Strona główna > Literatura, Muzyka, People > Tak daleko, tak blisko…

Tak daleko, tak blisko…

I jeszcze rekomendacja literacka. Na razie pozycja dostępna jest tylko w obcym języku, lecz mam szczerą (choć nie napiszę, że wielką) nadzieję, że znajdzie się w Polszcze oficyna, która wpadnie na pomysł przełożenia poniższej lektury na nasz język ojczysty.

neil_peart_far_and_away_coverMierzę się… Źle – delektuję się od paru tygodni zakupioną jakiś czas temu książką Neila Pearta. Tak, tego samego, który pisze teksty dla Rush i genialnie gra u nich na bębnach. Zobaczyć ten zespół na żywo to jedno z jeszcze kilkunastu marzeń związanych z muzyką, jakie mam. Inne to na przykład zrobić to, co Neil, czyli wybrać się na wyprawy w różne, odludne, niepopularne turystycznie miejsca jakimś środkiem lokomocji (rower, motor, samochód, whatever else, co mnie i bagaż udźwignąć może). Ale ad rem.

Książka nazywa się „Far And Away. A Prize Every Time” i jest z gatunku typowego dla Pearta, czyli literatury muzyczno-podróżniczej. Zakochałem się w niej dzięki Kanadyjczykowi właśnie, gdy parę lat temu „pożarłem” w kilka dni jego „Travelling Music”. Tam była podróż samochodem przez USA, słuchanie radyjka w pojeździe z czego rodziły się wspominki i anegdotki muzyczne. W „Far And Away…” są podróże motocyklowe Neila głównie podczas tras koncertowych, z zaufanymi kompanami-maniakami tych środków transportu. Trzeba bowiem wiedzieć, że w czasie tournée Rush Neil zwykle nie jeździ z Geddym i Aleksem nightlinerem / lata samolotem (no chyba, że ocean trzeba przekroczyć lub na inny kontynent szybko się dostać). W specjalnej przyczepce wozi motor plus części zamienne, a po koncercie i odnowie higienicznej oraz śnie, nad ranem rusza z kumplem do miejsca następnego występu. Niemal zawsze bocznymi drogami, z dala od autostrad, starając się nie omijać ciekawych miejsc na tak zwanej prowincji. Neil objeżdża Stany, Europę kontynentalną, Wielką Brytanię, Skandynawię i dzieli się swoimi spostrzeżeniami na temat widoków, zwierząt, noclegów, kuchni, ludzi, których spotyka, zabytków. Często pokazuje / opisuje coś, czego nie ma w przewodnikach turystycznych. Wsadza w opowieści dykteryjki rodem z filmów, literatury, z którą obcował wcześniej (a rozrzut ma niesamowity – od klasyków filozofii po rozmaite publikacje motocyklowe) wspomnień przyjaciół, własnego życia. Masa w tym klasowego humoru, autoironii oraz – tu ucieszą się fani muzyki – co nieco opowiastek zza kulis funkcjonowania Rush. Zaszokował mnie na przykład tym, że w wieku 54 lat (sic!) znów wybrał się na lekcję – tym razem swingowego grania na perkusji. Gigant!

Neil trochę mówi o rodzinie, o drugiej żonie (w czasie jednej z podróży była w ciąży z ich córką), czasie spędzanym zimą w domku w Kanadzie, chodzeniu na nartach (tak, chodzeniu, nie bieganiu). Czytając „Far And Away…” mam ochotę zaliczyć w życiu chociaż jedną taką podróż. Zazdroszczę mu tych wrażeń i podobnie jak on chciałbym być ciągle „on the move”. Niby jestem, ale w większości tylko w wyobraźni 😉 Wyobraźni pobudzanej właśnie dzięki takim książkom. Na szczęście do końca mam jeszcze trochę, a na półce brakuje mi „Ghost Ridera”, więc jest po co żyć 😉 Polecam gorąco!

Reklamy
  1. Brak komentarzy.
  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: