Reflections

Jeśli ktoś w miarę regularnie odwiedza BWM zauważył, że moja przerwa w pisaniu była ostatnio spora. Z powodów, nazwijmy to, wyjazdowo-zawodowo-zabawowych (niekoniecznie w takiej kolejności). Prawie tydzień w stolicy i kilka koncertów, a potem nadganianie zaległości i pisanie różnych rzeczy „na wczoraj”. Po większościowym odkopaniu się, mam nieco czasu dla BWM i kilka refleksji, które mnie naszły. Często zadawałem, i od czasu do czasu wciąż sobie zadaję, pytanie, jak długo moi ulubieni wykonawcy będą występować? Czy legendy hard rocka, heavy metalu i thrashu, z których płytami dorastałem, a dobiegają powoli do 50., a czasami ją przekroczyli, pograją jeszcze trochę, czy niebawem odejdą? Czy powinni wracać? Czy nie lepiej pozostawić po sobie wspomnienia dobrych płyt i koncertów niż szargać w trudzie zdobytą reputację? Nie ukrywam, że częściej na większość z powyższych pytań sam sobie udzielam smucących mnie odpowiedzi negatywnych. Do tego kilka dni temu odszedł na zawsze Scott Columbus z Manowar, do którego zawsze miałem wielki sentyment, nie tylko za grę, lecz również za to, iż wytrzymuje z tym pozerem De Maio.

Chyba wątpiłem za wcześnie. Kiedy Overkill grał w „Stodole” Blitz miał ponad 51 lat. Zbyś Zegler (link do Eklektykona po prawej stronie) dokładnie obliczył ile. Facet śpiewał fenomenalnie, ani jednej lewizny, kondycja rewelacyjna, sylwetka taka, że mógłby spokojnie zagrać w serialu „Słoneczny patrol: 25 lat później”, gdyby takowy kręcili. DD Verni też nie jest już spring cziken, a radę dawał niezgorzej. Kerry King ostatnio mówił, że może nie ma już dziś 25 lat, ale czuje się na pewno na mniej niż ma (a ma 46) i to właśnie dzięki koncertom głównie. Panowie z Metalliki szykują już jakiś projekt, niebawem do nagrań będzie się też zabierać parę innych kapel thrashowych. Accept na żywo wypada świetnie, Lemmy z Motörhead wciąż łoi aż miło, choć na liczniku ma już lat 65, a gdyby liczyć to, co wypił, wypalił i wciągnął, powstałaby spora książka. Za parę miesięcy na Bemowie Iron Maiden poza zaprezentowaniem nowego Eddiego przebiegną pewnie dystans małego maratonu, a Bruce będzie niezmordowanie śpiewał i dyrygował publiką. A może jakiś meczyk jeszcze przed koncertem zaliczą? Warszawscy koledzy żurnaliści ostatnio cięli w nogę z muzykami Baaba Kulka, to może i z Ironami zawalczą?😉 Judas Priest za żadne skarby nie da plamy na swojej pożegnalnej trasie, a jeśli wierzyć Robowi Halfordowi, a jakoś mu wierzę (odsyłam też do wywiadu), bo widział to na żywo, Ozzy od kilkunastu lat nie wyglądał i nie śpiewał lepiej, więc spisywać go na straty nie wolno. Krokus, może mniej znany i legendarny, lecz przezacny zespół, dalej nagrywa przekonujące płyty, zaś Mark Storace niezmiennie śpiewa jakby był młodszym bratem Bona Scotta. Kiss to może bardziej teatr niż zespół, lecz nie da się zaprzeczyć, że swoimi występami w składzie bez Ace’a i Petera potwierdzają klasę światową. Gotowe płyty mają choćby Journey, Yes, Robert Fripp przygotował kolejny projekt, Mötley Crüe jadą w trasę z Poison i New York Dolls (ci ostatni nagrali nowy materiał). Wyliczać, co cieszy, można by długo. Pewnie smutniejsze myśli będą mnie dopadać od czasu do czasu, gdy wydarzy się jakaś tragedia albo ktoś zakończy karierę, ale chyba jeszcze długo czeka mnie obcowanie z płytami i koncertami światowej klasy moich dawnych idoli z dzieciństwa. Niektórzy mnie zawodzili, zawodzą (fatalna ostatnia produkcja Nazareth), ale na szczęście tych przypadków nie ma wiele. Taka chyba natura pewnego typu ludzi, jak jors truli, że czasem miast cieszyć się tym, co jest, myślą o tym, że kiedyś tego nie będzie🙂 Za niedługo zjawią się w Polsce moi kochani Monster Magnet, Kanadyjczycy z NoMeansNo, a kilka dni po nich DRI. Wcześniej Voivod. Będzie na co trwonić pieniądze😉

A Wam zdarza się czasem dumać o tym, kiedy Wasi idole zamilkną, że kiedyś ich już nie będzie? Że nie nagrają płyty, nie pojawią się w filmie, nie pójdziecie na ich koncert, itp?

  1. 10/04/2011 o 1:17 pm

    o widzisz, zarzucam wędkę😉

    • 10/04/2011 o 1:21 pm

      Nie pożałujesz na pewno🙂 Na taką pogodę i do tego dzień żałobny, pozycja wręcz idealna🙂

  2. 10/04/2011 o 12:55 pm

    New York Dolls świetni na nowej płycie, sprawdź koniecznie!

    • 10/04/2011 o 1:05 pm

      Na razie tylko jeden kawałek słyszałem, taki w stylu lat 60. Niespecjalnie mi się podobał. Ale na pewno całą płytę będę chciał przesłuchać. Ja zaś polecam solowy krążek Michaela Monroe z Hanoi Rocks. Na nim koleżka z NYD, Ginger z The Wildhearts i – o ile się nie mylę – Lemmy wśród gości. Rasowy rock and roll!

  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: