Strona główna > Muzyka > Cud-Off-nie

Cud-Off-nie

offTak się do tej pory niefartownie składało, że nie było mi dane być na mysłowickim Off Festivalu, organizowanym przez Artura Rojka. Dziś, po tym, jak zjawiłem się po raz pierwszy na imprezie, jej drugim dniu, pisząc dokładniej, strasznie żałuję, iż nie było mi dane doświadczyć któregoś z koncertów z poprzednich edycji. Ale lepiej późno niż wcale. No i wiem już, że muszę wpisać na dobre tę imprezę do swojego kalendarza. Świetne miejsce, kapitalna atmosfera, profesjonalna organizacja, niezapomniane koncerty, uśmiechnięte twarze ludzi, żadnych zadym, pijatyk. Oczywiście, gdy są cztery sceny nie sposób obejrzeć wszystkiego, ale i tak nie mam na co narzekać. 7 sierpnia doświadczyłem hałaśliwego szaleństwa amerykańskiego The Health i ich rodaków z Fucked Up. Wokalista drugiego z zespołów – potężne chłopisko o posturze i fizjonomii, kojarzącej się z harleyowcem, zrobił coś, czego nie mogę sobie przypomnieć ze swoich licznych wizyt koncertowych – cały czas stał przy barierce oddzielającej go od fanów, a nierzadko znajdował się wśród nich. Żywioł nieziemski. Na długo zapamiętam koncert Lecha Janerki, który zagrał całą „Historię podwodną”, poprzedzoną „Śmielej”. Legenda polskiej muzyki nigdy nie zawodzi i teraz było podobnie. W składzie na klawiszach pojawił się nie byle kto, bo Wojciech Konikiewicz. I ta zapowiedź mistrza przed „Śmielej”, że postanowili zagrać coś więcej, bo „Historia…” trwa tylko 35 minut i gdyby zdecydowali się zagrać tylko album „troszeczkę pachniałoby lipą”. Cudownie zabrzmieli i zagrali Spiritualized. Przyznaję, że twórczość tego zespołu nie była mi bliska, ale wiem, iż będzie trzeba nadrobić braki. Akurat takie luki w wykształceniu uzupełnia się z wielką przyjemnością.

Hitem dnia ze względu na charakter koncertu był izraelski Monotonix. To trio, którego członkowie wyglądają, jakby urwali się z planu „Easy Ridera” albo z Woodstock. Koncert w ramach sceny Miastomuzyki.pl wywołał na twarzach wszystkich zgromadzonych na piaszczystej nawierzchni wyraz zdziwienia pomieszanego z niedowierzaniem. No bo wyobraźcie sobie, że muzycy są ulokowani wśród ludzi, instrumenty również. Wokalista w samych kąpielówkach śpiewa stojąc na perkusji albo płynąc na rękach fanów. W powietrzu co jakiś czas pojawia się talerz czy stołek perkusisty. Tłum się przemieszcza, faluje, a oni grają, cały czas grają! W takich okolicznościach ciężko oczekiwać fajerwerków wykonawczych i wokal czasami jechał „po lewych”, ale zabawa była nieprawdopodobna. Frontman ze swoimi śmiesznymi uwagami miał w tym swój wielki udział. Jarek Szubrycht, który odpowiadał za scenę Miasta, mówił nam po koncercie, że zarówno on, jak i Artur Rojek, byli zachwyceni tym, co się działo, ale mieli poważne obawy czy nie dojdzie do jakichś urazów. Na szczęście nie doszło, a występ Monotonix zapamiętam na długo. Co grali? Z Maćkiem Stankiewiczem i Arkiem Młyńcem z Foreshadow byliśmy dość zgodni, że słychać w tym echa Kyuss, Nebula, wczesnego QOTSA. Ciekawi mnie teraz, jak Monotonix wypada bez tego ludycznego show z bezpośrednim wpływem publiki na zespół. Czy w ogóle jest możliwy taki koncert w ich wydaniu?

Tuż przed wyjściem na Scenie Leśnej udało nam się zobaczyć fragment koncertu Armii. Moc była tak wielka, że Budzy i spółka zawstydziliby niejeden zespół na Metalmanii. Nie wiem tylko, czemu Armia wystąpiła tak późno. W końcu renomę zespół ma niepodważalną. Poza tym hałas, jaki wyprodukowali na pewno nie przypadł do gustu okolicznym mieszkańcom. Jakoś nie wierzę, że każdy z nich jest fanem takiego grania. Ale to tylko dygresja, absolutnie nie mająca wpływu na bardzo wysoką ocenę całości.

Off Festival to skarb narodowy, nie przesadzam. Warto dołożyć wszelkich starań, aby pomagać Arturowi Rojkowi w promowaniu czegoś, czego nie usłyszy się w radiu, w muzycznym edukowaniu polskich fanów, w otwieraniu ich umysłów na bardzo zróżnicowane dźwięki. Sam pojechałem do Mysłowic po naukę i wcale się tego nie wstydzę. Nauczyłem się całkiem sporo, a dziś, za kilka godzin, lekcja kolejna. Czekam na nią z niecierpliwością. Słuchając nieOffowego Arch Enemy i „The Root Of All Evil”. Ale to z powodu wywiadu z Mikiem Amottem, na który również czekam, bo to kapitalny muzyk i fantastyczny człowiek.

Advertisements
  1. Brak komentarzy.
  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: