Strona główna > Muzyka, People > Roman Kostrzewski – o polityce i „bara”

Roman Kostrzewski – o polityce i „bara”

Drodzy wizytujący BWM – za okazji zbliżających się dni zdominowanych religijnie, z wrodzonej sobie przekory daję Wam do przestudiowania zapowiedź wywiadu z Romanem Kostrzewskim, legendą polskiego metalu, wokalistą Kata, czołowym satanistą RP (serio, czytałem masę takich określeń podczas researchu, a Roman się na to nie oburza), postacią ciekawą, kontrowersyjną i mającą sporo ciekawego do powiedzenia nie tylko o metalu, swoich tekstach, lecz również o życiu w Polsce.

Rozmowa odbyła się z okazji premiery płyty „Biało – czarna” zespołu Kat & Roman Kostrzewski. Pełny jej zapis pojawi się zapewne już po 25 kwietnia na stronach Muzyka.onet.pl. Mam nadzieję, że poniższe, subiektywnie wybrane wycinki (wersja jeszcze bez jakiejkolwiek edytorskiej ingerencji), zachęcą Was do sięgnięcia po pełny tekst. Jest w tych kawałeczkach niemało spostrzeżeń, z którymi trudno się nie zgodzić, popartych głęboką refleksją. To nie była moja pierwsza rozmowa z Romanem i mam nadzieję, że nie ostatnia.

Czy kiedykolwiek dowiemy się, co mówisz w „Bara”? Jest to przepuszczone przez efekty wokalne i za nic nie da się tego odszyfrować.

[…] Chłopcy się jednak się upierali, żebym tam coś zrobił. Czasu mi brakowało, ale siedziałem dość długo w studiu. W związku z tym wpadłem pomysł, żeby wokal był dodatkowym, jeszcze jednym instrumentem, do tego takim bardzo efekciarskim. Znalazłem sobie małe miejsce w studiu i zacząłem walić w szklaneczki, dzwonki, kieliszki po wódce, i takie różne [śmiech]. Zacząłem walić w nie i wydało to ciekawy sound. W którymś momencie zacząłem sobie śpiewać i nagle zakaszlałem, bo głos nie był odpowiednio przećwiczony. To się zarejestrowało. Powiedziałem sobie: „Kurczę, fajny gryps”. W zasadzie wokal w numerze, to jest właśnie gryps, który starałem się powtórzyć, gdy już się zacząłem bawić, śpiewać z taką charakterystyczną manierą. W efekcie wykrztusiłem z siebie kilka historii i uśmiałem się nieźle. Należy to traktować jako zabawny efekt.

[…]

 

Nie ukrywałeś nigdy, że śledzisz życie polityczne, masz swoich ulubionych polityków. Studiując teksty z „Biało – czarnej” znajdziemy nawiązania do Smoleńska, do Jarosława Kaczyńskiego, PIS-u. Polityka jeszcze ci nie obrzydła? Zwłaszcza, że od dłuższego czasu polega ona w Polsce głównie na kłótniach i obietnicach bez pokrycia?

Twórczość artystyczna jest dobrym miejsce na pokłócenie się albo zwrócenie uwagi na pewne rzeczy. Na przykład w ostatnim utworze wyraźnie wskazuję, że tragedię smoleńską niektórzy traktują jak pewnego rodzaju symbol bohaterstwa, a z drugiej strony można na to popatrzyć jak ja w tekście. Czy nie możemy żyć w kraju, w którym bohaterstwo jest inaczej pojmowane? Jest związane z zaradnością, a jeśli chodzi o polityków, to z umiejętnością bycia koncyliacyjnym. Tworzenia płaszczyzny kłótni lub sporu na wyższym poziomie. Jest stałe zaciemnianie obrazu potrzeb, konieczności zmian, które w konsekwencji spowodowałyby ewentualny powrót młodych ludzi, którzy wcześniej czy później będą nagminnie wyjeżdżać z tego kraju. Bo w tym stanie rzeczy, w takim sposobie rozwoju tego kraju, na za wiele nie ma co liczyć. Jeszcze raz powtarzam, że owszem bardzo zaradnym jednostkom w tym kraju żyje się dobrze. Często zauważam, że w większość środowisk metalowych jest tworzona przez osoby, które radzą sobie, wiedzą, że sami muszą wgryźć się w życie, nie liczą aż tak bardzo na system państwowy. W związku z czym daje się zauważyć ich zaradność. Ale zdarza mi się też zauważyć biedę na co dzień. Najbardziej mi żal dzieci. Rodzice nie mają pracy w związku z tym chleją, a dzieci są puszczone samopas. Wiedza w szkołach jest nazbyt szybka, mało jest powtórzeń, w związku z tym nic nie zostaje w główkach. Ojej, wiele musiałbym mówić na temat tego kraju… Koresponduję z tym, co się tu dzieje, czy na poziomie wielkich mediów, czy w tekstach. Dotykam informacji, wchodzę w to jakoś, później próbuję w werbalny sposób ujawniać to, co myślę, na poziomie uwag wyrażać to w sposób artystyczny.

Ekstremizm religijny w połączeniu z politycznym jest czymś, czego boisz się najbardziej? Bo taki wniosek można wysnuć na podstawie tekstów. Na przykład określenie „pisbollach” ma jednoznaczne skojarzenia.

Tak. Generalnie można tak powiedzieć. PIS nie może jednoznacznie ujawniać się jako agresywna forma organizacji społecznej, która jest przedłużeniem ramienia Kościoła. Która w sposób agresywny próbuje zawłaszczyć rezerwuar wielu sfer życia, a tak naprawdę dotyczących jednostki. Ja rozumiem, że chcemy budować coś takiego, co spowoduje, że będzie więcej miejsc pracy. Zgoda, tego wszyscy chcą. Tutaj jest jakiś konsensus. Ale politycy nie gadają o tym, tylko gadają o krzyżach. Stawiają je, kłócą się, następuje typowe tworzenie się polaryzacji ideowej. Idea w życiu jednostek nie odgrywa wielkiego znaczenia. Jednostka żyje prostymi sprawami. Chce mieć fajną pracę, zarobić, za zarobione pieniążki kupić jedzonko, utrzymać dzieci. A gdy się da, wolny czas spędzić bawiąc się. To jest podstawowa wizja jednostek. Owszem, wybijają się niektóre, które widzą formułę życia szerzej, ale przyznajmy szczerze, podstawowe funkcje związane ze szczęściem jednostek, związane są wyraźnie z egzystencją.

[…]

Reklamy
  1. Brak komentarzy.
  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: