Strona główna > Muzyka, People > Gitara, ognisko – tu leją się po pyskach

Gitara, ognisko – tu leją się po pyskach

knzKazik Na Żywo nie miał litości nie tylko dla skurwysynów. Nie miał jej dla nikogo. W rocznicę ataku na WTC nastąpił zmasowany atak formacji Staszewskiego na narządy słuchu fanów w klubie Studio, wypełnionym po brzegi. Udany, bardzo udany był to atak. Gitary młóciły aż miło, ogień był niesamowity i na szczęście wbrew tytułowi posta, zaczerpniętemu z piosenki KNŻ, po pyskach nikt się nie lał. Biletów brakło, ludziska pytały o możliwość zakupu wejściówek kogo się dało, łazili z kartkami „kupię bilet”. Wjazd w dniu imprezy kosztował 40 złotych. Słyszałem, że najbardziej zagorzali dali za bilet 100 zetów. Z pewnością tych pieniędzy nie uważają za wyrzucone.

Trochę dziwnie się czułem, bo z jednej strony wielce młode dzierlatki, którym nie tak dawno zaokrągliło się to i owo (nie powiem, żebym parę razy nie skręcił mocno głowy za kilkoma; niestety bez wzajemnego skręcenia główki z dzierlatki strony w moim kierunku), z drugiej całkiem niemało fanów starszych ode mnie i nawet od Kazika. Raczej spodziewałem się głównie młodej widowni. Ale to dobrze, że KNŻ przyciąga zgredów i małolatów. Jeszcze lepiej, że na scenie prezentuje się znakomicie, gra z takim ogniem i pasją, jak naście lat temu. Moc porażająca. Wszystko selektywnie, ostro i mięsiście brzmiało. Wiara szalała, ale jak tu nie szaleć, gdy KNŻ gra choćby takie numery, jak „Legenda ludowa”, „Las Maquinas de la Muerte”, „Przy słowie”, „Artyści” („Wszyscy artyści to psiekrwie”, jak zapowiedział Kazik), „Nie ma litości”, zagrana ultraszybko „Kalifornia ponad wszystko”, bardzo ostry, thrashowy „Konsument”, „Spalam się „, „W południe”, „Get Up, Stand Up” Boba Marleya, „Odpad atomowy”, czy „Balladę o kobiecie żołnierza”. Było tego więcej. Apogeum szaleństwa nastąpiło przy „Tacie dilera”. Skakali muzycy i cała sala, wykrzykując refren kawałka.

Serce radowało się, gdy patrzyło się na Litzę znów łojącego ostro na gitarze i kręcącego wiatraki swoimi dreadami. Radował się sam Litza, na którego twarzy parę razy dostrzegłem szeroki, szczery uśmiech. Najwyraźniej stęskniło się chłopisko za rockową, niekoniecznie katolicką publiką.

Kapitalny koncert, po prostu. Tylko niech nie skończy się na „sztukach” wiosennych i jesiennych. Przydałaby się kolejna płyta KNŻ, bo w Polsce dobrego czadowego rocka jest jak na lekarstwo.

Reklamy
Kategorie:Muzyka, People Tagi:
  1. Brak komentarzy.
  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: