Strona główna > Muzyka > Czytaj moje blizny

Czytaj moje blizny

Gdyby nie operatywność Knock Out Productions (megathx 2 Toma & Szczur!), być może nigdy nie zobaczyłbym tego zespołu na żywo. Ale 25 listopada w klubie Studio spełniło się moje wielkie marzenie, które kiedyś od tegoż spełnienia było bardzo, bardzo daleko, a od mniej więcej listopada 2010, kiedy Coroner ogłosił występ na „Hellfest”, znacząco się przybliżyło. Z tego, co widziałem, ten koncert to było również marzenie wielu fanów.

22 lata temu jakaś pomroczność jasna mnie dopadła i nie pojechałem do Spodka, gdzie Coroner grał po raz pierwszy w Polsce, mając już na koncie dwa arcydzieła – „R.I.P.” i „Punishment For Decadence” i szykował się do genialnego „No More Color”. Z Adamem Śliwakowskim, szefem „Metal Shopu” (link znajdziecie na BWM po prawej stronie), wspominaliśmy ostatnio, kiedy Coroner był, na jakiej imprezie był, kto z nim grał, itp. Ustaliliśmy ze wspomaganiem internetowym, że była to „Metalmania 89”, na której pojawił się też Protector. Był tam i AC Wild (to wspomnienie Adama), który zapewnił, że z Bulldozerem zjawi się niebawem 🙂 I faktycznie się zjawił, jakoś jesienią 1989 w Zabrzu i tam już byłem. Ergo, drę się gdzieś na albumie Włochów „Alive In Poland” 😉 Potem Coroner już do nas nie zawitał, zaś po cudownym „Grin” zakończył działalność. Bez żadnej pompy, tłumaczeń, walk wewnętrznych, wzajemnych oskarżeń, itp. Po prostu, przestali grać.

Dlaczego ten wstęp? Ano dlatego, że 25.11.2011 w Studiu miałem, i nie tylko ja, wrażenie, jakby Ron, Tommy i Marky zwyczajnie wrócili sobie na scenę z 22-letniej przerwy na kawę. Żadnych cudów wianków, zero wtop. Nawet bannera za perkusją nie mieli! Gdyby nie jakość klubu i sceny, można by się poczuć jak w czasach thrashowego undergroundu. Panowie wyszli na scenę i zagrali tak, że mi się prawie płakać chciało ze szczęścia. Jakość wykonania ich muzyki jest niesamowita. Miałem okazję chwilę zagadać z Jackiem Hiro, który był pod wrażeniem gry Tommy’ego, a przecież na wioślarzach to on zna się jak mało kto. Głos Rona tak samo, jak dawniej mrocznie szczekający niczym doberman na intruza, a na basie wymiata facet bez zarzutu. Na mnie wrażenie największe zrobił jednak Marky, który przyznał chyba w pierwszym wywiadzie po ogłoszeniu reaktywacji, że od 1996 roku nie siedział za perkusją! W Studiu w ogóle nie było tego słychać. Doskonale zdaję sobie sprawę, że muzycy Coroner musieli się naprawdę mocno przygotowywać do tournée, że są zawodowcami, ogrywali piosenki z pięciu płyt x razy. Lecz w Studiu nie było czuć żadnej spinki, brakowało pocenia się nad instrumentami. Tych kilkanaście kompozycji zagrali z lekkością, a przy tym z wielką precyzją. Dobrze ustawiono im brzmienie. Inaczej, stanąłem w takim miejscu, że wszystko słyszałem doskonale 🙂 Z tego, co zdążyłem usłyszeć po występie, nikt z moich znajomych na dźwięk nie narzekał. Raz tylko podrażniły mnie stroboskopy, które bardzo mocno pulsowały chyba przez pięć minut. Jednakże muza była fantastyczna. Coroner co prawda nie zagrał kilku moich ukochanych piosenek, choćby „Last Entertainment”, „Paralyzed, Mesmerized”, czy „Read My Scars”, od którego post wziął swój tytuł (o ile dobrze sprawdziłem, nie było nic z „No More Color”) – ale pozostawili po sobie wspaniałe wrażenie wielkich profesjonalistów, którzy z prawdziwą radością, na luzie, robią to, bo to kochają. Owszem, mogło nie być coveru D.A.F. zaśpiewanego przez kumpla zespołu (to chyba był roadie, bo kręcił się po klubie i koło „merczu” dość często się pojawiał), lecz nie dostrzegłem, aby ktoś szczególnie się z tego powodu oburzał. Ron miał wsparcie wokalne pana, którego imienia nie pomnę, a który siedział sobie dostojnie z boczku, przy laptopie i delikatnie miotał siwizną 😉 Co zagrali? Na szczęście nie muszę się zadręczać próbami przypomnienia sobie setlisty, bo jest ona zamieszczona w sieci, a można rzucić na nią okiem pod tym linkiem.

Zapowiadając koncert Coronera w Polsce kilka dni temu, w uniesieniu napisałem, że to jeden z tych zespołów, dzięki któremu fani metalu mogą się czuć dumni, iż nimi są. Po tym, co zobaczyłem wiem, że napisałem słusznie. Teraz marzę tylko, aby:

  • Ron, Marky i Tommy (gość wygląda jak agent FBI Lincoln Potter z czwartego sezonu „Sons Of Anarchy”! ;)) za kilka miesięcy nie ogłosili, że skoro trasa się zakończyła, to oni zwijają żagle
  • Zmienili zdanie i zdecydowali się nagrać nowy materiał
  • Sprawili, aby wszystkie dotychczas wydane płyty wznowiono (łącznie z demo, które kiedyś wyszło na „dziku”)

***

Fot. Jarek Kubicki

Jako, że impreza nie tylko Coronera obejmowała, słów kilka o tym, co było jeszcze. Duże zaskoczenie in  plus to warszawska Obscura Sphinx, zespół mający chyba najlepszą frontwoman w Polsce, jaką widziałem, która posługuje się w oficjalnym bio ksywką Wielebna. A parę krzycząco-śpiewających pań zdarzyło mi się widzieć. Żadna nawet nie zbliżyła się do tego, by przykuć uwagę w takim stopniu, jak Wielebna. No dobra, wygląda też niczego sobie 😉 Wiem, że OS grają już jakiś czas (od 2008, konkretnie), ale nigdy wcześniej nie było mi dane się na nich natknąć. Mają płytę, którą wydali własnym sumptem (WTF?! Jak to możliwe, że żadna z polskich wytwórni zajmujących się metalem nie zwróciła na nich uwagi?!). Muza Obscura Sphinx jest trudna do jednoznacznego zaklasyfikowania, a ten tygrys, czyli jors truli, to lubi najbardziej 😉 Widząc Zosię (tak wokalistka ma na imię) na scenie, nasuwają się skojarzenia z kapelami z kręgu metal core’a plus czegoś, co Amerykanie określają jako screamo. Wizualnie wokalistka również pod ten schemat podpada. Ale Wielebna śpiewa również czysto, mocno, a koledzy z zespołu podkładają jej muzę, w której jest chyba najwięcej zawartości wpływów Neurosis, Meshuggah, Cult Of Luna, Isis. Szkoda, że grali tak krótko, że wokalu nie podciągnięto mocniej. Ale i tak wrażenie Obscura Sphinx pozostawiła świetne. Wystarczyło zobaczyć, jak zwiększał się tłum pod sceną. Chylę czoła, pod wrażeniem jestem i czekam na kontrakt oraz kolejne nagrania!

***

Amon Amarth był gwiazdą imprezy. Cóż… Wielki szacunek dla nich za sukces, jaki osiągnęli, za profesjonalizm na scenie, za to, jak traktują swoich fanów. Z tym, że mnie ich muzyka nie kręci i szczerze pisząc nie wiem, dlaczego Amon Amarth zaszedł tak daleko. Dobry menedżment i odpowiednia promocja miały tu chyba niemałe znaczenie. Kolega opisał ich jako „deathmetalowy Manowar”, inny mówił, że Bathory w klimatach nordyckich znacznie lepiej się poruszał (prawda!). Coś w tym, co mówią jest. Wiara jednak bawiła się przednio, reagowała gorąco, a to jest najważniejsze. Johan Hegg, z którym kiedyś miałem zresztą przyjemność rozmawiać (przemiły facet, tekst znajdziecie w archiwach Interii; chyba z okazji „Versus The World” to było) wyglądał na naprawdę uszczęśliwionego. I to się liczy najbardziej. Podobało im się, będą chcieli tu wracać i cieszyć polskich metalistów 😉 Tak trzymać. Co grali, szczerze pisząc nie wiem, ale dzień przed pojawieniem się w Studiu ich setlista wyglądała tak, jak to napisano na tej stronie.

Zdjęć własnych niestety nie posiadam, bo aparat w telefonie odmówił posłuszeństwa, więc popożyczałem tu i tam 😉 Miłego weekendu i do zobaczenia na Morbid Angel!

Reklamy
  1. 29/11/2011 o 7:55 pm

    Z głosów na plus – Aneta Gąska z Neurothing – bardzo bardzo polecam posłuchać nowego głosu tego zespołu.
    Obscure Sphinx bardzo mi sie podobał w Krakowie

  2. bojadżijew
    28/11/2011 o 10:20 pm

    Wyczytałem gdzieś u Ciebie, że niestety nie planują nowej płyty, to wielka szkoda. Przecież po Grin mieli w zanadrzu fajne pomysły, które umieścili na pożegnalnym „Coroner”. Jak widać jestem, fanem późnego Coronera, Grin w szczególności, ale i Mental Vortex też ubóstwiam, pozdrawiam i będę zaglądał.

    • 28/11/2011 o 10:28 pm

      Marky albo Tommy mówili w wywiadzie, że zupełnie nie mają planów nagraniowych… A przecież było demo „Autism” z XXI wieku już, o ile pamięć mnie nie zawodzi, które jeszcze w „Thrash’em Allu” recenzował Kmiołek i rozpływał się…Chyba zacznę się modlić, aby taki np. Nuclear podjechał do nich z dużą kasą i dobrą ofertą. Wtedy może się złamią. Choć skoro tyle lat żyli poza muzyką i nie umarli z głodu, to pewnie oznacza, że świetnie sobie bez muzyki radzą. Dla mnie wszystko, co nagrali od dwójki w górę jest arcydziełem. Pozdrawiam i dzięki!

  3. bojadżijew
    28/11/2011 o 9:20 pm

    Coroner zagrał piękny koncert, też się prawie popłakałem i tez zapytałem na chwilkę Hiro jak mu się to podobało. czy nie było tam Wacka z Decapitated? Chyba, że jakiś podobny koleś. Sam coś naskrobałem o Coroner
    http://lubczasopismo.salon24.pl/hardmusicdivision/post/368212,projekt-recenzja-8-coroner-grin

    • 28/11/2011 o 9:50 pm

      Wacka nie widziałem, powiem szczerze, ale nie zdziwiłbym się, gdyby był, bo Decapitated dzień później grało koncert. Może ktoś podobny… Ja do tej pory nie mogę zapomnieć o tym koncercie i mam nadzieję, że jeszcze do nas wrócą, zwłaszcza że potwierdzili już Wacken 2012, czyli opłaciło im się i zachciało więcej 😉 Relację z chęcią przeczytam 🙂 Pozdrawiam i polecam się na przyszłość.

  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: