Strona główna > Uncategorized > Alicja znowu tu mieszka!

Alicja znowu tu mieszka!

aicPrzyznam szczerze, że nie za bardzo wierzyłem, iż Alice In Chains po kilkunastu latach przerwy i bez Layne’a Staleya mogą stworzyć coś dobrego w studiu. Owszem, William DuVall na koncercie w Spodku udowodnił, że potrafi doskonale naśladować swojego charyzmatycznego poprzednika, niestety mającego problemy z poskładaniem życia do kupy. Ból egzystencjalny Layne wyśpiewywał tak przekonująco, że trudno było nie odnieść wrażenia, iż śpiewał o sobie. Niestety, okazało się, że tak właśnie było, a jego tragiczna śmierć w samotności zszokowała każdego. „Black Gives Way To Blue” to jednak nie prosty recykling pomysłów sprzed lat. To nowe, współczesne oblicze Alicji W Okowach, nad którym niezwykle wyraźnie unosi się duch dawnych czasów ze Staleyem. Przytłaczające, nawiedzone, kręcące, transowe riffy Cantrella robią wrażenie. DuVall dziś już stara się być sobą a nie tylko zdolnym imitatorem. Aczkolwiek na płycie nie ma za wiele jego solowych popisów wokalnych. Rządzi Jerry, masa jest tych charakterystycznych dla AIC chórków. Kilka kompozycji jest po prostu powalających, choćby singlowy „Check My Brain”, akustyczny i balladowy „When The Sun Rose Again”, kontrastujący z nim masywnie ciężki „Acid Bubble”. Napisana w hołdzie Layne’owi tytułowa, delikatna kompozycja nieźle się broni, a gościnnie na fortepianie zagrał w niej Elton John. Z muzyki bije smutek, co nie dziwi, bo część numerów dotyczy Staleya. Całość kapitalnie brzmi, za co należą się brawa Nickowi Raskulineczowi (Foo Fighters, Rush) oraz innemu specowi, odpowiedzialnemu za miksy Terry’emu Date’owi (Pantera, Soundgarden). Jest w tej muzyce świeżość, szczerość, nie ma odcinania kuponów celem wyciągnięcia kilku dolców z kieszeni co bardziej nostalgicznych fanów. To celebracja wspaniałej przeszłości i zarazem prezentacja tego, co Alicja ma do zaproponowania w XXI wieku, po kilkunastoletnim niebycie. Okazuje się, że ma niemało, co dla mnie jest sporym, lecz niezwykle miłym zaskoczeniem, bo AIC obok Soundgarden był moim ulubionym zespołem ery grunge.

Fajnie, że Alicja znów jest z nami, opowiada nam o życiu w stylu, który tak bardzo polubiliśmy przed laty. Chwilami porusza się niczym na ciężkim kacu, przytłoczona trudami życia, snuje się niczym w narkotycznej chmurze, a momentami jest łagodna, sielska, z delikatnym uśmiechem. I zawsze z tym cieniem smutku, który tak bardzo lubimy. Layne, gdziekolwiek jest, z pewnością się cieszy.

black_riverTrwa mierzenie się z kolejną, tym razem polską produkcją. Black River powrócił z drugim wydawnictwem, adekwatnie zatytułowanym „Black’N’Roll”, choć po dwóch przesłuchaniach jak dla mnie jest tu więcej „roll” niż „black”. Dobrze, że taki zespół powstał u nas, że gra taką fajną, bezpretensjonalną muzę, nie wycyzelowaną w studiu, lecz nagraną szybko, od serca, w wesołej atmosferze. Żeby tylko kwintet mógł częściej koncertować… Cieszmy się jednak, że nie jest to efemeryda, lecz zespół, który nagrywa i mimo wszystko od czasu do czasu zagra parę „sztuk”, bo Orion i Daray mają sporo do roboty z Behemoth i Dimmu Borgir. „Black’N’Roll” porusza się w tej samej stylistyce, co debiut, jest dużo energetycznych, rytmicznych rockowych numerów z brudnym brzmieniem, takim stonerowo-sludge’owym trochę. Zabawna jest krzyżówka „God Save The Queen” z „Jumping Jack Flash”, póki co zapadły mi w pamięć również „Too Far Away”, „Morphine” i „Like A Bitch”. Rokowania są niezłe, zaś pełna diagnoza powinna być znana najdalej w niedzielę.

  1. Brak komentarzy.
  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: