Strona główna > Muzyka > Diamenty ze szlifem lekko cynicznym

Diamenty ze szlifem lekko cynicznym

Łamię tygodniowy cykl publikacji postów, ponieważ pojawiło się kilka płyt, które zrobiły na mnie potężne wrażenie/ zapowiada się, że zagoszczą w odtwarzaczu na dłużej. Jako pierwsza zmiotła mnie z powierzchni ziemi „Diamond Eyes” Deftones. Brzmienie, jakie wykręcił panom z Sacramento Nick Raskulinecz jest po prostu niesamowite. Oszlifował tych 11 diamentów niczym wybitny jubiler z Amsterdamu.

Podziwiam Deftones za to, że byli w stanie pozbierać się po tragedii Chi Chenga, byli lojalni wobec przyjaciela i nagrany z nim materiał odłożyli na półkę, zaś aby wywiązać się z umowy z niewrażliwym na nieszczęścia, lecz wielce wrażliwym na brak możliwości wyssania gotówki i soków twórczych koncernem płytowym, zaprosili do wspólnych nagrań Sergia Vegę. Z nim zarejestrowano 11 piosenek na „Diamond Eyes”, z których każda jest co najmniej bardzo dobra, zaś większość kapitalna. Pomimo tragedii Chi rozpacz i smutek nie wylewają się wodospadowo z każdej nuty. Przyznam, że było to dla mnie zaskoczenie i też popełniłem grzech myślenia o albumie możliwie najprostszym torem oraz grzech zaniedbania, bo Chino mówił nie raz, że nie interesuje go śpiewanie o problemach ludzi, lecz malowanie obrazów słowami. Deftones na „Saturday Night Wrist” pokazali jasno, że interesuje ich coś więcej, że zamierzają szukać, eksperymentować. I niech to robią. Więcej o „Diamond Eyes” w recenzji, która znajduje się na tej stronie.

Po raz pierwszy miałem dziś okazję usłyszeć EP-kę Cynic „Re-Traced”. Jestem zupełnie nieobiektywny i bezkrytyczny, jeśli chodzi o ten zespół, zwłaszcza po świetnym koncercie na Knock Out Festivalu w 2009 roku i pogawędce z Paulem Masvidalem i Seanem Reinertem. Mnie nie przeszkadza, że dość mocno odchodzą od metalu w stronę psychodelicznego rocka, fusion, z dodatkiem kosmicznego klimatu i ilustracyjnej przestrzeni. Powrotny materiał „Traced In Air” na pewno nie był tak przełomowy, jak „Focus”, ale wielce przypadł mi do gustu.

„Re-Traced” to inne spojrzenie na cztery piosenki z tego krążka plus jedna nowa kompozycja „Wheels Within Wheels”. Dużo tu elektroniki, studyjnych czarów, klimatów bardziej ambientowych niż metalowych. Trzeba mieć odwagę, by coś takiego nagrać. Ale wydaje mi się, że ci, którzy kupili „Traced…”, nie będą mieli problemów z zaakceptowaniem „Re-Traced”. Piosenki nagrali ci sami muzycy, którzy pojawili się na Knock Out Festivalu: Paul Masvidal, Sean Reinert, Tymon Kruidenier i Robin Zielhorst. W innych wersjach zaproponowali: „The Space For This”, „Evolutionary Sleeper”, „Integral Birth” i „King Of Those Who Know”.

Za kilka dni więcej o płytach: Roberta Gawlińskiego, Godsmack, Klone, Mike’a Pattona, Steve’a Hacketta, Exodus. Nie wykluczam również jakichś niespodzianek z ostatniej chwili😉

Kategorie:Muzyka Tags: ,
  1. Brak komentarzy.
  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: