Strona główna > Film, Muzyka, People > Wspomnienie (fragment wywiadu)

Wspomnienie (fragment wywiadu)

Dwudniowy odpoczynek od klawiatury skończył się akurat 1 listopada. Zamiast serwowania podniosłych, łzawych tekstów o tych ze świata filmu i muzyki, którzy niedawno odeszli, proponuję coś innego, fajniejszego. O Funky Trip Foundation pisałem dwa razy nie tak dawno temu. Wkrótce po opublikowaniu informacji okazało się, że jest zapotrzebowanie na wywiad z Witem Dzikim, co mnie niezwykle ucieszyło. Wiedziałem zawczasu, że kolega jest znakomitym rozmówcą, poznał kawał świata i ciekawych ludzi, a z racji tej, że jest synem znanej aktorki i znanego reżysera, miał, i ma, nieco inne życie niż większość z nas.  W trakcie rozmowy Wit sporo ciekawych rzeczy mówił o mamie, zmarłej kilka lat temu Darii Trafankowskiej. Parę  fragmentów wywiadu przytaczam poniżej, zapowiadając tym samym rychłą (mam nadzieję) publikację pełnej rozmowy.

 

Jak rodzice reagowali na to, co robiłeś na przykład z Hagalem? Nie wiem, czy twoja mama miała okazję poznać Funky Trip Foundation…

 

Zdążyła. Głównie z kaset, które nagrywaliśmy na koncertach. Zresztą zrobiła nam niezłą robotę promocyjną. Pamiętam, że dałem mamie pierwszą kasetę z naszego pierwszego koncertu promocyjnego z „Piekarni”. Strasznie jej się to spodobało i zaczęła puszczać ją wszystkim znajomym w teatrze. Myślę, że między innymi dzięki temu na drugim koncercie, który swoją drogą był jednym z najpotworniejszych, jakie kiedykolwiek zagrałem, okazało się, iż wszystkie bilety zostały wyprzedane. Przyszło do klubu „Wektor X” strasznie dużo ludzie nie związanych z nami i myślę, że działania mojej matki miały na to wpływ. Aczkolwiek trochę mi wstyd, że nigdy mamy nie zapraszałem na koncerty. Bo oczywiście gnojem byłem i tak mi głupio było. Matka, na koncercie?! Teraz tego trochę żałuję, ale wtedy to była trochę inna bajka. Te koncerty grałem mając lat 20. Byłem za młody, aby docenić to, że rodzice chcą przyjść i się interesują.

Mój ojciec był na jakimś koncercie Funky Trip Foundation, który był tak dramatycznie nagłośniony, że pewnie wolałby się na jego temat nie wypowiadać. Ale jak mu podesłałem płytę, żeby posłuchał, a potem się spotkaliśmy, to powiedział, że fajne, ale żebym nie liczył, iż to się sprzeda, bo na Polskę on tego nie widzi [śmiech]. Z ust mojego ojca usłyszeć taki komplement to jest duża rzecz, bo on bardzo się stara, by zawsze być obiektywnym.

Myślę, że nie ma tragedii i jest dobrze. Mama znała Hagala, do ojca to nigdy nie dotarło. Też jej się spodobało. Moja mama była naprawdę cudowną, wspaniałą, ciepłą kobietą. Powiem szczerze, że większość rzeczy, które robiłem, wcześniej z nią konsultowałem. Coś tam robiłem, przynosiłem i pytałem: „Mamo, jak myślisz, czy to fajne?”. Szczerze mówiła, że jedno jej się podoba, a drugie to już jej się mniej podoba. Dr.no też jej puszczałem. Była bardzo pozytywną osobą, zachęcającą mnie do tego, bym tworzył, bo to, co robiłem uważała za fajne.

 

A gdy prowadziłeś program w telewizji to mama oglądała, a potem mówiła ci, że coś było nie tak albo chwaliła cię, że dobrze wypadłeś?

 

Różnie. Bardziej ganiła mnie za dobór muzyki. Jeśli chciałem coś tam sobie puścić w programach, to mówiła: „Nie, to za mocne. A to mi się podoba”. Tutaj ważny punkt programu – moja mama jest tą osobą, dzięki której zacząłem słuchać ciut mocniejszej muzyki. Pamiętajmy, że jeszcze jako nastolatek z nią mieszkałem. Poznałem kumpla, który był o kilka lat starszy i był metalowcem, więc doszedłem do wniosku, że ja też nim będę. Miałem lat dziewięć, więc proszę mi wybaczyć [śmiech]. Zakupiłem sobie jakieś Tankardy, Slayery, Terrorizery i… Wiesz, byłem dziewięciolatkiem, więc wchodziło mi to o tyle, o ile [śmiech]. Pamiętam, że wtedy mama przyniosła mi kasetę AC/DC „For Those About To Rock”. Posłuchałem tego i tak trochę było mi wstyd, że mi się to podoba. Widziałem to AC/DC, a tam jakiś facet w berecie latał, a potem się okazało, że to Brian Johnson. Głupio mi było tego słuchać, bo wydawało mi się, że to strasznie obciachowe jest. Ale muza podobała mi się potwornie. I to moja mama podrzuciła mi AC/DC, kupowała mi płyty Metalliki, i tak dalej. To nie wzięło się u mnie stąd, że gdzieś tam to sobie wygrzebałem. Później stopniowo zacząłem słuchać coraz mocniejszej muzyki, ale pierwszą prawdziwą miłością było AC/DC.

 

 

Reklamy
  1. Brak komentarzy.
  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: