Force/Roadburn, etc.?

Moim zdaniem na pewno MetalFest nie wypełni luki po Metalmanii, bo to impreza zupełnie innego kalibru. Śmiem twierdzić, że wraz ze śmiercią Tomka Dziubińskiego niestety Metalmania przeszła do historii, chociaż chciałbym się mylić. Nie widzę jednak po stronie Metal Mind determinacji, aby ją wskrzesić w formule, którą znamy sprzed lat.

MetalFest nie jest też odpowiedzią na tak wyraźnie sprofilowane festiwale jak Roadburn. Tutaj pewne pokrewieństwo dusz występuje raczej pomiędzy tą holenderską imprezą, a wrocławskim Asymmetry. Hellfest to z kolei potężny moloch, którego line-up został rozbuchany do granic absurdu. Musiałbym się tam sklonować przynajmniej razy trzy, aby obejrzeć wszystko, co mnie interesuje. Wracając do meritum, ten festiwal ma szansę stać się naszym odpowiednikiem wspomnianego już Brutal Assault, a może nawet With Full Force. Na budowaną przez wiele lat pozycję Wacken, chłopaki są jeszcze na razie za krótcy, ale kto wie jak potoczą się kiedyś losy ich
imprezy.

Bywałeś na wielu polskich festiwalach, zagranicznych również. Jaki błąd najczęściej był popełniany? Czego Twoim zdaniem organizatorzy MetalFestu powinni unikać, na co zwrócić uwagę?

Nie chciałbym wychodzić przed szereg i popychać jakieś smutne rady dobrego wuja. Oby tylko nie zabrakło czystych kibli, dobrego gastro, a na stoiskach z napitkami była szansa napicia się czegoś więcej niż rozcieńczone piwo w barwie słomkowej. Fajnie też jakby dobre koncerty na dwóch scenach nie kolidowały ze sobą czasowo. Reszta już w rękach zespołów i publiczności. Aha, i poproszę o namiot z wi-fi, gdzie można też naładować komórkę!

Reklamy
  1. Brak komentarzy.
  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: