Strona główna > Muzyka > Ogre się śmieje

Ogre się śmieje

Ogre jest dla Skinny Puppy tym, czym Attila Csihar dla Mayhem, że pozwolę sobie na takie dość karkołomne zestawienie. Różnica polega na tym, że Kanadyjczyk ma o wiele lepsze wsparcie na scenie niż cudownie nawiedzony Madziar.

Wiedziałem, że na pierwszy koncert Skinny Puppy w Polsce, poza takimi wariatami, jak ja, którzy zrobili to, by naocznie się przekonać, czy stopień szaleństwa Ogre’a, czyli Kevina Ogilvie, jest tak wielki, jak pokazują materiały wizualne, pofatygują się wyłącznie maniacy, die-hard fani. Zastanawiałem się, jak wielu ich przybędzie. Przybyło niewielu. Na parkiecie krakowskiej „Rotundy” można by zaparkować kilka średniej wielkości samochodów, a i tak zostałoby sporo miejsca dla publiki. Ale byli na sali ci właściwi, którzy wiedzieli po co i dla kogo przyszli. Reagujący żywiołowo, chłonący z wypiekami na twarzy każdą minutę koncertu, poruszający się niczym w transie do mocnej, miarowej perkusji, zaczarowani scenicznymi szaleństwami Ogre’a i zwariowanymi wizualizacjami. Warto było zobaczyć Skinny Puppy na żywo, choćby po to, aby przekonać się co do kilku kwestii:

  • że można umiejętnie używać wizualizacji i nie zmęczyć widza
  • że Rotunda nie nadaje się do koncertów mocniejszej muzyki, bo akustyka jest tam do niczego
  • że wybitny frontman potrafi utrzymać uwagę fanów bardzo długo; nawet jeśli muzycznie niewiele się dzieje, a jeśli się dzieje, to tego nie słychać
  • że Skinny Puppy zalicza się do tego grona zespołów, na których koncertach średnia wieku przekracza 30 lat

Używam słowa koncert, choć chyba lepiej byłoby, gdybym napisał, że doświadczyłem teatru przy dźwiękach mocnej muzyki, odhumanizowanej, rytmicznej, industrialnej, elektronicznej. Aż do bisów (skromna, lecz głośna publika wybłagała dwa) nie było żadnego kontaktu z fanami. Ogre szalał, cEvin Key i Justin Bennett pracowali przy instrumentach (w tle, za „szafą” schowany był chyba Mark Walk i coś tam dłubał przy „parapetach”). Frontman pojawił się podpierając się na balkoniku, w stroju, który upodabniał go do pokręconej krzyżówki biskupa/papieża, Pinokia, Rumcajsa, zombie i członka Ku Klux Klanu (ten wysoki, szpiczasty kaptur). Nie wiem, jak on wytrzymał w tym na scenie, bo w środku panowała potworna duchota i kilka gwałtownych ruchów wystarczyło, by zalać się potem. Ogre zaś ani przez chwilę nie stał w jednym miejscu. Śpiewał, uprawiał swój szalony taniec, zamykał się w przezroczystej szafie i w niej śpiewał, mając nad sobą kamerę, z której obraz szedł na monitor ustawiony na szafie oraz duży ekran za perkusistą.

Największa wrzawa zrobiła się przy „Pro-Test”. Jeśli w przypadku Skinny Puppy można mówić o przebojach, to jest nim na pewno ten numer. Były też inne numery z „The Greater Wrong…”, „Mythmaker” i trochę z wcześniejszych krążków. Ale nie tytuły mają tu znaczenie. Klimat koncertu był fajny. Byłby pewnie jeszcze fajniejszy, gdyby akustyka była lepsza, a publiczność liczniejsza. Ogre’owi skąpość fanów na parkiecie raczej nie przeszkadzała. Na bisach pojawił się już bez przebrania i parę razy na jego twarzy widać było duży uśmiech. Żegnając się z fanami kilka razy się ukłonił i podziękował za gorące reakcje. Było widać, że mówi serio. Niestety, kilka zdjęć wykonanych aparatem w telefonie niewiele powiedzą tym, którzy wciąż wahają się, czy iść dziś do „Progresji”. Zdecydowanie iść, zwłaszcza że wszyscy mi mówią, iż tam jest dobra akustyka (nie wiem, jak to jest możliwe, ale jeszcze nie byłem tam na koncercie).

Szkoda, że tym razem nie miałem okazji zamienić z Ogre’em choćby paru słów. Udało mi się to kilka lat temu przed premierą „Mythmaker”, płyty, za którą specjalnie nie przepadam. O rozmowę sam zabiegałem i okazało się, że nie będzie z nią żadnych problemów, jeśli tylko ja zadzwonię do artysty. Szczęśliwie w pewnej korporacji mogłem sobie na to pozwolić. Całość wywiadu jest na stronach onetowej muzyki. Poniżej wklejam dla zachęty (?) odpowiedzi Ogre’a na pytanie dotyczące jego relacji z Alem Jourgensenem (1.) oraz o tym, co frontman miał w planach odnośnie koncertów promujących „Mythmakera” (2.):

1. My dwaj jesteśmy jak rodzeństwo. Ja jestem dla niego niczym młodszy brat. Jak to bywa między braćmi, zdarzało nam się kłócić, bić, kochać i nienawidzić. Wiem, że mogę z całą odpowiedzialnością powiedzieć coś takiego za nas obu. Alowi zawdzięczam wiele. Nauczył mnie sporo, a poza tym dzięki niemu miałem możliwość współpracować z Ministry czy Revolting Cocks. Al to człowiek o niesamowitej inteligencji, a przy tym niezwykle uprzejmy i życzliwy. Potrafi także być bardzo agresywny, kiedy jest ku temu odpowiednia pora. Zbliżanie się do jego poziomu zawsze było dla mnie ogromnym wyzwaniem. Nie zamieniłbym tej znajomości na żadne skarby świata.

2. Zastanawiam się, co tym razem byłoby najlepsze do zaprezentowania publiczności. Byłem bardzo zadowolony jak wypadł ten koncert, który jest na DVD, chociaż nie był to występ przed najliczniejszą widownią w trakcie tamtej trasy. Moja radość bierze się stąd, że znów w bardzo dużym stopniu używałem języka ciała, a bardzo mi odpowiada taka forma komunikacji z odbiorcą. Oczywiście było trochę rekwizytów jednak nie aż tak wiele, jak w przypadku wielu koncertów z przeszłości. Bardzo podobał mi się początek występu. Widziałem też całą masę zdjęć, które bardzo przypadły mi do gustu, jak np. stoję sam w różnych pozach, przybierając rozmaite wyrazy twarzy. Coś takiego skłania mnie do położenia większego nacisku na wykorzystanie mowy ciała w trakcie występu. Od dawana jestem wielkim miłośnikiem japońskiego tańca butoh i z niego czerpię inspirację. Nie odważyłbym się powiedzieć, że wiem o nim bardzo dużo, lecz staram się przemycać jego elementy do naszego show.

Reklamy
Kategorie:Muzyka Tagi:
  1. Brak komentarzy.
  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: