Strona główna > Muzyka, People > The Last In Line

The Last In Line

Ronnie James Dio nie żyje. Odszedł w wieku 67 lat po przegranej walce z rakiem. Niewielki wzrostem, wielki głosem i osobowością. Z Black Sabbath, Rainbow, Dio nagrał płyty kanoniczne dla klasycznego metalu. Z Elf też stworzył piosenki ciekawe. Był też człowiekiem wrażliwym na krzywdę innych. To on stał w latach 80. za projektem Hear N’Aid, czyli metalowym odpowiednikiem Band Aid, w którym wzięło udział kilkudziesięciu muzyków. Niestety, nigdy nie miałem okazji z nim rozmawiać, ale wiele razy widziałem wywiady z nim. To był normalny, skromny człowiek, twardo chodził po ziemi. Jedna z ostatnich rozmów z nim została opublikowana przez jeden z serwisów niedługo po rzekomo zakończonej sukcesem terapii. Nie wiem, co mam napisać. Szkoda wielka, że odszedł kolejny z wielkich, którzy tak wiele zrobili dla tej muzyki. Obok kilku innych zaraził mnie miłością do niej. Cieszę się, że mogłem zobaczyć go na koncercie z Heaven And Hell w Spodku. W jak wspaniałej był wtedy formie, mimo sześćdziesięciu kilku lat! Występ wyśmienity, z kawałkami klasycznymi dla Black Sabbath. Gdyby tylko frekwencja była większa… Ironia losu, zaledwie kilkanaście dni temu pisałem jego skróconą biografię dla onetowej Muzyki. Napisałem tam: „Ronnie poddał się chemioterapii. Na szczęście nowotwór wykryto na wczesnym stadium rozwoju i rokowania co do leczenia są optymistyczne”. No i po optymizmie, niestety… Odszedł za wcześnie, to na pewno. I drugie na pewno – czeka nas wysyp pośmiertnych płyt  Ronniego, bo pracował niezmordowanie przez lata i piosenek napisał multum. Wierzę, że są wśród nich perełki na miarę kilku znakomitych numerów z płyty Heaven And Hell.

Nie będę rwał szat na wzór niedawnej żałoby narodowej. Wolę pamiętać Ronniego za wielką muzykę, którą stworzył, szczerość w tym, co robił i za poczucie humoru. W filmie „Metal” Dio pokazał się jako zdolny kalamburzysta, który ostrze swoich kalamburów skierował w Gene’a Simmonsa. Ależ on tam z niego szydził! Aż dziw bierze, że filar Kiss, który Kinga Diamonda chciał skarżyć za rzekomy plagiat makijażu, nie zareagował. Sam Dunn (jeden z twórców filmu) miał niezły ubaw. W wywiadzie zawartym w obrazie Dio wyjaśnia też skąd wziął się słynny znak rogów. No i na zawsze pozostanie w mojej pamięci analogowe wydanie „Last In Line” produkcji firmy Balkanton (o ile pamięć mnie nie zawodzi, co do nazwy), należące do mojego kumpla. Słuchaliśmy tego krążka do granic używalności (przekroczona rzecz jasna została), a gdy u fąfla starych nie było i chata była wolna, to z towarzyszeniem kilku zup chmielowych. Darliśmy gęby niemiłosiernie przy „Evil Eyes” i „One Night In The City”, szczęśliwie milicja była zbyt zblazowana, aby reagować na takie zakłócenia porządku. U boku Ronniego wspaniałą karierę rozwinął Vivian Campbell (później Def Leppard, obecnie także tak zwane Thin Lizzy), także Jimmy Bain, Craig Goldy i masa innych. Do „Dream Evil” „konsumowałem” każdą jego płytę, choć stopniowo były coraz słabsze. Ale poniżej pewnego poziomu nie schodziły. A jego wokal nie zawodził nigdy! Horns up Ronnie! Wherever You are!

Reklamy
Kategorie:Muzyka, People Tagi:
  1. Brak komentarzy.
  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: