Strona główna > Muzyka, People, Show-biznes > Kosher zombies & Kiss ;-))

Kosher zombies & Kiss ;-))

billl_maherNieposiadanie kablówki bywa błogosławieństwem. Pozwala oszczędzić trochę czasu, którego i tak wszyscy mamy za mało, rzucić się w wir dokańczania rzeczy zaczętych, które powinny być zrobione na przedwczoraj, i tak dalej. Niestety, czasami brak wyboru programów poza standardowymi kilkoma, uniemożliwia poznanie ciekawych osobowości. Ale od czego ma się życzliwych znajomych, którzy zasugerują „Obejrzyj to”, „Posłuchaj tego”? Szczęśliwie mam kilku, a jeden z nich zwrócił moją uwagę na „Religulous”, dokument z Billem Maherem w roli narratora. Jeśli tytuł kojarzy Wam się z połączeniem „religious” i „ridiculous” to dobrze Wam się kojarzy. Szybki research uświadomił mi, kto zacz ten Maher. I okazało się, że to wybitna postać telewizyjna w USA, ceniony stand up comedian (choć nie na poziomie nieodżałowanego George’a Carlina), zdobywca Emmy i… zaciekły krytyk religii wszelakich. „Religulous” to taka bardziej subtelna wersja „Borata”, poświęcona obnażaniu słabości religii. Bill jeździ po świecie, rozmawia z różnymi ludźmi – kaznodziejami, naukowcami, politykami, zaciekle wierzącymi tirowcami, właścicielami sklepów z dewocjonaliami, i całą masą innych. Jest nawet ortodoksyjny żyd, który kwestionuje istnienie Izraela i ściskał się z Ahmadineżadem!

Maher zadaje mnóstwo pytań, co do słowa zapisanego w świętych księgach. Ale przede wszystkim ma wątpliwości i namawia wszystkich, aby również je mieli, aby zadawali pytania zamiast ślepo podążać za konkretną doktryną. Zadawanie pytań, wieczne poszukiwanie, to jedne z oznak inteligencji. Tak mi tłumaczono na jednych z wykładów i podpisuje się pod tym do dziś. Podejście Mahera wolę od targania Biblii czy zdjęcia papieża pod publikę. Szanuje zdanie i wierzenia innych, ale po prostu się z nimi nie zgadza w imię danej mu inteligencji, wolności i wolnej woli. Niejednego rozmówcę postawił w nie najlepszym świetle, a na jednego z większych kretynów wyszedł senator USA. Z jajem podszedł też do własnych doświadczeń religijnych w rozmowie ze swoją sędziwą mamą. Wychowany przez ojca gorliwego katolika i matkę żydówkę od początku miał religijne rozdwojenie jaźni, które potem zaowocowało zerwaniem z wszelaką zorganizowaną wiarą. Ogląda się świetnie. Jest zabawnie (greps „Kosher Zombies” rozłożył mnie na łopatki), dowcipnie, inteligentnie. Znamienne – film zaczyna się od piosenki „The Seeker” The Who, zaś kończy „Road To Nowhere” Talking Heads…

Kissology_Volume_2_CoverMoja przygoda z biografią (świetną!) Boba Dylana powoli zmierza ku końcowi. Trochę to trwało, ale wolałem czytać dłużej niż zwykle, aby jak najwięcej zostało mi głowie. Minąłem właśnie okres nawrócenia religijnego Mr. Zimmermana, który zaowocował kilkoma płytami i… spadkiem popularności. Dość drastycznym. Rockowa publiczność Boba w latach 70. nie za bardzo akceptowała przemowy artysty o Bogu i jego czynach. I nierzadko dawała temu wyraz, czasami w niewybredny sposób. Dylan pewnego dnia, będąc mocno podirytowanym brakiem akceptacji dla jego nowego ideologicznego wizerunku, powiedział jednemu z dziennikarzy, że jeśli dzieciaki chcą zobaczyć rockowy koncert, nie idą obejrzeć Kiss. Tak się akurat składa, że drugi fragment (trzy DVD!) historii Kiss został mi wręczony jako prezent urodzinowy (dzięki Dziku!!!). I co mogę napisać… Mam do nich słabość („Animalize” była jedną z pierwszych kaset, jakie zakupiłem i machałem łbem do „Heavens On Fire”), przyznaję bez bicia), podobnie jak miało miliony innych, nie tylko w Ameryce, choć tam najwięcej. Fajnie ogląda się materiały sprzed 30 lat, kiedy nowojorczycy rządzili jeśli nie światem, to na pewno Ameryką. Stadiony pełne, pirotechnika porażająca wielkością, kicz równie monstrualny, ale z premedytacją. Każda płyta platynowa, maszynka do zarabiania pieniędzy na wszystkim, co związane z Kiss rozkręcona na maksymalne obroty. Ale najciekawiej ogląda się fragmenty wywiadów sprzed lat. Wydawać by się mogło, że ci faceci żyli zupełnie w innym świecie, bez kontaktu z rzeczywistością, w jakimś napisanym przez siebie komiksie dla licealistów i licealistek (bardziej tych drugich rzecz jasna). Jednak nie do końca. Oni dobrze wiedzieli, co się dzieje, mieli wszystko przemyślane, dopracowane i byli w tym szczerzy. Wszak Gene nigdy nie ukrywał, że marzy mu się wielka kasa, mnóstwo panienek, dobra zabawa, którą chcieli dawać sobie i ludziom. I dawali. Jeśli ktoś twierdzi, że Kiss wniósł coś do muzyki, niech zmieni laryngologa, bo obecny go oszukuje. Wnieśli coś do idei show – gigantomanię kosmicznych rozmiarów, pochłaniającą miliony dolarów, ale przynoszącą jeszcze większe zyski. Słyszał ktoś kiedyś, żeby Kiss byli w finansowych tarapatach? Bo ja nie.

Grają: Tom Morello i Boots Riley (recenzja wkrótce), Vader – „Necropolis”, zaś do odtwarzacza DVD wsadzony zostanie film „Obrońcy życia” Johna Carpentera (tak, tego od „Mgły”)

  1. Brak komentarzy.
  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: