Strona główna > Muzyka > Post OFF-ice :)

Post OFF-ice :)

Pierwszy OFF Festival w Katowicach, a drugi w moim życiu, dawno za nami. Mogłem być tylko na dwóch dniach, zabrakło mnie na najważniejszym, niedzielnym, gdy grali Flaming Lips. Czemu mnie zabrakło? Oglądający „American Dad!” i mający już za sobą podwójny odcinek „Stan Of Arabia” muszą pamiętać końcowe słowa Rogera: „What happens in Saudi Arabia, stays in Saudi Arabia” 🙂 (nieświadomi tego, co stracili, niech czym prędzej nadrobią zaległości; nie pożałują). Aż tak hardcorowo, jak uroczy kosmita-alkoholik w tym odcinku nie miałem, ale działo się. Kto ma wiedzieć, to wie. Wr 🙂

Dolina Trzech Stawów miejscem świetnym jest i niech sobie władze Mysłowic plują w brodę, że straciły możliwość podreperowania budżetu dzięki imprezie, o której przez kilka dni mówiła i pisała cała Polska. A jeśli wierzyć Arturowi Rojkowi, a raczej jemu wierzyć można, to i zagranica OFF Festiwal zauważyła. I świetnie. Bo imprezy Rojka mają w sobie mniej zadęcia, mniej jakiejś takiej sztuczności, lukrowatości i nakręcanego histerycznego uwielbienia, jak te odbywające się w Trójmieście i Krakowie (nazwy organizatora nie wymieniam celowo).

Oczywiście standardowo mam zaległości prasowe, a tak się złożyło, że po OFF Festiwalu część z nich postanowiłem nadrobić. Co łapałem za gazetę, to wywiad z Rojkiem. W wielu mówił o tym, że najpierw sam na festiwalach grał z zespołem, potem jeździł podpatrywać inne imprezy, zagraniczne też, by zobaczyć, jak to powinno wyglądać. Podpatrzył i zrobił już dużo dobrego.

Minusem jest wciąż dla mnie niezrozumiałe trzymanie ludzi w specjalnej strefie piwnej. Nie pojmuję, czemu w Czechach można serwować wódkę z rollbaru umieszczonego na płycie w hali (!), zaś u nas na imprezie, na której naprawdę liczy się fajna muzyka, a atmosfera ociera się o genialność, nie można sobie stanąć pod którąś ze scen z piwkiem i obejrzeć koncertu. Dodam, że w Czechach, na wspomnianym koncercie (konkretnie Faith No More) wiary było kilkanaście tysięcy, ścisk na płycie spory, a żadna zadyma nie wybuchła, nic nikomu się nie stało. A Polaków przyjechało mnóstwo. Ochrona OFF-owa  za bardzo dociekliwa i chyba słabo przeszkolona. Jak kolega ma opaskę oznaczającą akredytację medialną, to zapewne przyjechał na OFF do pracy, a nie przemycać butelkę pepsi w plecaku po to, by cisnąć nią w znienawidzonego muzykanta. Nie grało mi coś z nagłośnieniem głównej sceny (Scena mBank) podczas niektórych koncertów (Voo Voo, przykładowo). Gdy stało się blisko coś tam bzyczała gitara, saksofon się przebijał mocniej. Siedząc w namiocie, położonym dość blisko głównej sceny, słychać było znacznie lepiej.

O koncertach szczegółowo się nie wypowiem, bo jechałem jako fan, obejrzeć parę występów, spotkać dobrych znajomych, wypić dobre piwko. Koledzy, którzy byli na służbie (Tomek Doksa z Onetu, Maciek Stankiewicz z Musicnews.pl, Marcin Bąkiewicz z WP) udokumentowali imprezę zawodowo. Ich relacje słowne i fotograficzne są do znalezienia w sieci bez większych problemów. Sezon ogórkowy trwa, więc materiały nie zostały przykryte jakąś grubą warstwą nowości. Jedno jest pewne, jeśli tylko będę żyw i zdrów w 2011 roku na OFF-ie mnie nie zabraknie. Impreza kapitalna, logistycznie obecnie umiejscowiona znacznie lepiej, klimat niezmiennie cudowny, a gwiazdy coraz większe przyjeżdżają. Na Aptece grającej całą „Mendę” miałem lekkie świeczki w oczach, bo pamiętam kapelę Kodyma z trasy promującej ten materiał. Angielski Art Brut doskonały, Tindersticks podobał mi się bardzo, Kim Novak dał radę znacznie lepiej niż kapela taty twórców tej formacji, Mitch And Mitch to w ogóle osobna kategoria – zespół przede wszystkim koncertowy – genialny w takim scenicznym środowisku.

W następnych wejściu trochę o muzie (Loudness, Non Opus Dei, Morowe, Moon, Magnus, Chicago, Wieże Fabryk, Eliza Lumley), filmach (m.in. „Cela 211”, „Unthinkable”, serial „Sons Of Anarchy”),  i menedżerach muzycznych sprzed lat na podstawie książki, którą czytam (biografia Marka Bolana). Last but not east, stopniowo zacznie pojawiać się coraz więcej informacji na temat projektu „Music Master: Chopin”, przy którym działam od kilku miesięcy, i mam nadzieję, że jeszcze trochę podziałam. Wygląda na to, że udało się znaleźć i przekonać do udziału w nim paru fajnych artystów. Cieszy mnie to o tyle, że paru z nich w tym przedsięwzięciu było moim pomysłem 🙂

Advertisements
Kategorie:Muzyka Tagi:
  1. Brak komentarzy.
  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: