Strona główna > Muzyka > Outsiters 15

Outsiters 15

 

Spełniam kolejną z obietnic złożonych w 14. odcinku cyklu „Outsiters”. Czynię to ze smutkiem. Nie, nie dlatego, że płyta, o której poniżej znajdzie się parę słów, jest ułomna pod względem jakimkolwiek. Wprost przeciwnie, to niezależny rok na takim poziomie, jakiego dawno w Polsce nie słyszałem i żal mój stąd, że żadne duże medium nie udało mi się namówić na recenzję tego tytułu. Tym bardziej zachęcam do odwiedzania BWM i podawania dalej tego posta, żeby o zespole Organizm, bo jego wpis dotyczy, dowiedziało się jak najwięcej ludzi lubiących muzykę ambitną, na wysokim poziomie muzycznym i tekstowym.

 

 

„Na razie wszystko jest dobrze” – takimi słowami zaczyna się krążek „Koniec, Początek, Powidok” zespołu Organizm. Drugi w jego dorobku. Bez bicia przyznaję się, że debiutu warszawskiej kapeli – „Głową w dół” – nie słyszałem, ale chętnie kiedyś skonsumuję muzykę z tamtego wydawnictwa, żeby mieć jakiś wskaźnik ewolucji formacji. Najnowszy materiał Organizm dość długo we mnie dojrzewał. Stąd również spory poślizg w dzieleniu się refleksjami o „Koniec, Początek, Powidok”. Pobieżne, szybkie pierwsze przesłuchanie nie pozwoliło mi wychwycić jakiegoś haczyka, punktu, który bezdyskusyjnie uwagę by przykuwał. Kolejne godziny spędzone z krążkiem upłynęły już w większym skupieniu, dzięki czemu pierwsze co zauważyłem, to teksty, które są naprawdę o czymś, opisują to, co każdy z nas sam dobrze  zna lub wie, o czym jest mowa. Nie dziwię się, że komplementami za liryki obsypała Organizm Kasia Nosowska, która pisać teksty umie, jak mało kto. Drugi znak szczególny to był promujący całość kawałek „Maki”, będący tak po prawdzie jedynym numerem nadającym się do zajawiania albumu na antenie radiowej. Zwarty, rytmiczny, zapadający w pamięć. Po trzecie, głos Jędrka Dąbrowskiego, który chwilami ma w sobie coś z lirycznej odsłony solowego Tomasza Budzyńskiego, Morrisseya, coś z Lecha Janerki może nawet…

Muzycznie w Organizmie płynie hałaśliwy, garażowy indie rock, angielska nowa fala, coś, co kiedyś zwało się zimna fala (tak przy okazji Grzegorz Kaźmierczak z kultowego, zimnofalowego Variete za miksy odpowiadał), Cure’ów i Joy Division. Aranżacyjnie dzieje się niemało, choć skład zespołu to tylko trzech muzyków. Doprawili jednak piosenki pianinem, wiolonczelą (kapitalna w swej prostocie w „Makach”), akordeonem, elektronicznymi ozdobnikami, wykorzystując do tego gości. Co mi się jeszcze podoba w tej płycie? To, że choć to alternatywne granie mające wyraźnie zarysowane korzenie, nie ma na „Koniec, Początek, Powidok” ewidentnych nawiązań, klonowania. Organizm próbuje być przede wszystkim sobą, budować swoją tożsamość. Unika monotonii, jeśli już zbliża się do mainstreamu, to na krótko, jakby nagle odsuwali rękę od rozgrzanego żelaza, aby się za bardzo nie sparzyć. Taki numer jak „Maki” jest potrzebny Organizmowi, bo to wciąż zespół na dorobku, a zauważenie singla tylko pomoże w rozpowszechnieniu wici. A jak już wieść się rozniesie, to oby zaistniał efekt kuli śnieżnej. Last but not least – naprawdę piękna jest oprawa graficzna „Koniec, Początek, Powidok”. Staranność, obok pasji i wyobraźni, to kolejna cecha, którą Organizmowi trzeba przypisać, a która grupie może się bardzo w karierze przydać.

Zarówno za wykonawcę, jak i za jego wydawcę trzymam kciuki. Coś mi mówi, że Wytwórnia Krajowa jeszcze nie raz pozytywnie nas zaskoczy.

  1. Brak komentarzy.
  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: