Strona główna > Muzyka, People > Ojczyzna amerykańszczyzna

Ojczyzna amerykańszczyzna

„Czy efekt cieplarniany jest często poruszanym problemem w pana kraju?” – tak zaczęło się kilka lat temu, dokładnie 11 marca 2006, moje spotkanie z Laurie Anderson. Doszło do niego we Wrocławiu, na dzień przed występem artystki w Teatrze Polskim z okazji Przeglądu Piosenki Aktorskiej. Nie, tego pytania nie ma w wywiadzie, który spisałem po powrocie do Krakowa i zamieściłem na stronach Muzyka.onet.pl (zapis można przeczytać tutaj).  Nie sądzę, by Laurie wzorem  męża, Lou Reeda, czerpała przyjemność z gnębienia i wprawiania dziennikarzy w zakłopotanie. Ją to naprawdę interesowało, a ja musiałem się solidnie napocić, by w krótkich żołnierskich słowach wyjaśnić artystce, że generalnie o dziurze ozonowej mówi się w Polsce mniej niż o dziurze w budżecie. Robiąc sobie zieloną herbatkę przypatrywała mi się dokładnie, jakby chciała wybadać, czy odpowiadam poważnie i z zaangażowaniem, czy chodzi mi tylko o to, by dała mi święty spokój i zabrała się za to, za co zabrać się powinniśmy. Czas płynął i był ograniczony, a pytań miałem sporo, poszeregowanych (jak chyba nie zdarzyło mi się nigdy wcześniej i później) na zupełnie neutralne, mogące zaskoczyć, zaciekawić i takie, które jeśli miałbym zadać, to w ostatniej minucie rozmowy. Tak, te ostatnie dotyczyły Lou Reeda. Niestety, zabrakło mi czasu. Byłem ostatni w kolejce wywiadowczej przed lunchem, więc…

Dzień później był bajeczny koncert projektu „End Of The Moon”, sala pełna, atmosfera baśniowo-fantastyczna, były akcenty humorystyczne, Lech Janerka na widowni, między innymi… Wspominam to oczywiście z okazji nowego albumu Laurie – „Homeland”, który właśnie ukazał się w Polsce (Warner). Piękna, spokojna, przestrzenna płyta, współprodukowana przez Lou Reeda i Romę Baran. Mnóstwo elektroniki, ale też elementy etniczne rodem z Republiki Tuwy przepięknie wplecione w piosenki. Nawet motyw taneczny się pojawił. Laurie opowiada różne historie o Ameryce, polityczne i bardziej bajkowe, surrealistyczne. Znajomi zawsze się ze mnie śmieją, że tracę czas na oglądanie DVD dodanych do wydań specjalnych. Ale dysk dodany do „Homeland” obejrzeć warto, bo jest tam sporo ciekawostek i zaskakujących wypowiedzi. Reed mówi na przykład, że zwariowałby, gdyby spróbował pracować, jak żona, że nigdy w życiu nie chciałby być jej tour menedżerem ani negocjować z nią czegokolwiek. Ale dodaje zaraz, że „Homeland” to zniewalająco piękna płyta, pełna muzycznych klejnotów, dojrzała, stworzona przez dojrzałą artystkę. Ze 106 utworów (!) wybrała na krążek (przy pomocu Lou) 12. Wybór znakomity, ze wszech miar godny polecenia. Można się przy tej muzyce cudnie rozmarzyć, wyciszyć.

Kategorie:Muzyka, People Tags:
  1. Brak komentarzy.
  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: