Strona główna > Uncategorized > Selector is… (byle nie widzieć tzw. meczu) :)

Selector is… (byle nie widzieć tzw. meczu) :)

Za eksperta od spraw internetowych-komputerowych, mediów społecznościowych się nie uważam. Ale z Internetu, komputera i social media  całkiem przyzwoicie umiem korzystać. Ignorancja w pewnych sprawach powoduje, że daję się czasem namówić/ nabrać na różne działania. Czasem wychodzi mi to jednak na dobre. Chrome’a używam praktycznie od momentu, w którym się pojawił i w sumie wielkich zastrzeżeń nie mam. Poza tym widzę, że programiści dość szybko wyciągają wnioski i poprawiają pewne niedociągnięcia (kiedyś po wywaleniu się przeglądarki i ponownym uruchomieniu nie było możliwości przywrócenia niespodziewanie zamkniętych kart).

Parę dni temu pojawiła  się możliwość (nie pamiętam już jak) zainstalowania wtyczek/ikonek na górną belkę przeglądarki. Wtyczki/ ikonki są z logo do wybranych przeze mnie tytułów gazet, serwisów internetowych. Po najechaniu na którąś kursorem, w formie nagłówków pojawiają się najnowsze artykuły. Jeśli jakiś czas nie jestem w sieci, po otwarciu Chrome’a na ikonkach mam malutkie, ale widoczne, liczby informujące o nowych tekstach, które w międzyczasie się pojawiły. Za niedługo pewnie (a może już to jest, tylko nie doczytałem?) będę mógł takie informacje otrzymać na komórkę i inne gadżety sprzężone z siecią.

Wtyczek/ikonek wybrałem 10, skonfigurowałem je według zainteresowań. Show-biznes, sport, polityka i Internet dostarczają takiej masy newsów, że mnie to przeraża. Zanim napisałem o płytach z Witching Hour, koncercie Blueneck, miałem przeczytany i przemyślany artykuł o nowej aplikacji do Facebooka, która pozwala śledzić wszelkie akcje, jakie podejmują na FB nasi znajomi. Ale już dziś zobaczyłem info o porwanym dziennikarzu, który jakimś cudem miał dostęp do telefonu i poinformował świat, że żyje na Twitterze. Jeszcze bardziej zaciekawił mnie tekst o sklepie z plikami, który gotuje Google i pewnie niebawem ugotuje ku uciesze muzycznego biznesu, który ponoć ma już dość dominacji iTunesa. Ma to być dostępne głównie w smartphone’ach, które mają system Android. W międzyczasie zmarła mama Whoopi Goldberg, Paris Hilton zdążyła trafić do aresztu, ale właśnie czytam, że wypoczywa z facetem na Hawajach. Barbara Walters po raz pierwszy od dawna pojawiła się przed kamerami, LATimes już zrecenzował nowy Interpol oraz utalentowaną Sarę Bareilles, Oprah Winfrey znów dostała jakąś nagrodę, zabójcy Lennona znowu odmówiono wyjścia na warunkowe (i dobrze), w Pakistanie jakaś bomba wybuchła i zabija sporo ludzi, genialny duński pomocnik Brian Laudrup (oby nasza kadra nadwiślańskiej odmiany piłki kopanej, która nie przyjęła się w Europie, doczekała się kiedyś choćby w połowie tak utalentowanego piłkarza, jak on i/albo jego brat Michael) ma raka…

Łeb może pęknąć od natłoku newsów. Wydaje mi się, że nie handlowiec jest zawodem przyszłości. Zresztą, rynek na pewno w końcu się nimi nasyci, jak marketingowcami. Zaczną pojawiać się oferty za podłe pieniądze lub na nieludzkich warunkach (nie żeby teraz jakieś wspaniałe były), jak w firmach kurierskich na przykład lub ubezpieczeniowych, gdzie zarabia wierchuszka od kierownika w górę, zaś ci na dole mają z tortu niewiele okruchów lub kompletnie nic (akurat jednej takiej firmie dość uważnie się przyjrzałem i wolałbym gary zmywać w najgorszej spelunie w Irlandii niż w coś takiego się „bawić”). Zawodem przyszłości będzie moim zdaniem selektor, odsiewacz, ale nie taki na bramce w klubie z door selection, lecz taki, który z uniwersum informacji będzie umiał szybko wyłowić to, co najwartościowsze. Im szybciej to zrobi, sprawdzi, porówna, przerobi i opublikuje, tym lepiej dla niego i dla serwisu. Dla branży muzycznej to też będzie niezłe wyzwanie. Skauci internetowi, to może być klucz do wyprzedzenia konkurencji, znalezienia czegoś szybciej (już niektórzy tak działają, choć nie jest to powszechne). Aczkolwiek mam wątpliwości, czy wytwórnie długo przetrwają w takim kształcie, jak obecnie. Jeśli postawią na fachowość, jak Roadrunner, Century Media, zgrabnie połączą to z biznesem, to dadzą radę jeszcze długo… A narzędzi po drodze pojawi się pewnie więcej. Zmiany w składzie zespoły wkrótce będą ogłaszać pewnie w formie wideo komunikatów streamowanych w sieci w czasie rzeczywistym z sali prób lub za pomocą nowoczesnej odmiany telefonu, pendrive’a, video drive’a czy jakiejś innej maszynki. Nagranie „na setkę” z próby jakaś aplikacja w ciągu minuty przerobi na coś brzmiącego, jakby Rick Rubin to produkował i od razu stworzy wszystkie dostępne formaty plików multimedialnych.

Ot tak sobie podywagowałem, aby nie kusiło mnie oglądanie najlepiej zarabiających i jednocześnie najbardziej żenujących spośród fachowców, czyli kopaczy naszych. Udało się! Mecz już się skończył, nie widziałem ani minuty 🙂 Lepiej być nie mogło. Nowy Blind Guardian na pewno jest ciekawszy niż tak zwane orły, choć nie jest on zbytnio z mojej bajki. Ale od polskiego futbolu nawet ostatni Sabaton jest lepszy 😉

Reklamy
Kategorie:Uncategorized
  1. Brak komentarzy.
  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: