Strona główna > Muzyka, People, Show-biznes > Outsiters – Part 9

Outsiters – Part 9

Zgodnie z obietnicą, Outsitersi powracają po raz dziewiąty. Kompilacja „Sealesia” pojawi się jednak w odcinku 10., ponieważ jest na niej tyle różnej muzyki, że muszę posłuchać bardzo uważnie. Tak więc dziś coś polskiego, bardzo obiecująca kapela Leo Johnson oraz sława światowa, ale nie muzyczna, lecz filmowa – Hugh Laurie i jego solowy debiut płytowy „Let Them Talk”. Zachęcam do czytania, komentowania, a przede wszystkim słuchania muzyki.

Plus za nazwę, bo jak niektórzy pewnie wiedzą, wszystko, co z serialem Twin Peaks związane darzę miłością nieskończoną 😉 Choć akurat Leo Johnson moim ulubionym charakterem nie był, aczkolwiek przyznaję, iż zapomnieć go trudno. Zwłaszcza ze sceny, kiedy w drewnianej leśnej chacie żegnał go Windom Earle 😉

Pod nazwą Leo Johnson kryje się trzyosobowa kapela, w której głos daje, struny szarpie i muzę współkomponuje Kuba Smaga, z którym przez parę lat pracowałem w jednym budynku. Przebąkiwał już wtedy, że coś tam tworzy, lecz nie miałem za bardzo pojęcia co. Jakichś nagrań demo posłuchałem, lecz na ich podstawie ciężko było cokolwiek stwierdzić. Facet jest jednak ambitny i słowa dotrzymuje, a takich cenię zawsze. Płyta została więc napisana i nagrana. Niedawno trafiła do mnie i był to drugi, obok EP-ki Orange The Juice, najmilszy upominek w ostatnich dniach. I nie piszę tego dlatego, że znam Kubę.

Nie wiem dokładnie, jaki to gwóźdź na okładce widnieje, lecz Leo Johnson zabił mi niezłego ćwieka. Sami o sobie piszą – ” alternatywa, grunge, hard core, hałas”. I sporo prawdy w tym opisie jest. Bo mamy na krążku i grunge’owy, garażowy brud, i hardcorową bezkompromisowość, i rozjeżdżającą się alternatywnie gitarę. Hałasu też nie brakuje. Hałasu ciekawie zaprojektowanego, trzeba dodać. Na płycie na pewno znajdą coś dla siebie miłośnicy Down, Kingdom Of Sorrow, starego Kyuss, Sleep, High On Fire, choć psychodeliczno-przećpanych klimatów raczej nie ma. Frazowanie gitary w „No More” trochę przypomina mi Faith No More z okresu „King For A Day…”. Leo Johnson nie tylko „daje do przodu”, choć to – trzeba przyznać – wychodzi im bardzo dobrze.

Jako, że należę do tych, którzy z lubością oczekują nieoczekiwanego, miłością natychmiastową pokochałem numer drugi, czyli „From The Other Side” z solem saksofonu, plus początkowo zwalisty, po paru chwilach rozwijający się w żwawszą całość „Just Fine”. Ale im dłużej słucham, tym nowsze kawałki dla siebie odkrywam, co o płycie dobrze świadczy. Nie zdradza wszystkich swoich uroków od razu, lecz wymaga od słuchacza cierpliwości.

Leo Johnson chce grać koncerty, jak zapewniał mnie Kuba. Czekam na nie niecierpliwie. Czytającym BWM polecam zaś odwiedziny fan page’a Leo Johnson na Facebooku oraz profilu na MySpace.

 

 

„Dr. House” to serial, dzięki któremu Hugh Laurie przestał  być aktorem drugiego planu, a stał się światową gwiazdą. I po jakimś czasie okazało się, że tak genialnie wcielający się w grubiańskiego geniusza diagnostyki Anglik, posiada ponadprzeciętne talenty muzyczne, szlifowane od pacholęcia. Że jest wielce utalentowanym pianistą i wielkim miłośnikiem bluesa. Hugh najpierw dogadał się na planie serialu z grającym w nim gościnnie Meat Loafem, wskutek czego następnie pojawił się na jego płycie jako gość. Później okazało się, że Laurie sam nagrywa płytę, na której znajdą się jego opracowania bluesowych standardów.

Album ukazał się pod tytułem „Let Them Talk” i zawiera znakomitą bluesową muzykę! Hugh gra na fortepianie oraz śpiewa. Z tą drugą sztuką daje sobie radę naprawdę nieźle. Raz, w świetnym „Baby Please Make A Change”, wspomógł go Tom Jones. Wśród gości są również Irma Thomas i Dr. John. Świetne aranże, nie ma żadnego ściemniania, słodzenia, kłaniania się trendom. Jest prawdziwy, korzenny blues (czasem z dęciakami, smyczkami). Wersja „They’re Red Hot” Roberta Johnsona w wykonaniu Hugh jest o kilka klas lepsza o tej, którą na „BSSM” nagrali kiedyś Red Hot Chili Peppers. Serio. Do tego całość ładnie wydano, a w książeczce Laurie pod piosenkami ciekawie pisze o wspomnieniach z nimi związanymi, o tym, o czym opowiadają.

Anglik to człowiek inteligentny, więc do świata muzyki na pewno pchać się nie będzie. Inna sprawa, że jako aktor na pewno gaże ma większe od tych, które wpłyną na jego konto dzięki „Let Them Talk”. Działalność muzyczną zapewne potraktuje jako od czasu do czasu ujawniane publicznie hobby. Mam nadzieję, że będzie to robił dość regularnie, bo talent ma ogromny. Gorąco polecam „Let Them Talk”, nie tylko miłośnikom bluesa.

 

Reklamy
  1. Brak komentarzy.
  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: