Strona główna > Muzyka, People > R.I.P. Andrzej Sawik [‚]

R.I.P. Andrzej Sawik [‚]

Miły wieczór na Kazimierzu, w więcej niż miłym towarzystwie, zimne piwko rozmowy, śmiechy, oglądanie się za laskami, które coraz mniej zaczynają mieć na sobie… Zapowiadało się jako kolejna porcja fajnych wspomnień, które pamięć będzie przechowywała długo. W drodze na zasłużony odpoczynek przeszedłem koło „Alchemii”, a na tablicy z ogłoszeniami zobaczyłem klepsydrę. Przeczytałem i dobry nastrój prysnął w mig. Odszedł Andrzej Sawik, pianista, kompozytor, którego zapamiętam przede wszystkim jako przesympatycznego, skromnego człowieka, z którym niezwykle miło spędzało się czas.

Andrzej miał zaledwie 34 lata. Gdy wizyty na Kazimierzu („Singer”, „Alchemia”, „Osmoza”, „Kolory”, i wiele innych) były pozycją stałą mojego weekendowego kalendarza, miałem okazję poznać Sawika za pośrednictwem znajomych. To było z 8-10 lat temu. Andrzej był niedługo po zakończeniu edukacji muzycznej, zaczynał występować w knajpach, miał plany stworzenia zespołu, nagrania płyty. Spotykaliśmy się z reguły już późną nocą, kiedy obaj byliśmy nieco zmęczeni. Głowy się chybały od piw, ale to nie przeszkadzało w miłej rozmowie, czasami do bladego świtu. Sawik (bo tak na niego wszyscy mówili) nie był z tych, co tylko chleją do spodu, chcą wyrwać laskę na noc, naćpać się, porobić wrażenie wielkiego artysty, co to ma misję, którą jak na złość wszyscy sabotują, dlatego pije, i tak dalej. Jemu zależało na muzyce, miał pomysły, nie miał tylko siły przebicia, asertywności, bezczelności i arogancji, która niejedną miernotę wyniosła na piedestał, albo właściwego menedżera, który wiedziałby do kogo zadzwonić. Andrzej był trochę jak spłoszony podlotek, gdy powie się mu komplement. Słowa pochwały przyjmował z delikatnym uśmiechem, w którym było zarówno podziękowanie, jak i zaskoczenie. Jakby pytał: „Naprawdę wam się podobało?”.

Sawik w knajpach grywał przez lata, miał nawet świetnie ponoć płatną fuchę w Sheratonie. Widziałem go na żywo kilka, jeśli nie kilkanaście razy. W jego muzyce silnie obecny był jazz, improwizacja, ale także inne gatunki. Naprawdę miło się tego słuchało. Jeden z koncertów, który widziałem, Sawik zagrał już chyba z perkusistą Jakubem Rutkowskim, który później stał się częścią Andrzej Sawik Trio (na basie Paweł Kuźmicz). Tria niestety nie zobaczyłem. W czasie, gdy się rozkręcało, miałem dosyć Kazimierza i pojawiałem się tam coraz rzadziej. Redaktorując w Interii i Onecie wrzucałem do bazy koncertowej daty występów Andrzeja, chyba nawet jakiegoś newsika udało się przemycić.

Ucieszyłem się, gdy chłopaki z Tone Industrii wyciągnęli do Sawika rękę i wydali album „Nucleon”, który nagrał z Rutkowskim (wśród gości m.in. Alek Korecki, Dominik Strycharski). Pisząc posta słucham go i cholernie mi smutno, że ten utalentowany i oddany muzyce człowiek nic więcej już nie nagra. Docierały do mnie co jakiś czas wieści, że Andrzej ma problemy zdrowotne, ale nie wiedziałem, jak poważne są i wierzyłem mocno, iż pokona je i wróci do muzyki. Nie wróci. Nowotwór okazał się silniejszy. Mnie pozostaną po nim płyta, wspomnienia z koncertów i rozmów w „Singerze” po paru piwach. Nie wiem Sawik gdzie poszedłeś, ale gdziekolwiek jesteś, załóż tam jakąś fajną kapelę i wymiataj ile wlezie. Gone but not forgotten.

Poczytać o Andrzeju i posłuchać jego muzyki możecie na tej stronie.

  1. george maty
    16/08/2011 o 6:39 pm

    Wonderful music. Wonderful music I found 3 days ago on You Tube fromNucleon. RIP

  2. Sąsiad
    10/02/2011 o 4:52 am

    Poznałem Andrzeja w PSM w NH dawno, bardzo dawno, u schyłku lat 80. lub na samym początku lat 90. mieszkał na osiedlu obok, byłem u niego w domu. Można powiedzieć, że byliśmy sąsiadami. Nawet poszliśmy raz lub dwa do kina.
    Potem wpadłem na niego „Pod Rożą”, chyba u schyłku lat 90.
    Ten sam uroczy, nieśmiały, czysty smile i głowa pełna pomysłów.
    Tacy mądrzy czyści ludzie tak rzadko się rodzą, tak mało dostają od świata a potem odchodzą.

    Dziś sobie o nim przypomniałem myśląc „co u tego chłopaka z sąsiedztwa, dobrze zapowiadającego się jazzującego pianisty”? Wpiszmy do googla.
    No i się dowiedziałem…
    [‚]
    Dziś jakoś sobie o nim przypomniałem

  3. Ruda
    30/06/2010 o 11:52 pm

    Andrzej! Za suite nr 7, plytke „Dark Moon”, za lata wspolnej pracy, za koncerty, usmiech i spedzone razem godziny – dziekuje.

  4. taki jeden z pomarańczowej kropki
    21/06/2010 o 6:43 pm

    Znałem Andrzeja ze szkoły muzycznej w NH, po obronie mojego dyplomu w 1997 kontakt nam się zupełnie urwał… smutno mi, że już nie będzie okazji odświeżyć z nim znajomości, ale na pocieszenie zostaje fakt, że mimo iż dyrekcja wspomnianej szkoły postanowiła mu udowodnić, że pianistą nie będzie, to dopiął swego. RIP, Andrzeju.

  5. 18/06/2010 o 1:11 am

    Cały czas jeszcze mam wrażenie, że zadzwonię do niego, umówimy się na próbę i zagramy Suitę nr 11, której kartki, juz dawno wydrukowane i spięte trzymam w teczce z jego programem….Kiedyś…jeszcze będzie okazja….po tamtej stronie.Trzymaj się Byku…Nigdy o Tobie nie zapomnę…
    Paweł

  6. jitr
    10/06/2010 o 3:19 pm

    [‚]
    Pozostaniesz z nami na zawsze w swoje muzyce…
    R.I.P.

  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: