Strona główna > Muzyka > Dezerter jeszcze żywy

Dezerter jeszcze żywy

Chciałem poczekać z kolejną aktualizacją BWM jeszcze parę dni, aby posłuchać i obejrzeć trochę więcej materiałów, ale nie dało się. A wszystko przez jedno wydawnictwo ze stajni Mystic Production, które właśnie trafiło do mych rąk, wywołując wielkie wzruszenie i miłe wspomnienia z bardzo dawnych lat.

Wspomnianego wydawnictwo to Dezerter – „Jeszcze żywy człowiek”, czyli koncert z Jarocina 1984. Swego czasu kultowy, rozpowszechniany z kasety na kasetę (zapewne głównie ze „stilonki” na „stilonkę”) wśród pankersów w całej Polsce. W tamtym okresie tamtej epoki byłem młodym szczylem o inklinacjach do ostrego, metalowego grania, które poznawałem głównie z kaset pirackich (wyjątek – kilka albumów AC/DC, Kiss i solowych członków tego zespołu, które mój kampel z podstawówki dostał od babci z USA). Jako młody metalowiec i rockowiec przebywałem zazwyczaj wśród osób o podobnych zainteresowaniach muzycznych, z jednym wyjątkiem. Bliski sąsiad i przyjaciel jednocześnie (aż do dziś!) był punkowym załogantem, który na różne koncerty chodził // jeździł z kasetowym magnetofonem marki Wilga i je nagrywał, choć ryzykował tym samym bliskie spotkania przedstawicielem władzy ludowej, zwykle o manierach mało wyszukanych. Przyjaciel do dziś pozostał człowiekiem potężnej postury, więc byle pały milicyjnej się nie bał😉 Dodatkowo, jako człek wielki i bardzo silny ułatwiał mi bezkonfliktowe przebywanie wśród punkowców, do których należał.

Kumpel zaliczył masę punkowych gigów. Choćby w krakowskim Barbakanie, gdzie bodajże (mogę się mylić) grał między innymi Deuter (jeszcze ten ostry, nie nowofalowy), a także w piwnicy jednego z bloków na osiedlu w Krakowie, gdzie prezentowała się kapela o nazwie Ukraina, w której karierę zaczynał niejaki Paweł „Baby” Mąciwoda-Jastrzębski (to „baby”, w zależności od tego, kogo pytacie, wzięło się stąd, że: a) gość miał może z 13, 14 lat; b) był tak śliczny, że laski go tak ochrzciły ;)), dziś rwący struny za znaczną (i jak najbardziej zasłużoną) ilość eurasów w Scorpions. Opowieści przyjaciela mego o tych wydarzeniach było więcej, ale te akurat jako pierwsze przyszły mi do głowy. Kumpel wprawdzie w Jarocinie 84 nie był (nie wiem czemu, bo miał bardzo liberalnych rodziców, a finansowo też dałby radę, bo jako uczeń zawodówki miał praktyki, a za nie dostawał jakiś psi grosz, pozwalający jednak na przemieszczanie się PKP po Polsce oraz na wikt płynny), ale ponieważ należał do punkowej załogi, różnymi nagraniami z koncertów się wymieniał. I w końcu trafił do niego na kasecie koncert Dezertera z Jarocina 84, której z wielkimi oczami słuchaliśmy u niego w domu na „decku” Diory podłączonym bodajże do Radmora (wtedy był to wypas naprawdę nie byle jaki). Do dziś pamiętam, jak Skandal ze Stepą czytali komiksy i jeden z cytatów z któregoś z nich: „Ty pijaku! Będziesz mi tu awantury urządzał?!”. No i ogień niesamowity z kawałków Dezertera. Jakość, rzecz jasna, wielka być nie mogła, ale słuchało się tego z wypiekami na twarzy. Energia w tych numerach, generalnie energia całego koncertu, była przeogromna. I ja odczuwam ją również po znacznie ponad 20 latach od ostatniego przesłuchania kasety kumpla. Ze wzruszeniem patrzę na zdjęcia w książeczce, czytam opis Roberta i Krzyśka z Dezertera. Ze śmiechem obcuję z wycinkami z prasy reżimowej, dotyczącymi koncertu i samego zespołu. Dzięki wielkie za tę płytę! Więcej o niej napiszę w recenzji, za kilkanaście dni.

„Jeszcze żywy człowiek” wyświetla mi w głowie dość mocno (na szczęście) zamazane obrazki z tamtych czasów. Bardzo niefajnych (nikt mi nie wmówi, że było inaczej), gdy milicjant mógł spałować delikwenta za to, że ma sobie „papę” i wojskowe buty (widziałem takie sytuacje), kiedy nie było mowy o najmniejszej grzeczności z ich strony. Kiedy „papę”, spodnie moro, wojskowe buty musiało się załatwiać za flaszkę (lub kilka) od żołnierzy, którzy marnowali się na służbie dla socjalistycznej ojczyzny, nudząc się niemiłosiernie (przez co chlali na potęgę i wymyślali falę, itp. atrakcje), kiedy w sklepach muzycznych było niewiele lub prawie nic, a posiadanie znajomych melomanów za granicą, otwierało okno na świat muzyki podnosiło pozycję w grupie rówieśniczej😉 Kiedy irokeza stawiało się (między innymi) na cukrze, kiedy nie było stylistów, którzy ci to zrobią i jeszcze podziękują za bycie klientem, a nie zwymyślają pod nosem od wałkoni, degeneratów, etc. Ci, którzy nigdy, na swoje szczęście, nie mieli okazji tego zasmakować, niech posłuchają płyty „Jeszcze żywy człowiek” i spróbują sobie (wiem, że to niełatwe) wyobrazić, w jakich okolicznościach ta muzyka powstawała oraz była prezentowana. To nie jest żaden skansen! To piękne świadectwo historii polskiej muzyki lat 80. Do tego po raz pierwszy na CD. Nawet się wtedy Dezerterom nie śniło, że doczekają czasów, w których będą mogli słuchać się z takiego nośnika… Skandal niestety nie dożył tej chwili…

  1. Brak komentarzy.
  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: