Strona główna > Muzyka, People > R.I.P. Stopa [‚]

R.I.P. Stopa [‚]

Kiedyś powiedział: „Bach nie żyje, Beethoven nie żyje, ja się też nie najlepiej czuję”. Ten cytat Piotra „Stopy” Żyżelewicza opublikował nieistniejący od lat magazyn muzyczny „Rock’N’Roll”. Słowa te są już nieaktualne. Stopa zmarł w nocy z 12 na 13 maja.

Kilkanaście dni temu Darek Malejonek, z którym Stopa przed laty grał, napisał na swoim profilu na Facebooku, że perkusista miał wylew, prosił o modlitwy. Potem było budujące info, że jego stan się poprawia. Niestety, nie udało mu się wrócić do zdrowia, ze śpiączki się nie wybudził. Miał tylko 46 lat. Strasznie mało. Jeszcze tyle mógł zagrać wspaniałych rzeczy. Pałkerem był przecież kapitalnym.

Z czego zapamiętam Stopę? Najbardziej z Róbrege, chyba 1987. Pojechałem na nie z paczką kumpli punkowców, wciskając rodzicom niewyobrażalny kit, iż jadę odwiedzić kuzynkę kolegi w Warszawie (rzecz jasna żaden z trzech panów rodziny w stolicy nie posiadał). Ściema, o dziwo!, została połknięta jak szprotka przez pelikana. Stopa grał w Moskwie, która była wtedy moim ukochanym punkowym zespołem. Zagrali kapitalnie. Wtedy też przekonałem się na własnych gnatach, na czym polega punkowe pogo. Szczęśliwie wiotki, lekki i zwinny wówczas niczym tancerz Lesław, nie odniósł widocznych obrażeń na ciele, ergo, po powrocie do rodzinnego miasta, nie musiał odpowiadać na tendencyjne pytania rodzicieli i nie dostał szlabanu na kolejne koncerty.

Stopę wychwalał również pod niebiosa mój muzykujący kolega, który widział go z Armią, gdy ta supportowała Killing Joke w Warszawie. Pamiętam, jak opowiadał mi, że padł na kolana po Armii, ale potem to już niemal walił czołem o ziemię i kręcił z niedowierzaniem makówką, gdy za garami zasiadł Martin Atkins, który ponoć wymiótł tak, że proszę siadać.

Kiedy rozmawiałem kilka lat temu z Tomkiem Budzyńskim, był on w przededniu wydania swojej solowej płyty „Luna”. Ale nie mogłem zapytać, jak się mają sprawy z nowym krążkiem Armii, następcą „Ultima Thule”, który potem otrzymał nazwę „Der Prozess”. Budzy powiedział mi wtedy: „Teraz na perkusji gra z nami nowy człowiek, „Krzyżyk” [Tomasz Krzyżaniak – red.], odkrycie roku. Litza powiedział, że nie wie, kto jest lepszy, Krzyżyk czy Stopa [Piotr Żyżelewicz – red.]. Takie określenie, że ktoś może być lepszy niż Stopa, mówi bardzo wiele”.

Na stronie VooVoo napisano: „Dlaczego „Stopa”? Ponoć to się wzięło z niesamowicie szybkiej gry… Jednak, jego muzykowanie przeszło ewolucję – od punkowych, prostych podziałów do własnego stylu. Na ten styl składały się i elementy etnicznych transów, i jazzowych improwizacji, i awangardowego rocka. I jeszcze coś, co tak bardzo się wyczuwało, a czego nazywać nie trzeba…”.

Wielka strata, wielki żal. Odszedł o wiele za wcześnie.

  1. Brak komentarzy.
  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: