Strona główna > Muzyka, People > Demolka Biedoty

Demolka Biedoty

 

„Demolka” – to tytuł, który dotarł do mnie dzięki uprzejmości Michała Turowskiego, szefującego Oficynie Biedota. Za płytą tak zatytułowaną, stoi niesamowity duet Demolka.

Gdyby z okładki usunąć nazwę zespołu, pomyślałbym sobie, że to Cannibal Corpse albo Autopsy wybrali się na Jamajkę, aby tam stworzyć słoneczną wersję swoich opowieści o zombies, kanibalach, flakach, płynach ustrojowych i kalejdoskopie sposobów znęcania się nad humanoidami. Awers i rewers okładki nie mają jednak nic wspólnego z death metalem ani estetyką gore/splatter. Demolka to bowiem twór elektroniczny, wariacki, żeby nie napisać nawiedzony, mocno psychodeliczny. Pod nazwą kryją się wokalistka Monika Cywińska oraz znany z 19 wiosen Grzegorz Fajngold, odpowiadający za muzykę.

Michał vel Młody opisał zawartość krążka swojego artysty jako electro punk. Coś w tym jest, bo Demolka faktycznie poraża energią. To nie są rozmarzone kawałki na mroczne gothic party. W piosenkach skomasowana jest siła rażenia, jakiej niejeden rockowy zespół by się nie powstydził. Demolka to jednak w pierwszym rzędzie przemyślany, współczesny hołd dla oldschoolowego synthpopu i elektronicznego popu z lat 80. Więcej w tym Kraftwerk, wczesny Human League, również wczesny Depeche Mode, Visage, Cabaret Voltaire, może nawet trochę OMD (gdybym dodał tutaj jeszcze Nitzer Ebb, zapewne muzycy nie obraziliby się na mnie). Hołd nie polegający na prostym klonowaniu, lecz również dodaniu czegoś od siebie, jak choćby trąbki Ziuta Gralaka w dwóch numerach czy gitary (takie pobzykiwanie w „Szkarłatny świt”). A osobną, bardzo wyrazistą barwą jest głos Moniki. Niesamowity, mocny, z lekko nawiedzoną manierą. W paru fragmentach kojarzący mi się z wczesną Korą, z czasów gdy nagrywała z Maanamem jedynkę i „O!”, nawet deczko z Katarzyną Kuldą z Kontroli W (jeśli komuś coś ta nazwa mówi). Parokrotnie fajnie skontrastowany jest z szybującym klawiszem. To granie z przytupem, przemyślane, pokolorowane surrealistyczno-futurystycznymi tekstami.

Wydawać by się mogło, że duet, do tego elektroniczny, za wiele do powiedzenia mieć nie może. Demolka to dowód na to, że są w Polsce artyści, którzy umieją wyciągnąć wnioski z historii różnych odmian elektronicznego grania i stworzyć coś ciekawego. Polecam posłuchać w charakterze zajawki „Szkarłatnego świtu” ze strony Oficyny Biedota, a potem składać zamówienie. Nakład duży nie jest, więc radzę się spieszyć. Młody, świetny strzał!

 

Advertisements
  1. Brak komentarzy.
  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: