Strona główna > Film, Muzyka > Poza oświetloną sceną

Poza oświetloną sceną

„Behind The Lighted Stage” – kolejny kapitalny dokument muzyczny. Kolejny, pod którym podpisali się Sam Dunn i Scott McFayden („Metal: A Headbagner’s Journey”). Nie napiszę, że widziałem setki muzycznych dokumentów, ale spośród tych, które dane mi było widzieć, to ścisła czołówka. Wymienieni wyżej panowie w piękny sposób, z wyczuciem elegancji, smaku, opowiedzieli o zespole, do którego mam wielką słabość – Rush.

O Rush trochę się nasłuchałem i naczytałem, mam w domowej bibliotece kilka książek Neila Pearta (gorąco polecam „Travelling Music”), dyskografię zespołu znam całą (choć może nie „na blachę”), biografie poszczególnych muzyków w stopniu średnim. Na żywo ich niestety jeszcze nie widziałem, mam więc wciąż jakiś cel w życiu 😉 „Behind The Lighted Stage” to w dużym stopniu gadające głowy, trochę zdjęć koncertowych i muzyki. Ale jakie są to gadające głowy! O ile obecność w filmie Mike’a Portnoya nie dziwi, to Trenta Reznora, Vinniego Paula, Jacka Blacka, Kirka Hammetta, Billy’ego Corgana (nabrałem do faceta wielkiego szacunku po mądrych, wyważonych komentarzach), Taylora Hawkinsa z Foo Fighters i Gene’a Simmonsa z Kiss była dla mnie zaskoczeniem. Poza tym oczywiście mnóstwo ciekawych i również śmiesznych rzeczy mówią Alex, Geddy i również Neil, który z powodu głębokiej nieśmiałości unika bliskich kontaktów z fanami i mediami. Wypowiadają się także sędziwi rodzice muzyków, menedżerowie, producenci.

Dunn i McFayden przepięknie malują portret muzyków, nie zapominając przy tym, że to przecież rockmani, czyli osobnicy o sporym stopniu szaleństwa. Autorzy musieli zdobyć spore zaufanie muzyków i ich rodzin, bo to na pewno dzięki nim mogli włączyć do „Behind The Lighted Stage” mnóstwo zdjęć z dzieciństwa (Geddy wygląda na niektórych jak postać z kreskówek), a także niesamowitych filmów, jak choćby z występu Rush w szkole średniej, jeszcze z nieżyjącym już niestety Johnem Rutseyem na perkusji, czy spotkania rodzinnego w domu Alexa, na którym przyszły idol milionów mówi mamie i tacie, że ma gdzieś uniwersytet, normalną pracę itp. i będzie muzykiem. Powstanie i rozwój Rush pokazano w sposób przemyślany, wciągający. Mógłby z tego być niezły fabularny film kinowy, czy telewizyjny. Przed obejrzeniem „Behind The Lighted Stage” byłem ciekawy, czy zostanie ujęty wątek poprawiania perkusyjnych umiejętności przez Neila. Coś, co mnie zaszokowało i zadziwiło, gdy czytałem „Travelling Music”. Mając lat 39 i status jednego z najlepszych perkusistów na świecie Peart stwierdził, że samo bycie precyzyjnym i pomysłowym mu nie wystarcza. Chciał, aby jego ruchy były bardziej elastyczne, miękkie, efektywne przy wykorzystaniu mniejszej siły uderzenia. W filmie pojawia się ten, który pomógł Kanadyjczykowi stać się jeszcze lepszym – Freddie Gruber. Nie brak też opowieści o momentach zwątpienia i tragediach, które spotkały Neila, jego motocyklowej podróży, dzięki której wrócił do życia i grania.

Nieco ponad godzinę i 45 minut trwa dokument. Im bliżej końca, im opowieść zbliża się co czasów obecnych, zaczynałem chcieć, by się nie kończyła. Aby okazało się, że to reality show, a kamera jest włączona cały czas i będziemy oglądać sceny z codziennego życia muzyków przez cały czas. Rush, na szczęście, w żadne durne reality shows się nie bawi i nie wątpię, że nigdy nie będzie się bawił. Muzycy pokazują, z pomocą reżyserów i opowiadających kolegów po fachu, swoją drogę na szczyt, a także jak wspaniałymi są przyjaciółmi. Znają się na wylot, wiedzą o swoich wadach i zaletach, nauczyli się je tolerować, śmiać z nich. Niezmiennie mają poczucie humoru i wielką radość sprawia im to, co robią. Końcówka filmu, jak już idą napisy, to mistrzostwo świata. Nic więcej nie napiszę 😉 To trzeba obejrzeć. Wciąż marzę, by przyjechali do Polski. Pewien mało klasowy koleś z kasą, który na nieszczęście (moim zdaniem) jest częścią tzw. polskiego show-biznesu, otrzymał kiedyś propozycję zorganizowania koncertu Rush, ale nie skorzystał z niej, bo jego zdaniem za mało sprzedają u nas płyt, by mieć pewność, że taki Spodek się zapełni… No comments. Skutek był taki, że Rush rzecz jasna zagrał w Czechach, rodzimi fani w liczbie kilku tysięcy musieli podróżować za granicę. Obawiam się, że mogą do nas nie przyjechać, lecz przy następnym występie Rush w Czechach już nie odpuszczę. No i będę się uważnie przyglądał osobom wychodzącym z cmentarza żydowskiego w Krakowie, bo spoczywają na nim członkowie rodziny Geddy’ego i ponoć co jakiś czas muzyk wraz z żoną i dziećmi zjawia się w Krakowie. Spotkałem takich, którzy zaklinali się, że go widzieli.

Dodam tylko tyle, że przez weekend obejrzałem dokument dwa razy i ani przez moment nie byłem znudzony. To na pewno ciekawsza opowieść niż „Wall Street 2”, którą zaliczyłem i do której już na pewno nie wrócę. Do „Behind The Lighted Stage” wrócę na bank.

Reklamy
  1. Brak komentarzy.
  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: