Strona główna > Muzyka, Show-biznes > More Faith No More/Praga, Tesla Arena, 17.08.2009

More Faith No More/Praga, Tesla Arena, 17.08.2009

fnm17 sierpnia 2009 w Pradze widziałem jeden z najlepszych koncertów w moim życiu. Do tego w pięknym mieście, pogoda również była piękna, piwo wyśmienite, publika reagująca bardzo żywo, czego w Pradze do tego stopnia bym się nie spodziewał. Nie żebym miał coś przeciwko braciom Czechom, ale podczas wcześniejszych wizyt koncertowych w tym magicznym mieście miałem wrażenie, że są oni już znudzeni, zblazowani tym, że każda wielka gwiazda przybywa do stolicy Czech i oglądali występy z dość dużym spokojem i rezerwą, a szaleństwo było udziałem legii cudzoziemskich fanów z Polakami na czele. Z Faith No More było inaczej. Polaków nie było znowuż aż tak dużo w Tesla Arena (na oko mieszczącej jakieś 8-10 tys. ludzi), a przyjęcie zgotowano grupie naprawdę gorące z owacją na stojąco włącznie. Faith No More na takowe w 100 procentach zasłużyli.

Chyba każdy zdaje sobie sprawę, że wrócili dla kasy, i to niemałej, ale widać było wyraźnie, że znakomicie się ze sobą bawią, że jest między nimi chemia (której nie było np. w The Police), co dobrze wróży a propos ewentualnego nowego albumu studyjnego. Gdyby tak miał wyglądać każdy powrót za pieniądze, to chętnie sporządzę listę zespołów, na których reunion czekam.

Patton szalał na scenie, biegał, skakał, darł się na różne sposoby, Bill Gould podskakiwał ze swoim basem niczym małe dziecko, cieszące się nową zabawką, Bordin ładował niemiłosiernie w swoje bębny. Jedynie Jon Hudson zachowywał się z rezerwą, ale swoje partie odegrał bezbłędnie. Koncert bardzo dobrze brzmiał, energia promieniowała ze sceny na ludzi z każdą kolejną piosenką, z coraz większą siłą. Wielkich niespodzianek być nie mogło, bo trasa FNM jest dokładnie monitorowana przez fanów, setlisty pojawiają się kilka godzin po występie, a na YouTube równie szybko można sobie obejrzeć pliki wideo z fragmentami koncertów. Był więc i fragment „Poker Face” Lady GaGa, i zaczynające ten magiczny wieczór balladowe „Reunited”, w którym wokalnie wspomógł Mike’a (całkiem udanie) Roddy Bottum. Znakomicie, bardzo energetycznie wypadły „From Out Of Nowhere”, „Midlife Crisis” (omal z butów nie wyskoczyłem), „Last Cup Of Sorrow”, „Epic”. Ostudzenie wysokiej temperatury nastąpiło przy „Evidence”, odśpiewanym chóralnie przez ludzi „Easy”. I jeszcze Vangelisowskie „Rydwany ognia” połączone ze „Stripsearch”… Coś kapitalnego.

Nie znajduję słabego punktu tego występu. Oczywiście, zabrakło kilku piosenek, które bardzo chciałem usłyszeć, choćby „Falling To Pieces”, „We Care A Lot”, ale nie można mieć wszystkiego. Około dwie godziny, dwa bisy – taki jest bilans tej wspaniałej muzycznej uczty, w bardzo skromnej oprawie scenicznej. Jej rozdziały, mam nadzieję, że w miarę dokładnie, zamieszczam poniżej. FNM pokazali, że nie trzeba tysiąca „bajerów”, by koncert zachwycił widownię. Trzeba cieszyć się tym, co się robi, wkładać do energię, klasę wykonania, promieniować tym wszystkim na fanów, zaś oni odwzajemnią się zdzierając gardła, wylewając hektolitry potu, by po wszystkim z uśmiechem na ustach i radością w duchu udać się na kufel znamienitego krushovickiego, budweisera, czy innego nektaru (w Pradze wybór jest przeogromny w tej kwestii). Utkwiło mi w pamięci żartobliwe zdanie Pattona przed jednym z bisów: „Najwyraźniej dziś w nocy nie dzieje się w Pradze nic ciekawego, co? No cóż, zawsze to jakiś plus dla nas”. Faktycznie, działo się niewiele, sądząc po intensywnym spacerze przez całe miasto, lecz za kilka dni pojawią się tam Jerry Lee Lewis, Leonard Cohen, Radiohead i paru innych wielkich. Tam to można zwariować od ilości imprez…

Niepotrzebny był support – Firewater. Wprawdzie nie wygwizdano ich, nie obrzucono, ale wokół mnie wiele osób było wyraźnie zdegustowanych ich twórczością (mocno biesiadny rock z silnym wkładem ska i folkowymi wtrętami z różnych stron; w składzie był puzonista), dość monotonną, nie ma co ukrywać. Przynajmniej mogą sobie zapisać w CV, że grali przed Faith No More, a to nie byle co. Zresztą, Mike Patton podziękował im za występ w ciepłych słowach w czasie koncertu FNM, zaskakując pewnie nie tylko mnie. Facet to zakręcony jak chiński termos, ale umie zachować się z klasą. Chylę czoła. I niech second coming Faith No More przerodzi się w powrót na stałe!

FNM zagrali:

Reunited (cover Peaches & Herb)

From Out Of Nowhere

Land Of Sunshine

Caffeine

Evidence

Surprise! You’re Dead!

Last Cup Of Sorrow

Intro: Poker Face (Lady Gaga) Chinese Arithmetic

Easy

Midlife Crisis

Epic

RV

The Gentle Art Of Making Enemies

King For A Day

Ashes To Ashes

Be Aggressive

Just A Man

Bis 1:

Chariots Of Fire/Stripsearch

Digging The Grave

Bis 2:

Pristina

Kategorie:Muzyka, Show-biznes Tags:
  1. PavliKovalcenko
  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: