Strona główna > Muzyka > Dziewicze wspominki

Dziewicze wspominki

Iron Maiden

Minęła już ekstaza po Sonisphere 2011. Niestety, bez mojego udziału. Ale komentarze i relacje czytałem wnikliwie, bo miałem obawy, że frekwencyjnie może być tak sobie. Coś koło 40 tys. metalistów przybyło, więc wstydu nie ma, ale gdzie tam do tego, co działo się przed rokiem! Iron Maiden i Motörhead choć zespołami świetnymi są (ci drudzy dla mnie są genialnym), jednak aż takiej siły przyciągania nie mają, jak wielka czwórka thrash metalu.

dave-murray

Dave Murray

Fajnie poza gwiazdami wypadli ponoć Volbeat, Devin Townsend, Killing Joke krótko, ale za to bardzo treściwie. Na Bemowie co prawda mnie nie było, ale przyłożyłem swoją promocyjną cegiełkę do imprezy. Dane mi było porozmawiać przez dokładnie kwadrans (równo w 15 minucie powiedziano mi, że więcej pytań już zadać nie mogę) z Dave’em Murrayem, który przetrwał w Żelaznej Dziewicy wszystko co dobre i co złe. Zapis tej rozmowy jest pod tym linkiem. Chyba z transkryptu da się wywnioskować, że Dave to człowiek bardzo wesoły, miły, śmieje się co chwila. I naprawdę kocha to, co robi. Czułem, że miałby ochotę pogawędzić dłużej, lecz menedżment opracował mu plan dnia co do minuty i na ekstra czas nie miałem co liczyć.

Czemu piszę o Ironach po Sonisphere? Bo jakoś za mną chodzi od paru dni, kiedy co rusz słyszałem od kogoś / czytałem, że wybiera się na festiwal, takie wspomnienie wywiadowcze sprzed lat ładnych paru, również z Maidenami związane. Wtedy wywiad z nimi omal o zawał mnie nie przyprawił. Sam fakt, że mi go przyznano, a także niespodzianka ze strony sprzętu nagrywającego. A było to tak😉 W hotelu w Spodku organizator koncertu Ironów zabookował kilka godzin przed występem pięć pokojów, a w każdym z nich wywiadów udzielał jeden z muzyków. Bruce miał najwyraźniej przerwę w obowiązkach promocyjnych. Fajny to był widok, jak pięciu legendarnych kolesi idzie karnie za menedżerem i znika w pokojach. Mi przypadł w udziale zaszczyt rozmowy z Nicko McBrainem. Facet genialny, jeszcze większy wesołek niż Dave, a do tego spory jajcarz. Nie pamiętam dokładnie, o co pytałem, lecz na pewno pojawiło się  coś o relacjach między muzykami. Był taki moment, że Nicko zapytał, czy to do radia, czy prasy. Uznał, że zagalopował się z jedną wypowiedzią, która nie była zbyt pochlebna. Śmiałem się co chwila, on też. Ale kiedy minęło moje 15 minut i Nicko opuścił pokój, sprawdziłem cyfrowy dyktafon pewnej firmy na literę „S” i okazało się, że choć ekran pokazywał zapisywanie ścieżki, nic się nie nagrało. Myślałem, że się zastrzelę. Bardziej doświadczony kolega żurnalista poradził mi, żebym czym prędzej siadł z kartką i zapisał wszystko, co zapamiętałem, a potem stworzył z tego szczątkowy wywiad. Stres, nerwy plus wkurw zrealizowanie tego mi uniemożliwiły.

Z rzeczy pozytywnych tego samego dnia – przesłuchanie sześciu numerów z „Dance Of Death” w autokarze zespołu. Każdy pismak miał swoje stanowisko, mini-neseserek z logo zespołu zamykany na kłódeczkę, w środku discman (z logo zespołu, a jakże), obok mini-neseserka słuchawki. Uwaga clou! Menedżment Ironów przygotował specjalne passy uprawniające do wejścia do autokaru! Mam swojego do dziś😉 A przy wyjściu każdego poproszono o kilka słów do księgi pamiątkowej. Wrażenie organizacyjnej perfekcji było nieprawdopodobne. Zwłaszcza w zderzeniu z tym, co działo się przy wejściu do Spodka i już na terenie hali. Wiem, że Iron Maiden to wielki biznes, ale biznes można prowadzić na różne sposoby. Między innymi z klasą oraz w sposób buraczano-wieśniacki. Często – z moich obserwacji i doświadczeń wynika u nas dominuje drugi model. Ironi od dawna wszystko robią z klasą. Nawet jeśli mi coś nie do końca pasuje, klasy ich działaniu nie sposób odmówić. I za to, a także za kilka płyt, których słuchałem do krwi z uszu, na zawsze będą zajmować u mnie miejsce szczególne. Up The Irons!

  1. 01/12/2011 o 1:24 am

    Hej!

    Haha, załamał bym się gdyby mi dyktafon zrobił taki numer podczas nagrywania wywiadu. Wyobrażam sobie co się z Tobą wtedy musiało dziać. Fajnie, że miałeś sposobność podyskutowania z członkami tak legendarnej ekipy. Mnie muszą pozostać koncerty i płyty, po które sięgam nieustannie, praktycznie codziennie. Fajny wpis.

    pozdrawiam!

    • 01/12/2011 o 12:34 pm

      To był numer najsłynniejszy, ale nie jedyny tego typu. Z pozostałych sytuacji na szczęście udało się w mniejszym lub większym stopniu wybrnąć🙂 Obym nigdy więcej czegoś takiego przeżywać nie musiał. Zresztą, czasy się zmieniły, technologia też, więc można zapobiegać takim akcjom – nagrywa się od razu na dyktafon analogowy (nie do podrobienia taki sprzęt jest) i na przykład na dyktafon w telefonie, który od razu w mp3 zapisuje rozmowę. Prawdopodobieństwo złośliwości rzeczy martwych znacząco maleje🙂 Sprawdziłem! Polecam. Pozdrawiam.

  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: