Strona główna > Muzyka, Show-biznes > Ewangelia wg Behemoth…

Ewangelia wg Behemoth…

Niby nic nowego, a jednak robi wrażenie mocą, potęgą brzmienia. Nergal szerzy złą nowinę, dowala religijnej obłudzie, itd. Nowy Behemoth z pewnością zrobi wrażenie na świecie i zdziwię się, jeśli nie poprawi wyniku „The Apostasy” na „Billboardzie”. Nergal wie czego chce, a do osiągnięcia celu wykorzystuje najlepszych ludzi i środki. Colin Richardson nie pracuje z byle kim, a CV ma takie, że niejeden producent by się zarumienił na jego widok. Ted Jensen całość zmasterował, a to jeden z najlepszych speców od tego procesu na świecie.

Nigdy nie byłem wielkim fanem Behemoth i raczej nie będę, ale doceniam to, co osiągnął. Nikt nie dał mu tego na tacy, nie było bogatego wujka, który wypisał czek mówiąc: „Bawcie się dobrze, a jeśli się uda, to jeszcze lepiej. Jeśli nie, nic się stanie”. Nergal miał odwagę postawić wszystko na jedną kartę, wygrał i na pewno przez jakiś czas będzie wygrywał. Coś mi mówi, że ma on pomysł na siebie, wybiegający na kilka lat w przyszłość. A gdy Behemotha już nie będzie, ma spore szanse odnieść sukces jako menedżer, bo i w tej roli spisuje się świetnie. Smutne jest to, że w Polsce będą mówić i pisać o Behemoth i jego liderze w kontekście pewnej pani (wyjąwszy tematyczne serwisy, oczywiście plus kilku blogujących kolegów po fachu znających się na temacie), a nie cieszyć się z tego, że polski zespół będzie – w to nie wątpię – wzbudzał podziw w szerokim świecie. „Evangelion”, o czym napisałem w recenzji, która niebawem się pojawi, nie jest tak barwnym dziełem, jak „The Apostasy”. Nie ma prawdziwego chóru, trąb, tej pompatyczności, majestatyczności. Nie ma tak znaczących gości, jak Warrel Dane i Leszek Możdżer. Jest niezwykle ostry death/black metal, chwilami oddający cześć starym mistrzom, z Inferno często wchodzącym na swym zestawie w hiperprędkość. W tym gatunku Behemoth na pewno jest w światowej czołówce. I dzięki „Evangelion” na pewno w niej pozostanie. Życzę, aby na jak najdłużej i aby kolejny polski zespół poszedł w ich ślady. Niekoniecznie metalowy, choć trudno nie zauważyć, że w ekstremalnych dźwiękach Polacy sprawdzają się świetnie i są doceniani. Gdyby nie tragedia Decapitated oni mogli być już bardzo, bardzo wysoko… A tak, pozostaje nam trzymać kciuki, żeby Covan wrócił do zdrowia… Dla mnie i tak najlepszą płytą Behemoth w ostatnich latach pozostaje „Demigod”.

Za najdalej kilka dni przyjdzie mi zmierzyć się z „Necropolis”. Po zamieszaniu personalnym wokół Vadera w ostatnich kilku miesiącach i różnych zakulisowych informacjach docierających do mnie, nie wiem zupełnie czego można się spodziewać. Czy Tue Madsen coś pomoże? Vogg jednak nie nagrywał w studiu i to spora strata, jako że gitarzystą jest wyjątkowym. Już za niedługo będę wiedział, czym się to je. „Impressions In Blood” to nie był zły materiał.

Insolence wciąż nie może się doczekać dogłębnego przesłuchania, ergo opóźnia się moment, w którym podzielę się swoimi wrażeniami po kontakcie z tą przedziwną muzą. Ale za to skosztowałem już drugiej solowej Dolores O’Riordan i pierwsze wrażenia są pozytywne. Tom Morello i Boots Riley także wkrótce zagoszczą w odtwarzaczu.

I jeszcze sprostowanie – pisząc o zbliżającym się Knock Out Festivalu podałem, że chcę zobaczyć Blindead bez Nicka. Zaufałem niesprawdzonej informacji, mea culpa. Nick rzecz jasna na scenie się pojawił i gardła dawał, jak trzeba.

Kategorie:Muzyka, Show-biznes Tags: ,
  1. Brak komentarzy.
  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: