Strona główna > Muzyka > Rekapitulacija :)

Rekapitulacija :)

Krótką rekapitulację zdarzeń pogrypowych zacznę od wydarzeń koncertowych, w porządku chronologicznym. Najpierw w Krakowie pojawiła się Tarja Turunen, od kilku lat działająca solo, a zanim to nastąpiło, zarabiająca krocie i otaczana niemal boskim kultem w Finlandii i Niemczech. Talent pani doceniałem zawsze, jej muzyka nie trafiała do mnie nigdy. Tak raczej pozostanie. Dobrze jednak, że skorzystałem z okazji, która pojawiła się nieoczekiwanie (dzięki Asiu, od razu podwójne :)) i pofatygowałem się do klubu Studio. Dzięki temu zweryfikowałem swoją niezbyt celną diagnozę na temat Tarji. Sądziłem, że jak niemało artystów, którzy mieli bliższą styczność z muzyką klasyczną, jest wyniosła, zdystansowana. Nic z tego. Kapitalny kontakt z publicznością (ok. 700, 800 osób, co przy niemałej cenie za bilety – 110/120 PLN – należy uznać za dobry wynik), nie schodzący z twarzy uśmiech, no i – male chauvinistish pig zawsze wyjdzie – cieleśnie prezentująca się naprawdę świetnie. Do tego te fajne stroje, które rozszerzały pokaźnie oczy towarzyszącej mi pani. Temperatura występu znakomita, Mike Terrana walił w gary przepotężnie. Widać i słychać było momentalnie, że w Studiu poza mną nie było przypadkowych osób. Ludzie śpiewali z Tarją, darli się wpiekłogłosy, przyjęli Finkę kapitalnie, czego artystka nie omieszkała podkreślić. Koncert ekswokalistki Nightwish był okazją do zapatrzenia się w limitowaną wersję krążka What Lies Beneath. W sklepach jej nie znajdziecie, bo polski dystrybutor – UMP – nie raczył włączyć edycji do katalogu. No comments. Podobne cyrki są z limitem ostatniego Volbeat i ostatniego Killing Joke… Ale o wytwórniach polskich to za bardzo nie chce mi się stukać w poniedziałek, bo ciśnienie by mi skoczyło, głowa rozbolała, a jaki poniedziałek, taki cały tydzień. Przyjdzie czas na pewno na połajanie ich obelżywymi słowy🙂 A propos Tarji jeszcze, polecam rozmowę z wokalistką, którą przeprowadził mój serdeczny kolega Paweł Piotrowicz.

 

Dimmu Borgir chciałem zawsze zobaczyć na żywo, aby przekonać się, czy zamieszanie wokół nich jest uzasadnione oraz podziwiać stada nastoletnich czarnych mew, które tłumnie koncerty Norwegów nawiedzają. Mew przyleciało sporo. Gdyby ułożyć jedną warstwę makijażu ściągniętego ze wszystkich fanek, to miałaby grubość paru metrów🙂 Przemysł kosmetyczny będzie miał się dobrze póki Dimmu gra. Koncert w klubie Kwadrat miał miejsce. Akustycznie mistrzostwo świata. Nie pamiętam, kiedy ostatni raz w Krakowie słyszałem metalowe zespoły brzmiące tak świetnie. Wszystkie bez wyjątku – poza DB także Enslaved i Sahg. Ale Kwadrat minusów ma kilka. Primo, z jakiej racji muszę iść do szatni?! Czemu np. w takiej Stodole, Studiu, LochNess i wielu innych miejscach to ja decyduję, czy chcę, by wierzchnie okrycie prześmierdło mi dymem i potem szalejących fanów, a w Kwadracie decydują za mnie?! Moi warszawscy koledzy, gdybyście chcieli się wybrać na koncercik do Kwadratu, licząc na to, że skosztujecie taniego piwka, to zapomnijcie. Jeśli na przykład marzy Wam się obejrzenie 8 grudnia Laibacha, to przygotujcie się, że za kufelek 0,4 l złotego płynu wybulicie tyle, co w stolycy – 8 zetów. Plusem jest to, że nie dostaniecie takiego sikacza i mózgojeba, jak w większości klubów, a panny i kawalerowie leją po sam brzeg. Co zaś do koncertu DB – wypadli przeciętnie, dość blado. Potwierdziły się opinie tych, którzy widzieli Norwegów wcześniej. Ognia nie ma, magii nie ma. Pańszczyzna dobrze odrobiona i tyle. Daray zaprezentował się świetnie, okładając niemiłosiernie umieszczony na dużym podeście zestaw. Shagrath z kolei sprawiał wrażenie, jakby wyrządzono mu krzywdę wyrywając z objęć hollywoodzkiej żony i każąc jechać na tournée. Niewiarygodne, że po tylu latach grania facet na scenie prezentuje się tak marnie. Wiara oczywiście szalała, piszczała i przyjęła Dimmu więcej niż dobrze. Ale maniakom wiele do szczęścia nie trzeba. Shagrath powinien udać się na lekcje zachowania scenicznego choćby do Grutle z Enslaved. Ten doskonale wiedział, jak dotrzeć do fanów i pozostawić po sobie dobre wrażenie. Galder i Silenoz (z którym miałem przyjemność rozmawiać tydzień przed koncertem) też by mogli udzielić paru wskazówek. Sahg mógł się podobać, choć stylistycznie do zestawu pasował tak sobie.

 

Wczoraj w Rotundzie zakończyła się trasa Sadist, Virgin Snatch, Crionics, Tehace. Frekwencyjnie tak sobie, choć podobno to było nieźle w porównaniu z tym, co działo się w pozostałych miastach. Szkoda. Najwyraźniej ktoś promocję położył. Włosi wypadli nieźle. Wokalista o posturze kojarzącej się z Billym Milano, przemaszerował scenę chyba z 666 razy i darł się niemiłosiernie. VS jak zawsze energetycznie, z kopem. Zaskakująco dobrze, jak na Rotundę, było ich słychać. Towarzysko warto było się do klubu wybrać. Choćby po to, aby z ust Saurona vel Piga vel Świni, a prywatnie Wojtka dowiedzieć się, że za kilka dni podczas koncertu Decapitated ponownie stanie z Voggiem na scenie i zagrowluje w jednym, może dwóch kawałkach. Będzie się działo! Stay tuned! Zwłaszcza, że w z głośników zaczął dobiegać nowy Monster Magnet, a to co słyszę jest po prostu miodzio!!! W przypadku MM nie macie co liczyć na to, że będę się starał być obiektywny😉 Uwielbiam gości pasjami. Toma, błagam Cię, ściągnij ich do Krakowa!🙂 Zawsze to kolejna fajna nazwa w port folio Knock Out Productions😉

 

  1. Brak komentarzy.
  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: