Strona główna > Muzyka, People > Mikołaj co ma Focha i leszcze co irytują

Mikołaj co ma Focha i leszcze co irytują

Lubię muzyczne wspomnienia, lubię też muzyczne nowości. Tak się składa, że w tym poście stosunek staroci do nowości wynosi 2:1. Różnica w stosunku do rozgrywek, na przykład piłkarskich, jest taka, że tu nie ma przegranego, a sięgając po trzy wydawnictwa, które pokrótce charakteryzuję, meloman zapewnia sobie moc miłych wrażeń.

Po pierwsze primo, jak mawia Ferdek Kiepski, płyta „Mordoplan” wrocławskiego zespołu Klaus Mit Foch, wznowiona po wielu, wielu latach. Szczerze pisząc, nie wiem, komu zawdzięczam to, że do mnie dotarła, ale niniejszym składam tej osobie wyrazy wielkiego podziękowania. Po pierwsze za to, że sprezentowała mi materiał, który zapewne przez głowę mi się przewinął ponad dwie dekady temu, lecz upływ czasu plus zdarzenia owocujące pomrocznością jasną, dokonały skutecznej obliteracji jakichkolwiek refleksji na jego temat. Druga wdzięczność moja za to, że przypomniano mi kawał świetnej muzyki alternatywnej. Trzecia zaś Stowarzyszeniu Kulturalno-Artystycznemu Rita Baum z Wrocławia, które płytę wydało. Opis promocyjny dostarcza informacji, że wydanie winylowe pochodzi z 1988 roku. Oraz prawdziwe, niestety, stwierdzenie, że Klaus Mit Foch to słabo znany przedstawiciel sceny alternatywnej. Nazwa kojarzy się jednoznacznie z twórcami „Strzeż się tych miejsc” czy „Powinności kurdupelka”. Muzycznie też jest pewne podobieństwo. Ale słychać w tym również nawiązania do alternatywnej Siekiery, Made In Poland, The Cure z czasów przed „Kiss Me, Kiss Me, Kiss Me”. Jest w piosenkach odbicie szarości i zrezygnowania, jakie pojawiało się u wielu artystów i zwykłych ludzi pod koniec lat 80. XX wieku. Prawda o tamtej Polsce, gniew i niemała gorycz. Wszystko to skumulowane w 10 naprawdę dobrych piosenkach. Żal, że ponoć tylko 500 sztuk wytłoczono, bo o tradycję polskiej muzyki alternatywnej, tę mniej oczywistą i znaną, warto się troszczyć. Bardzo miła niespodzianka. Raz jeszcze – dzięki!

Kolejna podróż w przeszłość odbywa się ze współczesnego terminalu, a jego nazwa to Pustostany. Wzniósł je fonograficznie niezłomny pasjonat z Oficyny Biedota, czyli Michał Turowski. Wzniósł na… kasecie oraz w formie plików cyfrowych do pobrania na stronie wytwórni. Nośnik analogowy jak najbardziej uzasadniony. Słuchając bowiem „2012” czułem się niczym teleportowany do pierwszej połowy lat 80., kiedy to mój starszy kampel punkowiec z narażeniem zdrowia (pałowanie MO) uderzał na punkowe koncerty z radiomagnetofonem „Wilga” i na kasetach marki Stilon Gorzów rejestrował występy. Chłop postury był (i jest) potężnej, więc spore sukcesy na polu „bootlegowania” zanotował (= pogując utrzymywał magnet w górze). Zdobycze kipiały taką właśnie energią, jaką dali swoim piosenkom kolesie z Pustostanów, pod którą to nazwą kryją się między innymi muzycy The Kurws, Baaba, Gówno. Grają garażowo, punkowo, nie owijają w bawełnę i chyba trochę puszczają do nas oko. Osiem kawałków zarejestrowano na żywca w ciągu jednego dnia, pisze wydawca, i nie mam żadnych problemów, aby w to uwierzyć. Ma to kopa. Nie wiem, czy Pustostany będą grać koncerty, ale jeśli zamierzają, chętnie takowy zobaczę. No i ten klawisz! Przypominający elektroniczne zabawki z lat 80., wykorzystywane przez muzyków 25 lat temu i więcej.

Pozycja numer trzy z dzisiejszego postu jest również wydawnictwem Biedoty. Tym razem nie ma teleportowania. Jest pamiętnik muzyczny dwóch twórców, którzy zaczynali wspólnie muzykować blisko ćwierć wieku temu. Muzycy ci to Kostek Usenko (Super Girl Romantic Band, 19 Wiosen) oraz Filip Rakowski alias Funky Filon. Zespół o nazwie The Leszczers założyli w czasach szkoły muzycznej. Jeśli wierzyć notce promocyjnej (a w sumie, czemu nie wierzyć?), jeden słuchał polskiego punka, drugi thrash i black metalu. Leszczami będąc postanowili porobić trochę hałasu i nagrywać tenże na Grundigu (nazwa radiomagnetofonu, dla urodzonych po 1990 roku). Z jednej strony zawartość „Szkoły w stanie oblężenia” to idealny środek antykoncepcyjny, muzyka irytująca do granic, bezkompromisowa w swej wulgarności. Z drugiej, kiedy się z nią poobcuje więcej niż raz, następuje swego rodzaju wariacja na syndrom sztokholmski. Zakochujemy się w tym naszym oprawcy, by po chwili debatować nad tym, jak on to zrobił, że potrafił nas do tego stopnia zirytować. Buczy to i rzęzi niemiłosiernie. Profanuje dziecięce piosenki. Lecz ma swój urok. Słychać też to, że nieletni wówczas kierownicy zamieszania mieli spory talent i wyobraźnię. Jeszcze łyżeczka miodu dla wytwórni – wydane jest to przepięknie. Steelbox, a w środku książeczka ze starymi zdjęciami, zabawnymi rysunkami i tekstami napisanymi dziecięcą ręką. Szkoda, że tylko 125 kopii powstało, lecz rozumiem dlaczego. Idealne wydawnictwo dla tych, którzy mają upierdliwego sąsiada/-kę i chcieliby go/ją trochę podręczyć😉

Wkrótce (mam nadzieję) kilka refleksji o wydawnictwach The Abstinents (zrobili bardzo dobre wrażenie przed NoMeansNo), Ananke i może jeszcze coś zagranicznego wcisnę, co nie ma szans na znalezienie się w mainstreamowych mediach (Witchcraft, Orchid, hołd dla Talk Talk, EP-ki Sonne Adam, Kolaboranci, Dee Facto). Stay tuned, insane & keep rockin’!

PS Od czasu do czasu jors truli będzie pojawiać się na łamach „Musick Magazine”, choć nie tylko z tego powodu zachęcam do kupna (muzę zacną promują plus skład współpracowników zacny (m.in. Jerry Giers, Maciek Stankiewicz, Łukasz Dunaj).

  1. Brak komentarzy.
  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: