Strona główna > Muzyka > Outsiters Part 11

Outsiters Part 11

Rubryka Outsiters pojawia się po raz 11. A część 12 mam nadzieję, że w bardzo bliskiej przyszłości, bo niespodziewanie zjechało do mnie parę wydawnictw zagranicznych, choćby z Southern Lord, które przesłuchać muszę asap, zanim mi się zator na biurku zrobi ;)Dziś BWM po polsku razy dwa. I dobrze piszę o wykonawcach również razy dwa. Spośród tych wydawnictw, o których nie pisałem nigdzie indziej, czas przyszedł na nowe płyty thrashmetalowego Testora oraz znaną już z łamów BWM Kumkę Olik.

 
Kiedy skontaktował się ze mną Robson, gitarzysta Testora, ucieszyłem się, a niedługo później wzruszyłem. Radość wynikała oczywiście z tego, że zacna stołeczna załoga thrashowa jest już z nami ponad 20 lat i nie składa broni! AC/DC mają braci Young, którzy trzymają ten genialny zespół w kupie i dają mu swoją kreatywność, zaś Testor ma braci Jung, którzy choć lata mijają nie przestają kochać soczystego thrashu😉 Plus rzecz jasna wspomnianego Robsona, dającego głos Kefira oraz dudniącego na basie Zawada. Robson skontaktował się ze mną, celem zaanonsowania wydanej jakiś czas temu płyty „Animal Killinstinct” i proponując mi zapoznanie się z tą produkcją. Dwa razy o coś takiego prosić mnie nie trzeba😉 Wzruszenie pojawiło się niedługo później. A wiąże się ono z poniższym zdjęciem…

 

Tak, została mi jeszcze w zbiorach demówka „Through The Back Door” na kasecie😉 I dalej burzy nieźle! Lepiej, znacznie!, burzy „Animal Killinstinct”. Słuchałem bardzo uważnie, studiowałem też materiały o obecnym Testorze. Cieszy mnie, że jest w ich graniu wciąż tyle radości, poweru, a przede wszystkim nabytej latami dojrzałości. Od pierwszej do ostatniej minuty „Animal…” ta dojrzałość silnie rzuca się w uszy. Słuchając szukałem odniesień muzyki Testora. Jest ich sporo, ale żadne nie jest oczywiste. Bo pojawia się coś z Pantery, Metalliki, Metal Church, Machine Head, Testament. Wokal Kefira jest jakby ulepiono go z barw Hetfielda, Davida Wayne’a (R.I.P.), Robba Flynna, Phila Anselmo, Chucka Billy’ego, i jeszcze paru innych. Ma swoisty feeling, choć nie powala na glebę  możliwościami (przynajmniej na podstawie materiału z albumu tak stwierdzam, nie wykluczając, że wokalista umie i może znacznie więcej). Świetne jest brzmienie (Tomek „ZED” Zalewski)! Dawno nie słyszałem tak kapitalnego soundu u metalowej kapeli. Gitary młócą zawodowo, a bas niezwykle metalicznie i wyraziście brzęczy pod wiosłami (ma nawet krótkie solo bodajże w „Rise Of The Cobra”). Nieczęsto słucham płyt, na których można tak wyraźnie i bezproblemowo usłyszeć, co gra basista. „Animal…” bije pod tym względem w sekundzie „… And Justice For All”😉 Ale bez żartów, bo Testor poważną muzykę gra. Gra świetnie i bezkompromisowo. Żadnych balladek. Mocne walnięcie riffów, nabicie i ruszają żwawo do przodu. Choć nie da się ominąć naleciałości z dawnych lat thrashu, muzyka warszawian jest świeża, nienużąca, potężnie dynamiczna. Aż się boję pomyśleć, co się dzieje przy niektórych numerach na koncertach. Choćby takim „headbangującym” „Psychotic High Speed Ensemble” ze świetnym riffem. Klejnotem największym w zestawie jest „Stagnation Sludge”, nieco metallicowo-panterowy, z kapitalnym (i dość krótkim) przyspieszeniem w drugiej części. Mam nadzieję, że zagraniczny kontrakt to dopiero początek czegoś większego dla Testora. Słuchałem płyty z wielką radością i gratuluję jej serdecznie. Słuchając wpadł mi do głowy pomysł, że ciekawe mogłoby być ustalenie oraz wysłanie na trasę po Polsce polskiego, thrashowego „Big 4”😉 Jak myślicie, kto w tej czwórce powinien się znaleźć?😉

 

 

O Kumce Olik było już kilka razy. Płyta w końcu jest. I jest… zaskakująca i dość odważna. Przez dłuższy czas zapowiadało się, że kapela z Wielkopolski będzie ulubieńcem radiowców, bo dryg do pisania zgrabnych, melodyjnych piosenek, które uwielbia pewien Trójkowy redaktor, Mateusz Holak, lider KO, ma nietuzinkowy. Ale zespół świadomie, jak mniemam, spycha się w stronę brudnego, rzężącego, garażowego grania rockowego. Chwilami naprawdę mocnego. Przeplatanego z dość oszczędną, pykającą, oldschoolową elektroniką. Studio, w którym Kumka Olik nagrała tych 11 piosenek, nazywa się Vintage Records. I zapewne nie bez powodu. Całość brzmi organicznie, surowo, a chwilami gitary zlewają się w dźwiękową lawę, przywodzącą na myśl czasy wczesnopunkowe i dokonania choćby Ramonesów. Młodzianie uciekają od sterylnego, gładkiego brzmienia. Aura piosenek jest dość przyjazna, optymistyczna, a wspomniany Mateusz śpiewa w sposób chyba najbardziej zróżnicowany w dotychczasowej historii grupy. No i gość jest zacny, bo Wojciech Waglewski. Choć i bez niego KO dałaby sobie radę znakomicie. Czy słyszymy sprzężenia, rzężenia, garażowy brud, czy elektroniczne fragmenty, całość nieźle się broni i nie podpisuje się pod opiniami, że „Nowy koniec świata”, to – nomen omen – początek końca dobrej passy zespołu. Takie „Na dobry koniec”, „Na falę”, „Szukam się”, „Przepowiadanie przez powtarzanie”, to naprawdę bardzo udane piosenki. Są, to prawda, słabsze momenty („Wyjedźmy stąd”, „Wystarczy biec”), lecz ogólna ocena jest z pewnością dość wysoka. Kumka Olik pokazuje, że stać ją na wiele i że dobrze wychodzi jej zaskakiwanie nas. Nie mam nic przeciwko kolejnym zaskoczeniom na tym poziomie.

 

  1. Brak komentarzy.
  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: