Strona główna > Muzyka > Outsiters part 3

Outsiters part 3

Piszę tego posta w drugi dzień świąt, lecz z postanowiłem opublikować w normalny, poświąteczny dzień roboczy. Tak, ze względów oglądalnościowych głównie. Nie, nie mam parcia na to, by „Buszujący…” szalał w zestawieniach, nagrody zdobywał, ścigał się z Kominkiem, czy kilkoma innymi, którzy z blogowania mogą dziś sobie żyć na poziomie dobrze zarabiającego Amerykanina. Mam za to ogromną nadzieję, że post zobaczą ci spośród moich followersów, którzy siedzą w muzyce, interesują się nią, opisują, organizują koncerty. Bo w końcu udało mi się porządnie przesłuchać dwie płyty, które ładnych kilka tygodni temu dotarły do mnie dzięki determinacji samych muzyków – chodzi o krążki Perihellium i Venflon. Obydwie pozycje godne polecenia, a wykonawcy bezsprzecznie godni zaistnienia w szerszym wymiarze na antenie radiowej, telewizyjnej, w sieci i na koncertach.

Zacznę od pochodzącego z Tarnowa Perihellium, bo ich pozycja dotarła do mnie wcześniej. Album nosi tytuł „The War Machines” i wydali go sami muzycy. Nie wiem, czy wysyłali wcześniej materiał do wytwórni, ale jeśli tak, to wstyd, że nikt się nim nie zainteresował i dowód na to, iż dobry gust, wyczucie, chęć wspierania młodych i utalentowanych wśród polskich wydawców nie istnieje. I nie trujcie mi tu znawcy różni, że oni muszą zarobić, a jeśli skalkulują i wyjdzie im, że mogą, to wydają. Terefere. Taki Jacek Lachowicz od kilku lat nagrywa świetne płyty, ale nikt mi nie wmówi, że wydawanie go jest dobrym interesem dla wydawcy. Przykłady można mnożyć. Ale dość dygresji, do których, jak już pewnie zdążyliście zauważyć, mam skłonność. Perihellium to kwartet, który proponuje klimatyczny progresywny metal na bardzo dobrym poziomie. Aura jest mroczna, niepokojąca, złowieszcza momentami. Jeśli miałbym porównać ją z filmami, to wpisałbym niektóre produkcje Darrena Arronofsky’ego, może fragmenty twórczości Lyncha, Finchera. Jest nieco szarego cyberpunkowego chłodu. Płyta jest jak najbardziej z wokalami, i to całkiem niezłymi, należącymi do Marcina Sułka. Wiedziałem, że znam skądś to nazwisko. Po krótkich poszukiwaniach okazało się, że człek śpiewał wcześniej w zespole Brown, który miałem okazję widzieć w Krakowie na koncertach akustycznym i elektrycznym. I zapewniam, że gość na żywo więcej niż daje radę. „The War Machines” jest bardzo dobrze wyprodukowana przez ZED-a w jego olkuskim Zed Studio i można tę płytę bez cienia obciachu puszczać zagranicznym znajomym zakochanym w polskim graniu progresywnym. Album jest ładnie oprawiony graficznie (Maciej Zieliński; przyznaję, że mi nieznany). Stanowi go tylko sześć kompozycji, lecz czas ich trwania to od ponad 7 do ponad 15 minut, więc jest czego słuchać. Zapewniam, że nie ma przerostu formy nad treścią. Jak wiedzą ci, którzy na „Buszującym…” w miarę regularnie goszczą, progrock i progmetal to nie do końca moja bajka i wykonawców z tej półki słucham wybiórczo. Perihellium jest grupą, której płyty posłuchałem naprawdę z przyjemnością i zainteresowaniem. Nie chcę wystawiać jakichś zdecydowanych laurek którejś z piosenek/kompozycji, bo wszystkie prezentują równy poziom, ale najbardziej wciągnęły mnie chyba „Unreality”, „Unnamed Syndrome” i „Sol”. Perihellium działa od 2004 roku, ale debiutancki materiał, „The New Beginning”, ukazał się cztery lata później. Przyznam, nie słyszałem (albo nie jestem tego świadom, że słyszałem, co niestety jest prawdopodobne z powodu zalewu innych tytułów w tym okresie). Fajnie, że ukazał się również poza Polską. Jeśli miałbym coś doradzać muzykom, to przede wszystkim drążyć kanały komunikacyjne poza ojczyzną. Tutaj pozostają Wam zwycięstwa w kolejnych przeglądach, może raz na jakiś czas fajna oferta supportowania kogoś znanego, a jeśli tam Was docenią, może czeka splendor, jaki spotkał niedawno Riverside, a wcześniej Collage. Warto zaryzykować. Łamy „Buszującego…” stoją dla Was otworem, lecz pewnie sami zdajecie sobie sprawę z tego, że moja blogowa siła rażenia nie jest bardzo duża… Szkoda by było, gdybyście za dwa lata powiesili wiosła na kołku „bo nie ma sensu i nikt się nami nie interesuje”. Myślę, że jest możliwe, aby Perihellium obok Riverside, Division By Zero, Disperse, Osada Vida, Proghma-C, i kilku innych artystów, stworzyło silną scenę progową w Polsce. Dla porządku podaję, że Perihellium to: Marcin Sułek (wokal), Gerard Wróbel (gitary, syntezatory, muzyka i teksty), Bartek Błachuta (gitara basowa) i Seweryn Błasiak (perkusja). Więcej o zespole dowiecie się na jego oficjalnej stronie internetowej. Tam także można zamówić „The War Machines”, do czego zachęcam (nie, nie mam procentu od sprzedaży;)).

Równie mocno polecam pozycje z zupełnie innej muzycznej półki. To debiutancki materiał formacji Venflon z Warszawy. Zespół powstał już w 2003 roku, nagrał po drodze różne materiały, by dopiero w kończącym się roku 2010 doczekać się premiery pełnowymiarowej płyty. Dziesięć piosenek świetnie zaśpiewanych po polsku przez więcej niż dobrego wokalistę Maćka Ornocha nagrano w studiu Serakos Magdy i Roberta Srzednieckich. Tym samym, w którym swoje pierwsze materiały rejestrował Riverside, a cały czas robi to z Lunatic Soul Mariusz Duda. Ale Venflon nie ma nic wspólnego z progresywnym ani atmosferycznym rockiem, nastrojowymi klimatami. No dobra, może nie nic, ale bardzo niewiele. Pamiętacie Illusion? Na pewno pamiętacie. Comę każdy chyba zna, a na pewno słyszał o niej. Tool, Biohazard, Pantera – to też  w Polsce nazwy nieobojętne. W muzyce Venflon jest po trochu elementów muzyki wymienionych formacji. Do tego dochodzi dość gruba warstwa garażowego brudu na gitarach. Jak na moje ucho, „wiosłom” przydałoby się nieco więcej mięcha i delikatnego wysunięcia do przodu. Na kolejnej płycie gitary powinny niemiłosiernie świdrować nam uszy. Venflon to mocne łupnięcie, a nie muzyka dla zagubionych dziewczynek wypatrujących rycerza na koniu. Jak napisałem wyżej, piosenki są dobrze zaśpiewane w ojczystym języku, co wcale nie jest sprawą łatwą, a do tego są niegłupie tekstowo. Sporo gorzkiej prawdy o współczesnym życiu wyśpiewuje Ornoch, a najmocniej rzuca się chyba to, co jest w kawałku „Kamienie”. Szkoda, że zarówno Venflon, jak i Perihellium rzadko goszczą w moich stronach, ale jeśli zagoszczą, będę chciał zweryfikować ich formę w bezpośrednim kontakcie. Warszawianie po poszukiwaniach wydawcy, jak mniemam nieudanych, zdecydowali się na udostępnienie płyty za darmo. Można ją ściągnąć z tej strony i gorąco do tego zachęcam. Bezwzględnie warto wspierać takie granie, bo pewnie i tak za kilka lat będzie u nas tak, jak w Anglii, gdzie zwycięzca / zwyciężczyni jakiegoś głupawego telewizyjnego show okupuje wszelakie media do znudzenia i wywołania odruchów wymiotnych. Bardzo chciałbym się pomylić.

Warto pamiętać, że można szukać wsparcia, funduszy na Sell A Band, także w serwisie Kickstarter.com, na którym nie tak dawno pieniążki na swoją kolejną płytę zebrała śliczna Marisa Nadler (tak zachęcała do pomagania jej), promowana w Polsce choćby przez Artura Rojka (jeśli mnie pamięć nie zawodzi, wystąpiła chyba nawet na najwspanialszym festiwalu w Polsce, czyli Off Festivalu). Jest też, dla „mocniejszych” muzyków platforma uruchomiona przez Roadrunner Records (Sign Me To Roadrunner Records), dzięki której można zostać zauważonym przez A & R-ów firmy, a na pewno przez ogromną internetową społeczność fanów muzyki. Zaglądajcie na tę stronę, namawiajcie znajomych, aby na Was głosowali, ale przede wszystkim pracujcie mocno nad tym, by tym z Zachodu rumieńce zazdrości występowały na policzki. Behemoth się udało, Vaderowi się udało, więc czemu Wam miałoby się nie udać? Pozostaje tylko odpowiedź na pytanie, czy jesteście w stanie poświęcić tyle dla muzyki, dla życia z niej, co Nergal z kolegami i Peter? Jeśli tak, to do ataku! Jeśli nie, bawcie się dokąd życie zawodowe i prywatne pozwoli, a potem wspominajcie przy piwku czasy fajnego szaleństwa podczas tras koncertowych i swoje spinaltapowe momenty. Może uzbiera się ich tyle, że będą materiałem na polski odpowiednik filmu Roba Reinera?😉

Kategorie:Muzyka Tags: ,
  1. Brak komentarzy.
  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: