Strona główna > Muzyka > Koty na stacji trafo

Koty na stacji trafo

drekoty_fot_pawel_jaks

 

Dziwny tytuł, prawda? Myślicie może, że coś mi się w główkę stało z powodu bliskiego ostatnio kontaktu z kolejami polskimi albo jakimś „mistrzem” od spraw elektrycznych? Co do kolei, było blisko (trasa Kraków – Wrocław i nazad – 5 godzin i plus minus 10 minut), ale wytrzymałem. Elektrykiem jest mój bliski przyjaciel od czasów podstawówki, spec pierwszej (europejskiej, jeśli nie światowej) klasy. Tytuł postu ma związek z zespołem Drekoty i jego materiałem zwanym „Trafostacja”, który niedawno mi udostępniono.

Kiedy zgłosił się do mnie reprezentant zespołu i zaproponował zapoznanie się z jego muzyką, o Drekoty nie wiedziałem nic. Poczytałem i okazało się, że pod nazwą kryje się perkusista Ola Rzepka, która we fryzurze ze zdjęcia na Bandcampie kojarzy mi się z Cindy Blackman z czasów „Are You Gonna Go My Way?” Lenny’ego Kravitza. Ola może (i powinna!) chwalić się współpracą z takimi wykonawcami, jak Budyń z Pogodno czy Antoni „Ziut” Gralak.

Drekoty narodziły się stosunkowo niedawno. EP-ka „Trafostacja”, którą mi udostępniono, wydana została wiosną 2011. Potem krystalizował się skład grupy, w którym znalazły się jeszcze Magda Turłaj i Zosz Chabiera. W nagraniach brała też udział Marysia Dąbrowska.

Absolutnie nie jestem antyfeministą ani mizoginem. Wystarczy czasem rzucić okiem na mój wall na Fejsie, aby nie mieć co do tego wątpliwości😉 Ale jakoś (poza Warpaint) stricte kobiece zespoły czasami wręcz mnie irytowały, rzadko olśniewały (kiedyś The Runaways i Bangles). A Drekoty mnie frapują, zaciekawiają. Muzyką io tekstami. Bo to nie jest takie babskie granie, głaskanie słuchacza, żalenie się, że faceci to ch… i nic nie rozumieją, i w ogóle. Zespół proponuje trochę wariacką mieszankę alternatywnego rockowego grania (bez gitary!), dość trudnego do zaklasyfikowania, co mnie cieszy, bo nie chcę mi się męczyć nad etykietkami, więc sobie odpuszczę😉 Sporo tu elektroniki wywodzącej się od synthpopu, Kraftwerk i wczesnego Tangerine Dream, podanej w sposób mocno filmowy, ilustracyjny (słuchaj w utworze tytułowym). Czyli bardziej „mandarynkowy”, bo oni soundtracków trochę popełnili. Perkusja brzmi żywo, organicznie, prawdziwie. W ogóle wielką zaletą EP-ki jest to, że nie ma w niej sztuczności. Słucha się jej, jakby się było na koncercie albo na próbie Drekoty. Atmosferę występu doskonale oddaje jeden numer live, „Powrót” (to walnięcie perkusji drugiej minucie i następujące po tymże wyciszenie bardzo mi się spodobało). Może trochę mniej krzyczenia, ekspansywnego śpiewania, a więcej subtelnych wokali… Chyba śpiew jest na razie najsłabszym punktem zespołu.

Dziewczyny to zdolne kompozytorki i z zaciekawieniem będę przyglądał się temu, co się będzie z nimi działo. I mam wielką nadzieję, że będzie się działo wyłącznie dobrze. Zachęcam do zapoznania się z zespołem Drekoty. Poniżej ich klip.

 

Kategorie:Muzyka Tags: , ,
  1. Brak komentarzy.
  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: