Strona główna > Muzyka > Chao bez ordo

Chao bez ordo

Maciek Stankiewicz wypunktował wszelkie słabości krakowskiego koncertu Mayhem w tej relacji, więc nie będę się powtarzał. Napiszę tylko coś, co może wydać się trywialne/banalne/dziecinne (niepotrzebne skreślić) – nie ma dla mnie wiele gorszego od udania się na koncert wykonawcy, na którego czekało się długo i przekonanie się, że ma on tak niewiele do pokazania. Niefajne jest też to, gdy po latach wraca sie do dawno niesłuchanej płyty i przekonuje się, że nie działa już tak, jak kiedyś. Jednak sytuacja koncertowa to coś zupełnie innego od siedzenia w domu, słuchawki na uszach, herbatka (lub inny napój) pod ręką, wokół nikt się nie kręci. Szczerze pisząc, gdzieś mam to, że Mayhem świetnie wypadli w W-wie, a potem to mocno uczcili, ergo – nie byli w stanie dać z siebie wiele w Krakowie. Jak wychodzą na scenę oczekuję, że docenią na tyle swoich fanów, by dać swoją sztukę do skonsumowania w możliwie najwyższej jakości. Gdyby nie Attila Csihar, który frontmanem jest genialnym i artystą, który ciągle się rozwija wokalnie i teatralnie, Mayhem byłby dla mnie tego wieczoru na poziomie napalonych młodych blackmetalowców, którzy wysmarują sobie gęby mieszanką kefiru i ziemi spod kwiatków, po czym zejdą do piwnicy pohałasować na instrumentach dla zabawy. A po wszystkim wleją w siebie litr gorzały i wyściskają jakąś czarną mewę, która zobaczy w nich nowe wcielenie pogańskich bożków. Gdyby nie Attila, ludzie mieliby prawo żądać zwrotu pieniędzy.
Nie mogę pojąć, jak to możliwe, że taki zespół nie może znaleźć sensownego następcy Blashpemera?! Ci dwaj nieudacznicy, którzy obecnie szarpią struny, w połączeniu nie mają połowy jego talentu. Lepiej żeby nie grali w takiej konfiguracji, bo tylko psują znakomite wrażenie, jakie ma się po słuchaniu płyt. Wstyd panowie! Na nową płytę podobnie jak Maciek czekam niecierpliwie, bo „Ordo…” uważam za arcydzieło i ciekawy jestem, co będzie po nim. Po koncercie bardzo się boję tego, co usłyszę. To było jedno wielkie chao bez sensownego ordo, przede wszystkim brzmieniowego i bez odpowiedniego zaangażowania towarzyszy Attili.
Powrócę wkrótce, aby podzielić się z Wami wrażeniami po przesłuchaniu paru ciekawych płyt.
Advertisements
Kategorie:Muzyka Tags:
  1. Minus
    04/06/2010 o 6:54 pm

    A w Warszawie było całkiem sympatycznie, o ile można użyć takiego określenia dla szatańskiego misterium;)
    Nie znam się zbyt dobrze na black metalu, ale z tego co wiem to jednym z założeń ileś tam lat temu było że najważniejsze jest napierdalnie, klimat, smród trupa i piwnicy, a niekoniecznie wirtuozerskie umiejętności muzyków i wypasione brzmienia za tysiące dolarów. To wszystko dostałem na gigu w Progresji, złapałem ciarkę jedną lub dwie podczas numerów z Deathcrush i Mysteriis Dom Sathanas. Wyszedłem usatysfakcjonowany. I nawet słychać było nieźle. A triggery jakoś nigdy mi specjalnie nie przeszkadzały w ekstremalnym metalu, zaliczam się raczej do fanów napierdalania a nie audiofili;)))

  2. jabba
    28/05/2010 o 1:53 pm

    Uważam, że obydwoje z Maćkiem macie rację. Po odejściu Blasphemera, który czy się komuś to podoba, czy nie był filarem muzycznym bandu na ostatnich dwóch płytach, ciężko będzie im znaleźć równie charakternego kompozytora. Tych dwóch panów na gitarach uważam tylko i wyłącznie za muzyków sesyjnych, nie wierzę, że są w stanie pociągnąć Mayhem kompozycyjnie na inny, wyższy level. Acz, oczekuję na nowe nagrania niecierpliwie, zdziwiłbym się, gdyby Attila (wszędzie ten Csihar!) podpisał się pod jakimś niewypałem. W tym nadzieja. 🙂

  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: